Weszliśmy do dużej biało- zielonej sali. Zauważyliśmy leżącego tam Louisa, a obok niego innego chłopaka, leżącego na szpitalnym łóżku. Louis na mój widok speszył się, ale wymusił uśmiech.
- Skarbie, wszystko dobrze? Co się stało ?- zapytałem zdenerwowany.
- Nie wiem, zablał mnie brzuch. Pewnie to nic wielkiego.
- Kiedy wychodzisz ? - zapytałem znów- I co powiedział lekarz?- bardzo się denerwowałem. Czemu on do mnie nie zadzwonił - myślałem.
- Nie jestem pewien. Na razie robią badania. Usiadłem koło Louisa, a blondynka podeszła do okna i spojrzała przed siebie.
- Dziękuję za pomoc! - uśmiechnął się Loui, a blondynka tylko odwzajemniła gest tym samym, pożegnała się, zostawiając na łóżku swój numer.Gdy ona wyszła do pokoju wszedł lekarz.
- I kiedy Loui wyjdzie? zapytałem natychmiast.
- Na tydzień będzie musiał tu zostać. Musimy zrobić badania, by sprawdzić co mu jest - oznajmił Lekarz spisał coś na kartce i wyszedł. Położyłem się koło niego i rozmawialiśmy przez długi czas. Dopóki naszej rozmowy nie przerwała pielęgniarka.
~*~~
Louis nie ozywa się o nas już dobre dwa tygodnie. Martwie się... nie wiem co u nich. Oni w ogóle sie nami nie przejmują. Nie wiedzą, że jestem z Niallem i ,że wkrótce będziemy mieli dziecko. Ach zastanawiaałam się czy to dobrze. Jesteśmy tacy młodzi, a ja dodatku niewidoma. Jak my sobie amy rade????
Do pokoju wszedł Niall
- Hej skarbie?- przytulił mnie
(cdn)
Kochane sorka za nie dodawanie, ale nadal kompa nie mam-,- więc jak tylko nadarzy się okazja dodam nn <3 xD
Jest to blog o Larrym . Założyłam tego bloga , ponieważ koacham Larr'ego ... mam nadzieje ,że się spodoba . Była bym wdzięczna gdybyście zostawiali komentarze xxx
niedziela, 17 czerwca 2012
czwartek, 14 czerwca 2012
Rozdział 12
Oczami Harr'ego :
Wyjrzałem przez okno. Oprócz kilku drzew, ulicy i mroku spowijającego niebo, nic nie ujrzałem. Ani śladu po Louisie, który dwie godziny temu wyszedł tylko po karmę dla kota.Usiadłem na beżową kanapę, a Azyl skoczył mi na kolana. Miałem na sobie jedynie bokserki, dlatego lekko się skrzywiłem. Azyl pomimo, iż był młodym kotkiem, to pazurami mógł wyskrobać prawie wszystko. Spojrzałem na zegarek. Dobijała godzina siedemnasta. Podniosłem tyłek z kanapy i położyłem Azylka na ziemi. Nie mogłem dłużej czekać, ubrałem się w dresy i powędrowałem do zoologicznego.
~~*~~
Doszedłem do niewielkiego budynku i zobaczyłem młodą blondynkę zamykającą sklep.
- Przepraszam, widziałaś może młodego chłopaka, średniego wzrostu, o nieziemskich oczach?- zapytałem z nadzieją w głosie. Dziewczyna spojrzała na mnie, wystraszona i oznajmiła
- Owszem był tu chłopak, miał na imię Louis, ale zabrało go pogotowie . W mojej głowie zebrało się tysiące myśli.
- Co mu się stało? - wydukałem jedną z nich.Dziewczyna głęboko westchnęła, po czym wyjmując klucze z dziurki opowieziała
- Zabolał go brzuch. Mówił, że nic mu nie jest, ale zasłabł, więc wezwałam karetkę. Z moich oczu poleciało kilka słonych łez.
- Czy mam cię tam zawieść ? - zapytała
- Jeśli byś mogła - wydusiłem uśmiech, który nie wyglądał zbyt ładnie.
Już pare minut później znaleźliśmy się w ogromym żółtym szpitalu i pognaliśmy na piętro, gdzie jak się dowiedzieliśmy leżał Loui .
---------------------
Później dodam nexta ;**** ;***
Wyjrzałem przez okno. Oprócz kilku drzew, ulicy i mroku spowijającego niebo, nic nie ujrzałem. Ani śladu po Louisie, który dwie godziny temu wyszedł tylko po karmę dla kota.Usiadłem na beżową kanapę, a Azyl skoczył mi na kolana. Miałem na sobie jedynie bokserki, dlatego lekko się skrzywiłem. Azyl pomimo, iż był młodym kotkiem, to pazurami mógł wyskrobać prawie wszystko. Spojrzałem na zegarek. Dobijała godzina siedemnasta. Podniosłem tyłek z kanapy i położyłem Azylka na ziemi. Nie mogłem dłużej czekać, ubrałem się w dresy i powędrowałem do zoologicznego.
~~*~~
Doszedłem do niewielkiego budynku i zobaczyłem młodą blondynkę zamykającą sklep.
- Przepraszam, widziałaś może młodego chłopaka, średniego wzrostu, o nieziemskich oczach?- zapytałem z nadzieją w głosie. Dziewczyna spojrzała na mnie, wystraszona i oznajmiła
- Owszem był tu chłopak, miał na imię Louis, ale zabrało go pogotowie . W mojej głowie zebrało się tysiące myśli.
- Co mu się stało? - wydukałem jedną z nich.Dziewczyna głęboko westchnęła, po czym wyjmując klucze z dziurki opowieziała
- Zabolał go brzuch. Mówił, że nic mu nie jest, ale zasłabł, więc wezwałam karetkę. Z moich oczu poleciało kilka słonych łez.
- Czy mam cię tam zawieść ? - zapytała
- Jeśli byś mogła - wydusiłem uśmiech, który nie wyglądał zbyt ładnie.
Już pare minut później znaleźliśmy się w ogromym żółtym szpitalu i pognaliśmy na piętro, gdzie jak się dowiedzieliśmy leżał Loui .
---------------------
Później dodam nexta ;**** ;***
piątek, 8 czerwca 2012
A więc...
A więc... Pewnie zastanawiacie się czemu taki tytuł posta xd xd xd?! Otóż ogłaszam, że jak na razie na internet chodzę do kuzynki, ponieważ mam go brak w domu. Będzie on mi przywrócony dopiero w okolicach wtorku ;ccc <Jak ja przeżyje> ??!! Więc następnego rozdziału spodziewajcie się właśnie w okolicach tego dnia ;/// <3333 Mam nadzieje, że nie zabijecie mnie za to ;*** <333
Kocham was , dziękuję za komentarze <3333 ;**
Słodziaki i mężowie moi <3 <3 <3 <3 <3 <3 ^.^
Kocham was , dziękuję za komentarze <3333 ;**
Słodziaki i mężowie moi <3 <3 <3 <3 <3 <3 ^.^
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



