środa, 30 maja 2012

Rozdział 11

 Louis :

Obudziłem się w środku nocy .  Złapał mnie ostry ból brzucha . Zwijałem się , poczułem jakby słoń nadepną mi na brzuch , delikatnie wstałem by nie obudzić Harr'ego i prześlizgnąłem się  do kuchni . Ujrzałem małego Azyla ślicznie śpiącego na czerwonej kanapie . Doszedłem do lodówki i wyjąłem z niej wodę . Zacząłem pić , ale to nie pomagało . Przez mój brzuch przeszedł jeszcze mocniejszy ból , który zmusił mnie do szybkiego skierowania się w stronę łazienki .  Gdy już tam byłem przyklęknąłem przed muszlą i zacząłem wymiotować . Na początku była to zwykła żółć zmieszana z jedzeniem , ale potem zacząłem wymiotować krwią . Przeraziło mnie to . W jednej chwili zaczęły krążyć mi po głowie setki tysięcy myśli . Na końcu by się uspokoić pomyślałem ,że to pewnie zatrucie pokarmowe i z bolącym jeszcze brzuchem udałem się do kuchni , łyknąłem kilka tabletek , krople na brzuch i żeby nie martwić Loczka wróciłem do łóżka . Rano gdy wstaliśmy  brzuch nadal mnie bolał . Nie chciałem przysparzać mojemu  skarbowi  kłopotów , więc gdy spytał się mnie czemu tak źle wyglądam powiedziałem , że Azyl mnie w nocy obudził . Ubrałem się i bez śniadanie udałem się po karmę dla kotka .  Idąc uliczkami Kanady , pomyślałem , że dobrze byłoby wrócić do Londynu , do mojego domu , spotkać się z Jess i Niallem . Może Loczek też tęskni za  rodziną.? Przechodząc tuż obok spożywczego znów złapał mnie piekielny ból ,który z każdym krokiem stawał się gorszy . W końcu oparłem się o drzewo i postanowiłem poczekać , aż ból minie .Głęboko westchnąłem i poszedłem dalej . Cudem udało mi się dojść do zoologicznego . wybrałem karmę i podałem  ją ładnej , blądynce , która pracowała tu jako ekspedientka .
- Przepraszam dobrze się pan czuje ?- zapytała się dziewczyna miłym głosem , kiedy jęknąłem z bólu .
- Nic mi nie jest - uśmiechnąłem się najlepiej jak w tej sytuacji umiałem . Zapłaciłem za zakup i  skierowałem się w stronę wyjść . Tuż obok drzwi stanąłem i znów złapałem się za brzuch . Rozejrzałem się dookoła , wszystko wydawało się takie rozmazane . Opadłem na ziemie .
Widząc to ekspedientka podbiegła do mnie .
- Zadzwonić po karetkę  ? zapytała
- Nie ,nie tylko wody , potrzeba mi wody - jęknąłem . Czułem się jakbym umierał , Cały brzuch zaczął mnie boleć , a w dodatku serce zaczęło walić mi jak oszalałe , " Co się za mną dzieje "pomyślałem i jęknąłem kolejny raz .

---------------------------
 No i jest kolejny rozdział . Mi się nie podoba nie wiem jak wam xd
 Viper i Domi ... dzięki wam za zajebistą sobotę, która była najzajebistsza w mym życiu . Pan Krwiożerczy Śnieżka  długo zostanie w mym sercu ^.^ Ja chcę powtórki ... kiedy ???!!! O.o  <333 Viper : Twój autograf jest w mym pudelku One Direction  więc czuj się zaszczycona bo tam trafiają najlepisi (obecnie tylko 1D i Ty xd )<3 <333  dziękuję wszystkim , którzy to czytają i komentują  oraz obserwują <3 <3 <3 <3 ;***

