Oczami Louisa :
Byłem zaskoczony wyznaniem Harr'ego , w sumie to nie wiem czy gdyby nie ono nie skoczył bym i nie zakończył mojego żywotu . Gdy się pocałowaliśmy choć przez chwile zapomniałem o problemach . Jednak gdy skończyliśmy powróciłem do rzeczywistości ... Z moich oczu popłynęły słone łzy , które Harry delikatnie wytarł opuszkami palców.
- Jestem przy tobie - szepnął mi do ucha
- Dziękuję - odpowiedziałem również szeptem . Harry usiadł na podłodze i oparł głowę o wystający kawałek komina. Ja oparłem głowę o niego i spojrzałem przed siebie , na niebo , które ciemniało się coraz bardziej . Teraz gdy moja mama tam była miałem wrażenie ,że ona na mnie z niego patrzy.
- Co teraz będzie ? zapytałam , dalej wpatrując się w niebo
- Będziemy żyć , razem nie zostawię Cię samego , pomogę Ci , będę się tobą opiekował - zaczął mówić
- Nie musisz dla mnie tego robić - odpowiedziałem wzruszony
- Muszę , jestem twój , cały twój - powiedział loczek i pogładził mnie po głowie
- A ja twój - odpowiedziałem .
Oczami Harr'ego
Chwilę jeszcze poleżeliśmy , a potem już razem za ręce zeszliśmy na dól. Louis przeprosił mnie i poszedł do swojej rodziny. Po tych wydarzeniach postanowiłem ,że zadzwonię do mamy , ponieważ zdałem sobie sprawę ,że jej na pewno nie jest miło kiedy opuszczam ja w święta . Po paru sygnałach odebrała Gemma
- Halo ?
- Hej Gemma , wesołych świąt- powiedziałem
- Nawzajem braciszku - odpowiedziała
- Przykro mi ,że nie jestem z wami , ale Louis przechodzi trudne chwile i muszę przy nim być - powiedziałem ze łzami w oczach
- Aha Louis . - powiedziała
- Posłuchaj Louis jest dla mnie teraz kimś ważniejszym nie tylko przyjacielem - wydusiłem to z siebie . Zagryzłem wargi i czekałem na odpowiedz
- Lou to wspaniale , jak ja się ciesze - krzyknęła mi do ucha
- Gemma wiem ,że się cieszysz , ale był bym wdzięczny , gdybyś oszczędziła mi bębenki - odpowiedziałem
- Wiem , wiem , a kiedy zamierzasz powiedzieć rodzicom ? spytała cichym głosem
- Na razie nie mówię nic , więc trzymaj język za zębami siostrzyczko , ok ?
- Dobrze -odpowiedziała niechętnie
- Trzymaj się i ucałuj odemnie mamę i dzidziusia .Pa - powiedziałem i rozłączyłem się . Po tym telefonie zadzwonił Nial i Jess . Okazało się ,że mają wiele wspólnego . Kazali ucałować Louisa , co zrobię z wielką przyjemnością i złożyć wyrazy współczucia. Na samym końcu naszej rozmowy opowiedziałem im o dachu , pocałunku . Jednym słowem o mnie i o Louisie . Oni byli szczęśliwi ,ze w końcu jesteśmy razem i kazali nam szybko wracać. My z Louisem jednak postanowiliśmy ,że zostaniemy kilka tygodni , bo nie chcę by Louis na pogrzebie był sam .
______________________________________________________________________________
Złapała mnie wena xD Ale nie wiem jak wyszło .... sami oceńcie. . Chciała bym wam wszystkim bardzo podziękować za miłe słowa , kierowane mojej osobie ;**** Kocham was <33
Jest to blog o Larrym . Założyłam tego bloga , ponieważ koacham Larr'ego ... mam nadzieje ,że się spodoba . Była bym wdzięczna gdybyście zostawiali komentarze xxx
czwartek, 26 kwietnia 2012
piątek, 13 kwietnia 2012
Rozdział 5
Oczami Harr'ego
Szedłem drogą prowadzącą do mojego domu, ale jakoś nie miałem ochoty tam wchodzić. Spojrzałem na zegarek była 10:30 , przypomniałem sobie jak wygląda grafik Roberta i od razu uśmiechnąłem się do siebie , ponieważ Rober był teraz w pracy i nie będzie go do późnego wieczoru.Gdy doszedłem do domu lekko uchyliłem bramkę , przeszedłem przez ogródek i wślizgnąłem się do domu. Od razu pobiegłem do góry i zamknąłem się w swoim pokoju. Mama była na zakupach z Gemmą więc w domu byłem sam. Wszedłem na Twittera i na Facebooka nic jednak tam się nie działo więc wylogowałem się i wszedłem na Skypa.
