Oczami Louisa :
Usiadłem koło Jessie i ująłem ją delikatnie. Nie musiała nic mówić wiedziałem o co jej chodzi. z jej delikatnej twarzy spływały krople łez, a jej usta popękane.
- Cichutko mała nie płacz - powiedziałem po dłuższej chwili milczenia . Ona zaniosła się jeszcze większym płaczem i ledwie zrozumiałym dla mnie głosem szepnęła :
- Czemu tak musiało być ?
- Cichutko kochanie jestem z tobą.
Wspomnienie Jess
-Kochanie pora ruszać - krzyknęła mama. Leniwe zwlekłam się sprzed komputera , chwyciłam torbe i zbiegłam na dół szczęśliwa , że w szkole czeka na mnie urodzinowa niespodzianka od Louisa. Tak właśnie moje urodziny miały być cudowne. Zaprosiłam gości , Był zamówiony cudowny tort i lokal. Usiadłam do naszego czarnego auta i wtedy rodzice dali mi prezent. Dostałam swój wymarzony telefon.
- Kocham was - krzyknęłam,a z moich oczu poleciały łzy . Ruszyliśmy. Pogoda nie była dobra. Padał deszcz, a jezdnie ledwo było widać . Jechaliśmy i nagle przed nami przebieg kot .
- Uważaj - krzyknęłam . Tata gwałtownie zahamował i wpadł w poślizg . Wjechaliśmy na środek jezdni.
- Nic wam nie jest kochani ? - zapytał tata
- Tato uważaj - zdążyłam tylko to krzyknąć, gdy wjechał w nas wielki tir. Poczułam tylko jak tryska na mnie krew rodziców, jak wpada do oczu szkło. Zemdlałam , a obudziłam się po kilku dniach w szpitalu.Obudziłam się nie widząc. Płakałam próbowałam się zabić, a gdy dowiedziałam się , że rodzice nie przeżyli załamałam się zupełnie. Nie chciałam jeść , ani pić , dopiero Louis uświadomił mi, że trzeba żyć dalej. Wróciłam ostatni raz do mojego domu. Z pomocą Louisa usiadłam na łóżku rodziców, on podał mi koszulkę mamy i i krawat taty. Bluzka mamy jak zwykle pachniała Liliami, natomiast krawat taty pachniał perfumom który dostał ode mnie na gwiazdkę. Louis pomógł mi wstać. Zabrał rzeczy z ich pokoju, które chciałam zatrzymać i wyszliśmy z ich sypialni. Po spakowaniu moich ubrań i rzeczy osobistych wyszliśmy z domu, który miałam opuścić na zawsze.
__*__
- Louis - szepnęłam
- Tak kochana ? - Zapytał nie puszczając mnie z objęć
- Pojedź ze mną do rodziców - westchnęłam
- Czego sobie tylko życzysz... - pocałował mnie w policzek.
Oczami Bena
Wszedłem do baru , w którym ponoć znajdował się Niall i przemierzyłem pomieszczenie wzrokiem. W małym ledwie oświetlonym pomieszczeniu szybko ujrzałem blondyna, który siedział samotnie przy barze pijąc "Irlandzkie piwo" . Usiadłem koło niego i poprosiłem o krwawą Marry.
- Nie masz może zapalniczki ? - zapytałem , próbując nawiązać z nim konwersacje. Chłopak popatrzył się na mnie i wtedy spostrzegłem , że jest pijany.
- Ja nie pale - odrzekł stłumionym głosem. Zaczęliśmy rozmawiać jak starzy dobrzy przyjaciele -dlatego, że był pijany .
- Poczekaj może zadzwonię po Harr'ego ? On jest fajny , musicie się poznać ! zaśmiał się
- Dzwoń miło mi będzie ego poznać ! - uśmiechnąłem się podstępnie i poklepałem Nialla po plecach.