niedziela, 20 maja 2012

Rozdział 10

   Kotek leżał , a z jego łapki leciała krew. Nie wytrzymałem i po moich oczach poleciały łzy . Louis podszedł do kociaka i  wziął go na ręce. Zwierzątko delikatnie pisnęło i zwinęło się w kłębek . 
- Idziemy do weterynarza - oznajmił spokojnie Louis i ruszył przed siebie . Szedłem za nim nadal płacząc , a Louis tylko głaskał małego kociaka .
-A jak on nie przeżyje , albo nie znajdzie się właściciel  ? - zapytałam roztrzęsiony 
- Na pewno przeżyje , a jak nie będzie właściciela to my się nim zajmiemy - uspokoił mnie Louis .Mój ukochany  pogłaskał kotka za uszkiem i na szyjce biednego zwierzątka ujrzał obróżkę z numerem telefonu . 
- Jest numer  właściciela , więc raczej go znajdziemy - posłał mi ciepły uśmiech. W końcu doszliśmy do szpitala dla zwierząt. Weszliśmy do środka i  bez kolejki weszliśmy do gabinetu lekarza . Na widok małego czarnego kotka ,z krwawiącą nogą lekarz nieco się przeraził ,ale zaraz potem zaczął czyścić ranę i bandażować . 
 - To wasz kotek chłopcy ? - zapytał lekarz 
- nie! znaleźliśmy go w takim stanie , ale na obróżce  jest numer telefonu .- zaczął Louis .Weterynarz wyciągną telefon i wykręcił numer , a piętnaście minut po zakończeniu rozmowy przybył właściciel , który nie wyglądał na dobrego właściciela.


 Oczami Harr'ego 


  Przed nami staną stary i  niechlujnie ubrany człowiek. Gdy podszedł do nas bliżej czuć było zapach wódki i papierosów .
- Czy to pana kotek ?- zapytał lekarz , a mężczyzna wziął kocura za sierść i dokładnie obejrzał . 
- Tak , mój niestety - przyznał mężczyzna i zrzucił kota na ziemie , mały bezbronny kotek zwiną się z bólu , a ja nei wytrzymałem i uderzyłem mężczyznę pięścią w nos , a on chyba się złamał , bo zaczął bardzo krwawić .
- Coś ty szczeniaku zrobił ? Chcesz skończyć jak ten zasrany kocur !- krzyknął 
- Należało się panu - przyznał Louis i wziął Małego wystraszonego kotka na ręce .
- Proszę pana , nie uważa  pan , że to my powinniśmy zaopiekować się tym bezbronnym zwierzątkiem , czy ono nie dość już wycierpiało ? zapytał Loui , a ja bardzo się ucieszyłem . Lekarz po krótkiej chwili przyznał mi racje , a ten pijak tylko machną ręką i wyszedł. Wzięliśmy małego kotka i receptę na maści dla niego . Po drodze do domu wstąpiliśmy do apteki i kupiliśmy dane lekarstwo , poszliśmy również do marketu i tam kupiliśmy mleko i karmę dla kotów . Będąc już w domu nalaliśmy małemu mleczka  i usiedliśmy na sofie 
- Jak go nazwiemy ? zapytałam zaciekawiony 
- Może Azyl w końcu , jest tu bezpieczny . 
 No tonąłem się i wziąłem małego na rączki , a on oparł główkę  o moje  ręce. 

_____________________________________________________________________________


No i jest kolejny rozdział , który nie jest smutny :))  Udało mi się napisać jakiś weselszy . ^.^ 
Zapraszam do czytania i komentowania . ;**** co robimy Azyluś uśmiech
     Kocham was <3 Viper kiedy umawiamy się , bo ja naprawdę muszę cię poznać ;**** <3 

wtorek, 15 maja 2012

Rozdział 9

 Oczami Louisa : 


 Szedłem  do   Relief  , małego stawiku gdzie poznałem Harr'ego.Wiedziałem , że tam będzie , ponieważ wychodząc z domu powiedział , ze musi się z kimś zobaczyć . Gdy tam doszedłem , ujrzałem Harr'ego całującego się z jakąś dziewczyną . 
Po moich oczach momentalnie spłynęły łzy , pobiegłem do niego , a on tylko zaczął się śmieć .
- Głupi , głupi gejek Loui ... myślałeś , że to na prawdę ? - objął dziewczynę 
- Jak mogłeś ? - zapytałem i opadłem na ziemie .
- Normalnie - powiedział i wybuchnął na nowo śmiechem . Nie wytrzymałem wyjąłem nóż z torby i dźgnąłem Loczka prosto w serce .