Gdy się zalogowałem od razu zadzwonił do mnie Nial .
- Hej stary - powiedział smutnym głosem
- Co się stało ?- spytałem
- Selena mnie rzuciła - mruknął
- Przykro mi , u mnie też nie jest kolorowo - przyznałem
- Co się stało ? zapytał
- Pokłóciłem się z ojczymem i nocowałem u Louisa -odparłem
- U Louisa powiadasz - powiedział śmiesznym głosem
- Nial przestań !!! - krzyknąłem
- Musisz mu powiedzieć Harry ... najwyższy czas - stwierdził Nial
- Ty jesteś taki jak moja siostra ... naciskasz . Nie chcę żeby się odemnie odwrócił. I wiesz co nie mam ochoty gadać Pa- syknąłem po czym rozłączyłem się. Ze wściekłością zamknąłem laptopa i położyłem się na łóżku. Tylko Louis, Jess i Nial przytrzymywali mnie przy życiu. Gdyby nie oni już dawno przekroczył bym granice i odszedł.
Oczami Louisa :
" Ciekawe jak tam Harry " - pomyślałem . Nie chcąc się zbytnio zamartwiać postawiłem iść pobiegać, pomimo iż na dworze było zimno , ubrałem się w dres i wyszedłem. Gdy biegłem przez park nie chcący zderzyłem się z jakimś chłopakiem.
- Przepraszam zagapiłem się - powiedziałem
- Nic się nie stało ja też przepraszam - powiedział chłopaki i wstał. Ja zrobiłem dokładnie to co on . Popatrzyłem na niego i od razu mnie olśniło
- Ben ? - zapytałem zaskoczony
- Louis ? zapytał równie zaskoczony.
- Kopę lat . Jak tam u ciebie ? zapytałem
- Opowiem ci przy kawie - powiedział i ruszyliśmy w stronę budki z kawą. Usiedliśmy na ławce i powtórzyłem swoje pytanie
- Jak tam u ciebie ?
- Wszystko dobrze ... studiuje - Powiedział i posłał mi uśmiech
- Ja też ... ahh - powiedziałem
- Słuchaj Louis chodzi o tamto wydarzenie . Czułem się zagubiony i przykro mi ,że cię tak potraktowałem . Uwierz długo cie szukałem by cie przeprosić ... myślisz ,że dałbyś mi rade wybaczyć i zaprzyjaźnić od nowa ? Zapytał
- Ben nigdy nie miałem ci tego za złe... ale na razie nie mam siły na nowo budować naszej znajomości .. - Powiedziałem. Czułem się bardzo głupio z tego powodu ,ale nie mogłem tak po prostu na niego patrzeć .
- Rozumiem , ale jeśli kiedykolwiek zmienisz zdanie .. to w każdy czwartek i piątek pracuję na lodowisku . - Powiedział i odszedł. Było mi cholernie źle . Z takim nastrojem wróciłem do domu włączyłem telewizor i zacząłem jeść lody. Nagle przypomniałem sobie ,ze za siedem dni moje urodziny i święta . Wybrałem numer do mamy i zadzwoniłem .
- Halo ? - usłyszałem słabiutki głosik mamy
- Hej mamo , już nie mogę doczekać się świąt kiedy przylatujecie ? zapytałem
- Słuchaj skarbie przykro mi , ale nie dam rady. Mam operację a tata zostaje ze mną . - odpowiedziała
- A dziewczynki ? spytałem
- Są u cioci Doloris w Colorado . - odpowiedziała
- Aha czyli nici ze wspólnych świąt - zesmutniałem
- Niestety , ale życzymy ci wesołych świąt i oczywiście wyślemy ci prezent pa pa . - Rozłączyła się , a ja popłakałem .
4 dni później
Czemu Louis nie odbiera za dwa dni jego urodziny . Dosyć tego idę do niego - powiedziałem sam do siebie i wyszedłem . Gdy w końcu doszedłem do jego domu światła były zgaszone , a drzwi zamknięte . Wyjąłem z jego skrytki zapasowe klucze i wszedłem do środka. Rozejrzałem się dookoła ,ale nikogo nie było , wszedłem dalej i w końcu go ujrzałem .Siedział na kanapie opatulony w swój koc w króliczki i był cały zapłakany. Usiadłem koło niego i zapytałem :
- Lou wszystko dobrze ?
- Nie Harry , moja mama jest chora na raka .!
- Czemu wcześniej mi nie powiedziałeś ? Louis pomógł bym jakoś ! - krzyknąłem i przytuliłem się do niego
- Nic już nie pomoże Harry nic !
- To powiedz chociaż co mogę zrobić dla ciebie !
- Wprowadź się do mnie nie chcę być sam . Powiedział i wtulił się we mnie . Zaskoczony opatrzyłem na niego . Było około godziny 22 kiedy wyszedłem od Louisa i poszedłem do mojego domu po kilka rzeczy. Wychodząc z niego powiedziałem mamie ,że na kilka dni wyprowadzam się do Louisa i wyszedłem. U Louisa byłem około północy , rozpakowałem się i zaraz potem poszliśmy spać , ponieważ Louis był zmęczony.
- Harry - szepną Louis
- Tak ? zapytałem
- Dziękuje - powiedział i wtulił się we mnie. Ja tylko się uśmiechnąłem i zaraz potem byłem w krainie snów.
Oczami Louisa :
Rano gdy się obudziłem koło mnie nie było Harr'ego. Na jego poduszce leżała kartka z napisem " Poszedłem po coś na obiad , w kuchni masz kawę i kanapki . Harry xxx " . Przeczyłem ja i pomyślałem " Kochany Harry i jak tu takiego nie kochać ! " Obudziłem się z wyjątkowo dobrym humorem i miałem nadzieje ,ze nic mi tego nie zepsuje . Chwyciłem telefon do ręki i zadzwoniłem do mamy , gdyż chciałem jeszcze raz usłyszeć jej głos.
- Hej mamo - powiedziałem
- Hej skarbie - szepnęła. Jej głos był jeszcze bardziej słaby niż kiedykolwiek
- Mamo jak się czujesz ,szczerze ? zapytałem
- Źle ... kochanie chcę żebyś wiedział ,że zawsze cię kochałem i zawsze będę kochać
- Nie mów tak - krzyknąłem
- Jak? - zapytała .
- Jak byś się żegnała . Popłakałem się
- Kocham cię powiedział i rozłączyła się a ja poczułem łzy spływające po mich policzkach. Czułem się tak cholernie źle , że nie zważając na to ,ze przez cięcie się skarciłem Louisa , sam zamknąłem się w łazience , wszedłem do wanny i dokonałem dwóch cięć.
Oczami Harr'ego
Wróciłem do domu Louisa , z siatkami pełnymi produktów. Wszedłem do kuchni i położyłem zakupy na . stoliku . Rozglądnąłem się po domu lecz nigdzie nie widziałem Louisa . "Pewnie śpi " pomyślałem i ruszyłem po schodach do sypialni . Niestety myliłem się . Łóżko było puste. Gdy tak się rozglądałem po pokoju usłyszałem jęk. Dźwięk dochodził z łazienki. . Podszedłem do niej i tera wyraźnie usłyszałem głos Louisa.
- Louis ? zapytałem
- Zostaw mnie . Zostaw ! krzykną
- Louis otwórz te cholerne drzwi - krzyknąłem . On tylko głośno jękną .
- Dosyć tego rozwalam je . Krzyknąłem i z całej siły uderzyłem w drzwi .Po nie udanej próbie chwyciłem krzesło i nim walnąłem w drzwi , które po kilku razach rozwaliły się.
- Louis ! krzyknąłem widząc pociętego Louisa
- Głupku nie dawno na mnie się darłeś a teraz ty ?! Jak ty to możesz robić
- Moja mama ona się ze mną żegnała - Powiedział i jeszcze bardziej zaczął płakać . Przytuliłem go i pomogłem wstać .Poszliśmy do kuchni i tam zabandażowałem rękę Louisowi.