 Oczami Harr'ego : 


  Louis nagle obudził się ze łzami w oczach. Był cały  zdyszany , a po jego czole spływał pot . Rozejrzał się dookoła i zaczął krzyczeć 
- Harry , ja nie  chciałem ! Przepraszam , wybacz 
- Louis ty nic mi nie zrobiłeś jestem tu ! - przytuliłem go do siebie . On jeszcze bardziej zaczął płakać i łapać moją bluzkę . Już od tygodnia Louis miewa dziwne sny , a ja stale przy nim czuwam by nie zrobił nic głupiego .  Leżeliśmy tak , a Louis powoli  zaczął się uspokajać.  
- Mogę coś dla ciebie zrobić - zapytałem zatroskany 
- Pocałuj mnie - szepną - to pomoże . Uśmiechnąłem się lekko i zacząłem  delikatnie całować Louisa. Jego ręce błądziły po moich plecach , a ja wplotłem swoje w jego włosy . Namiętny pocałunek zakończyłem wtulając się w jego tors .
- Co ci się śniło ? - zapytałem 
- Nic ważnego ... a może tak śniadanie ? zapytał mnie tylko dlatego ,żeby odwrócić moją uwagę od snu.


Oczami Louisa 




  - Co ci się śniło ? - zapytał przejęty Loczek , a ja żeby odwrócić jego uwagę  powiedziałem 
- Nic ważnego ... a może tak śniadanie ? 


 Harry wyszedł i po pół godzinie wrócił niosąc naleśniki z sosem na tacy . 
- Mmm  śniadanie do łóżka , dla mnie - otarłem dłońmi o siebie .
- Tylko  mi się nie przyzwyczajaj - zaśmiał się Harry i usiadł koło mnie , kładąc tace na moich kolanach. Gdy jadłem wpatrywał się we mnie jak w obrazek , którego niezbyt rozumie . Ukroiłem kawałek naleśnika i wsadziłem mu do ust . Sos klonowy polał mu się na buzie , a on wyglądał tak słodko . 
- Pomogę - szepnąłem  i opuszkiem palca zacząłem jechać po jego buzi palcem i delikatnie wycierać sos . W końcu doszło do ust . Harry kiedy poczuł mój palec na swoich ustach zaczął dawać mu buzi , co mnie bardzo śmieszyło ,więc zbulwersowany jak małe dziecko Harry zaczął mnie łaskotać , a ja żeby to przerwać zapytałem 
- Idziemy na spacer ? .
 Po godzinie opatuleni w odpowiednie jak na styczeń ubrania wyszliśmy na spacer . Idąc tak  jedną z ciemniejszych uliczek , usłyszeliśmy  piszczenie jakiegoś zwierzęcia.   Kochałem wszelakie małe stworzonka więc pociągnąłem za sobą Harr'ego i biegnąc tak zauważyliśmy małego , kulawego koteczka .






_____________________________________________________________




 No i jest kolejny rozdział . Z tego w ogóle nie jestem zadowolona no ale...  . Chciałam z całego serca podziękować Viper ;* , która wspierała mnie od samego początku . Jesteś cudowna , zajebista , genialna i nie wiem co jeszcze , napisać , dzięki twoim komentarzom mam chęci nadal pisać tego bloga ;** <3 Chciała bym cię kiedyś zobaczyć  na żywo .
 Domi ;* Tobie też dziękuję , za to  że jak mam w szkole zwątpienia co do blogów , to  wrzeszczysz na mnie i karzesz pisać xd ;** . Dziękuję wszystkim tym co to czytają za to , ze to robią . 
   Kocham was xxx 
 Ps. Przepraszam , że taki krótki no ale na tyle pozwalała mi napisać moja wena -,-   ;**