- Harry dzięki Ci , ale postanowiłem ,że pojadę do mamy do Kanady . Więc ze świąt nici - mrukną
- To w takim razie jadę z tobą nie możesz jechać sam ! zaprotestowałem po czym odwołałem jutrzejszą kolacje oraz imprezę urodzinową Louisa . On natomiast zamówił bilety i spakował się . Nazajutrz około godziny 12 wylecieliśmy do Kanady . Gdy tam już byliśmy czym prędzej pojechaliśmy do domu mamy Louisa . Gdy tam już byliśmy otworzyła nam bardzo chuda i blada kobieta , czyli mama Louisa
- Mama ? zapytał Louis
- Louis ! - krzyknęła kobieta i przytuliła Louisa , zaraz potem Louis przedstawił mnie i weszliśmy w głąb domu. Czułem smutek patrząc na tą kobietę . Jej twarz pokryta zmarszczkami była bardzo blada , nie było widać na jej twarzy rumieńców. Rozmawialiśmy chwilę po czym zjedliśmy obiad.
Dwa dni minęły bardzo szybko zwykle razem z mamą Louisa oglądaliśmy filmy i rozmawialiśmy. Ale miałem wrażenie ,że jego mama czuje się coraz gorzej. Oczywiście operacja była kłamstwem po prostu mama Louisa nie chciała mówić o swoim stanie zdrowia. Dziś urodziny Louisa właśnie miał kroić tort kiedy jego mama zaczęła się dusić. Louis czym prędzej zadzwonił po karetkę , która szybko dojechała. Jego mama z lekarzami pojechali do szpitala , a my po chwili z ojcem Louisa tam dojechaliśmy . Czekaliśmy pod salą i w końcu wyszedł lekarz
- Bardzo przykro mi , ale pani Lili nie żyje .- powiedział lekarz i odszedł
- Nieee - krzyknął Louis wyrwał się z moich objęć i wbiegł do sali gdzie odłanczano panią Lili od aparatu. Louis upadł na ziemię . Podszedłem do niego poklepałem i już chciałem przytulić kiedy Louis wybiegł gdzieś. Oczywiście pobiegłem za niem bałem się ,że zrobi sobie krzywdę . Biegnąc śladami Louisa , dotarłem na dach. Louis stał na samym skrawku dachu i był gotowy do skoku.
- Louis nie rób tego - wrzasnąłem przez łzy.
- Moje życie jest do dupy ! - usłyszałem w odpowiedzi.
- Aha czyli to ,że mnie poznałeś , to , że twoja mama była szczęśliwa i to ,że Cię kocham to te jest do dupy . ! - popłakałem się
- Co ty powiedziałeś ? zapytał się i spojrzał na mnie
- To co usłyszałeś jestem Gejem i jestem w tobie zakochany - parsknąłem - ale to bez sensu skoro masz mnie w dupie to skacz ! dodałem po czym upadłem na ziemię i jeszcze bardziej się popłakałem .Louis podszedł do mnie i z niedowierzaniem powiedział :
- Zakochałeś !
- Tak jestem inny możesz mnie zostawić! i tak masz mnie w dupie - syknąłem
- Harry ja też jestem inny i chyba też coś do ciebie czuje - odpowiedział
- To pomyśl jak ja się czuje .Kocham cię a ty chciałeś się zabić. Masz jeszcze 4 siostry ,ojca , mnie ,Jess , Nialla . Cz ty w ogóle myślisz ? Czy ty masz nas wszystkich w dupie ? krzyknąłem jesteś Samolubem - Myślisz ,że gdybyś się zabił ja by nie zrobił sobie krzywdy nie zabił bym się ?!
- Tak byłem samolubny . Przyznał - nie chcę byś cierpiał więc mówię ci prawdę ja ...
- Ty co ? zapytałem wściekły
- Ja też cę kocham - dodał po czym chwycił mój podbródek i złożył na moich ustach delikatny pocałunek .
Byłem szczęśliwy ,że nie skoczył i ,że odwzajemnia moje uczucia . Wiem ... to nie był odpowiedni czas na zwierzenia . Ale kto wie może gdybym tego nie zrobił , on by się zabił !?