  

piątek, 11 maja 2012

Rozdział 8

 Dojechaliśmy do kościoła i zajęliśmy swoje miejsca. Gdy wszyscy zgromadzeni już usiedli ksiądz zaczął swoją wypowiedz.  Trwała ona mniej więcej pół godziny.  Następnie po kolei każda  z sióstr opowiedziała coś o mamie . W końcu przyszedł czas na Louisa. On wstał z ławki i poszedł na środek kościoła.
- Dzień dobry wszystkim nazywam się Louis Tomlinson , jestem synem Lili. Przede wszystkim chciałem wszystkim podziękować za  przyjście tutaj  . Jest to dla mnie ważne , ponieważ  teraz wiem , że nie tylko mi  zależy na godnym pochowaniu Lili Tomlinson . (...)
 Wszyscy uważnie  go słuchali . Łącznie ze mną. Wpatrywałem się w niego jak w obrazek .
(...)- I pamiętam , że pewnego dnia , gdy odwiedziłem mamę w szpitalu ona coś czytała. Była to czarna  książka z nie dużą ilością kartek .
- Co czytasz ? zapytałam zaciekawiony
-  W tej książce są ciekawe cytaty i wierszyki - odpowiedziała.
-  A o czym ? zapytałem kolejny raz
- O śmierci i życiu. - uśmiechnęła się lekko
- Czemu czytasz takie rzeczy ? - oburzyłem się
- To normalna sprawa .- rzekła spokojnie. Zapanowała cisza .
- "Śmierć zawsze ma rację , nawet wtedy ,kiedy jej nie ma " -  zapamiętaj to Loui  i nigdy nie wiń za to Boga - nakazała mi i odłożyła książkę. 
- Czy to znaczy , że za niedługo umrzesz ?   - zapytałam wtedy 
- Jak to mawiał sławny pisarz " nie znasz dnia , ani godziny " - uśmiechnęła się pocieszająco i i dała mi buzi w czoło. Poczułem się wtedy bardzo dziwnie , ponieważ  myślałem , że śmierć to zło  , ale ona pokazała mi zupełnie inną perspektywę i wtedy wiedziałem , że nawet jeśli odejdzie zawsze będzie blisko mnie. 
- Mamo kocham cię - skierował ostatnie słowa do góry i powrócił do mnie. Przytulił się do mnie ,a ja przeczesałem jego włosy opuszkami palców. Na koniec ceremonii kościelnej wszyscy złożyli kondolencji rodzinie i ostatni raz spojrzeli na Panią Lili . Dalsza część ceremonii odbyła się na cmentarzu. Gdy  ksiądz kończył mówić i wypowiedział ostatnie słowa " z prochu powstałeś , w proch się obrócisz "  każdy wrzucił kwiaty do grobu , a następnie grabarze przykryli czarną glebą trumnę ze znajdującym się w niej ciałem  mamy Louisa . Popłakałem się wraz z Louisem .
- Myślisz , że jej tam dobrze i , że mnie widzi? - zapytał , gdy siedzieliśmy pod drzewem 
-  Twoja mama jest teraz częścią nieba . Za dnia jest jedna z najpiękniejszych chmurek , a nocą jedną z najjaśniejszych gwiazd - wyjaśniłem mu 
-  Twój tata też tam jest - uśmiechną się gorzko Louis
- Z  pewnością - a po mojej twarzy zaczęły spływać pojedyncze łzy . 
---------------------------------------------------------------------------------
 Kolejny rozdział . Kurde muszę zacząć pisać  weselej bo za dużo sutku w tych rozdziałach , no ale nie co w końcu zajmie pozbieranie się do kupy ^.^
 Dziękuję , że to czytacie <3 ;**  