______________________________________________________________________________
Kolejny rozdział . W miarę długi xd
Proszę o komentarze i przepraszam za błędy <33
xxx
Szedłem drogą prowadzącą do mojego domu, ale jakoś nie miałem ochoty tam wchodzić. Spojrzałem na zegarek była 10:30 , przypomniałem sobie jak wygląda grafik Roberta i od razu uśmiechnąłem się do siebie , ponieważ Rober był teraz w pracy i nie będzie go do późnego wieczoru.Gdy doszedłem do domu lekko uchyliłem bramkę , przeszedłem przez ogródek i wślizgnąłem się do domu. Od razu pobiegłem do góry i zamknąłem się w swoim pokoju. Mama była na zakupach z Gemmą więc w domu byłem sam. Wszedłem na Twittera i na Facebooka nic jednak tam się nie działo więc wylogowałem się i wszedłem na Skypa.
Gdy się zalogowałem od razu zadzwonił do mnie Nial .
- Hej stary - powiedział smutnym głosem
- Co się stało ?- spytałem
- Selena mnie rzuciła - mruknął
- Przykro mi , u mnie też nie jest kolorowo - przyznałem
- Co się stało ? zapytał
- Pokłóciłem się z ojczymem i nocowałem u Louisa -odparłem
- U Louisa powiadasz - powiedział śmiesznym głosem
- Nial przestań !!! - krzyknąłem
- Musisz mu powiedzieć Harry ... najwyższy czas - stwierdził Nial
- Ty jesteś taki jak moja siostra ... naciskasz . Nie chcę żeby się odemnie odwrócił. I wiesz co nie mam ochoty gadać Pa- syknąłem po czym rozłączyłem się. Ze wściekłością zamknąłem laptopa i położyłem się na łóżku. Tylko Louis, Jess i Nial przytrzymywali mnie przy życiu. Gdyby nie oni już dawno przekroczył bym granice i odszedł.
Oczami Louisa :
" Ciekawe jak tam Harry " - pomyślałem . Nie chcąc się zbytnio zamartwiać postawiłem iść pobiegać, pomimo iż na dworze było zimno , ubrałem się w dres i wyszedłem. Gdy biegłem przez park nie chcący zderzyłem się z jakimś chłopakiem.
- Przepraszam zagapiłem się - powiedziałem
- Nic się nie stało ja też przepraszam - powiedział chłopaki i wstał. Ja zrobiłem dokładnie to co on . Popatrzyłem na niego i od razu mnie olśniło
- Ben ? - zapytałem zaskoczony
- Louis ? zapytał równie zaskoczony.
- Kopę lat . Jak tam u ciebie ? zapytałem
- Opowiem ci przy kawie - powiedział i ruszyliśmy w stronę budki z kawą. Usiedliśmy na ławce i powtórzyłem swoje pytanie
- Jak tam u ciebie ?
- Wszystko dobrze ... studiuje - Powiedział i posłał mi uśmiech
- Ja też ... ahh - powiedziałem
- Słuchaj Louis chodzi o tamto wydarzenie . Czułem się zagubiony i przykro mi ,że cię tak potraktowałem . Uwierz długo cie szukałem by cie przeprosić ... myślisz ,że dałbyś mi rade wybaczyć i zaprzyjaźnić od nowa ? Zapytał
- Ben nigdy nie miałem ci tego za złe... ale na razie nie mam siły na nowo budować naszej znajomości .. - Powiedziałem. Czułem się bardzo głupio z tego powodu ,ale nie mogłem tak po prostu na niego patrzeć .
- Rozumiem , ale jeśli kiedykolwiek zmienisz zdanie .. to w każdy czwartek i piątek pracuję na lodowisku . - Powiedział i odszedł. Było mi cholernie źle . Z takim nastrojem wróciłem do domu włączyłem telewizor i zacząłem jeść lody. Nagle przypomniałem sobie ,ze za siedem dni moje urodziny i święta . Wybrałem numer do mamy i zadzwoniłem .