piątek, 4 maja 2012

Rozdział 7

 Nadszedł dzień pogrzebu . Więc około dziewiątej rano wszyscy byli gotowi i ubrani odświętnie. Nie miałem przy sobie garnituru więc postanowiłem pożyczyć od Louisa. Gdy już się w niego wcisnąłem , poszedłem do  tymczasowego pokoju Louisa i zapukałem trzykrotnie. Nie słysząc zakazu wejścia lekko uchyliłem drzwi i wślizgnąłem się do środka. Na pierwszy rzut oka nie zauważyłem nikogo więc postanowiłem wejść głębiej.  Zajrzałem pod łóżko myśląc ,że Lou tam jest , lecz i tam nie zauważyłem jego dobrze zbudowanej sylwetki i ślicznej twarzy . Zacząłem rozglądać się po pokoju. Nagle usłyszałem ciche łkanie  dochodzące z łazienki . Bojąc się ,że mój ukochany znów się pociął bez pukania  wpadłem do środka . W łazience nie ujrzałem tnącego się Louisa . Ujrzałem nie podobnego do  niego chłopaka , który się bał. Płakał  jak małe dziecko   i walił rękami w ścianę. Zdziwił mnie ten widok, ponieważ Louis od śmierci mamy płakał tylko kilka razy i nigdy nie dostawał takiej furii jak teraz. Pomijając oczywiście scenę na dachu , którą zapamiętam do końca życia. Podszedłem do niego i delikatnie objąłem . On jednak odepchnął  mnie , a w jego oczach nie ujrzałem tej samej miłości , którą ja obdarowywałem go.
- Zostaw mnie , wiem co ty knujesz ... udajesz , że mnie kochasz . Ty się po prostu mną  bawisz ! - krzyknął na mnie  z Nienacka ,a po jego twarzy zaczęły spływać łzy złoci. 
- Skarbie o czym ty mówisz , przecież cię kocham nie rozumiesz ! - próbowałem się bronić. Popłakałem się . Rozejrzałem  się po łazience szukając wyjaśnienia dziwnego zachowania Louisa . I nagle mój wzrok utkwił na   w połowie wypitej butelce wódki.
- Twoja  mama ma dziś pogrzeb , a  ty pijesz ? - oburzyłem się
- A co nie wolno , to mi pomaga. - parsknął . Ze złością podszedłem do niego i położyłem rękę na jego ramieniu. Z oczu polały mi się łzy.
- Jesteś głupi czy tylko udajesz ? - zapytałem z ironią w głosie - jak można topić smutki w alkoholu ? . On tylko opadł na  podłogę i przytulił się do mojej nogi.
- Nie chciałem pokazać jak mi cholernie smutno. Nie chciałem cię zawieść , a on stał się moim jedynym ratunkiem . próbował się bronić pokazał  palcem butelkę z wódką .  Kucnąłem tuż przy nim i od razu poczułem odrażającą woń perfum zmieszanych z wódką .
- Mój drogi to nie jest żadne wytłumaczenie. A teraz nie przytulę Cię do póki się nie uspokoisz  i nie weźmiesz prysznica. Twoja mama by tego nie chciała , a tym bardziej gdybyś przyszedł tak na jej pogrzeb . Więc weź się ogarnij i zejdź na dół. Po pół godzinach na dól zszedł Louis  . Jego oczy  były napuchnięte od płaczu , ale na szczęście nie było po nim widać ,że pił. Podszedł do mnie i chwycił   mnie za rękę . Jego ojciec wiedział ,że jesteśmy razem w przeciwieństwie do moich rodziców szanował homoseksualistów i tym samym nas tolerował. Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do czarnego auta wypożyczonego specjalnie na tę okazje. Jadąc tata Louisa podarował nam po małym bukieciku Lili , ulubionych kwiatów  jego mamy. Na czarnych wstążkach , drukowanymi literami napisane było żegnaj. Teraz i ja nie wytrzymałem i razem z przytulonym do mnie Louisem zaczęliśmy płakać.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Kolejny krótki rozdział. Nie wiem jak wyszedł moim zdaniem nie zbyt dobrze. Mam nadzieje ,że ktoś to jeszcze czyta . Możecie tu zostawić nazwy swoich blogów . Też chętnie poczytam. <3 Proszę komentujcie i czytajcie ;***
   A teraz specjalne podziękowania pragnę pokierować Viper . Z całego serca chciała bym Ci podziękować ,że to czytasz. Twoje komentarze wiele dla mnie znaczą bo wiem ,że ktoś to czyta. <3 . Twój blog jest cudowny  i uwierz mi ,że gdyby nie twoje komentarze zakończyła bym blogowanie ;*** <3
                                                        kocham Cię   ^.^ <3

 Jeżeli ktoś chciał by do mnie napisać na GG to proszę o to mój numer : 41578329 . A jeżeli na TT : @Jaga_lov .


Możecie mi wtedy napisać co mogła bym zmienić , co wam się nie podoba i co się podoba :)) ;**