- Halo ? - usłyszałem słabiutki głosik mamy
- Hej mamo , już nie mogę doczekać się świąt kiedy przylatujecie ? zapytałem
- Słuchaj skarbie przykro mi , ale nie dam rady. Mam operację a tata zostaje ze mną . - odpowiedziała
- A dziewczynki ? spytałem
- Są u cioci Doloris w Colorado . - odpowiedziała
- Aha czyli nici ze wspólnych świąt - zesmutniałem
- Niestety , ale życzymy ci wesołych świąt i oczywiście wyślemy ci prezent pa pa . - Rozłączyła się , a ja popłakałem .
4 dni później
Czemu Louis nie odbiera za dwa dni jego urodziny . Dosyć tego idę do niego - powiedziałem sam do siebie i wyszedłem . Gdy w końcu doszedłem do jego domu światła były zgaszone , a drzwi zamknięte . Wyjąłem z jego skrytki zapasowe klucze i wszedłem do środka. Rozejrzałem się dookoła ,ale nikogo nie było , wszedłem dalej i w końcu go ujrzałem .Siedział na kanapie opatulony w swój koc w króliczki i był cały zapłakany. Usiadłem koło niego i zapytałem :
- Lou wszystko dobrze ?
- Nie Harry , moja mama jest chora na raka .!
- Czemu wcześniej mi nie powiedziałeś ? Louis pomógł bym jakoś ! - krzyknąłem i przytuliłem się do niego
- Nic już nie pomoże Harry nic !
- To powiedz chociaż co mogę zrobić dla ciebie !
- Wprowadź się do mnie nie chcę być sam . Powiedział i wtulił się we mnie . Zaskoczony opatrzyłem na niego . Było około godziny 22 kiedy wyszedłem od Louisa i poszedłem do mojego domu po kilka rzeczy. Wychodząc z niego powiedziałem mamie ,że na kilka dni wyprowadzam się do Louisa i wyszedłem. U Louisa byłem około północy , rozpakowałem się i zaraz potem poszliśmy spać , ponieważ Louis był zmęczony.
- Harry - szepną Louis
- Tak ? zapytałem
- Dziękuje - powiedział i wtulił się we mnie. Ja tylko się uśmiechnąłem i zaraz potem byłem w krainie snów.
Oczami Louisa :
Rano gdy się obudziłem koło mnie nie było Harr'ego. Na jego poduszce leżała kartka z napisem " Poszedłem po coś na obiad , w kuchni masz kawę i kanapki . Harry xxx " . Przeczyłem ja i pomyślałem " Kochany Harry i jak tu takiego nie kochać ! " Obudziłem się z wyjątkowo dobrym humorem i miałem nadzieje ,ze nic mi tego nie zepsuje . Chwyciłem telefon do ręki i zadzwoniłem do mamy , gdyż chciałem jeszcze raz usłyszeć jej głos.
- Hej mamo - powiedziałem
- Hej skarbie - szepnęła. Jej głos był jeszcze bardziej słaby niż kiedykolwiek
- Mamo jak się czujesz ,szczerze ? zapytałem
- Źle ... kochanie chcę żebyś wiedział ,że zawsze cię kochałem i zawsze będę kochać
- Nie mów tak - krzyknąłem
- Jak? - zapytała .
- Jak byś się żegnała . Popłakałem się
- Kocham cię powiedział i rozłączyła się a ja poczułem łzy spływające po mich policzkach. Czułem się tak cholernie źle , że nie zważając na to ,ze przez cięcie się skarciłem Louisa , sam zamknąłem się w łazience , wszedłem do wanny i dokonałem dwóch cięć.
Oczami Harr'ego
Wróciłem do domu Louisa , z siatkami pełnymi produktów. Wszedłem do kuchni i położyłem zakupy na . stoliku . Rozglądnąłem się po domu lecz nigdzie nie widziałem Louisa . "Pewnie śpi " pomyślałem i ruszyłem po schodach do sypialni . Niestety myliłem się . Łóżko było puste. Gdy tak się rozglądałem po pokoju usłyszałem jęk. Dźwięk dochodził z łazienki. . Podszedłem do niej i tera wyraźnie usłyszałem głos Louisa.
- Louis ? zapytałem
- Zostaw mnie . Zostaw ! krzykną
- Louis otwórz te cholerne drzwi - krzyknąłem . On tylko głośno jękną .
- Dosyć tego rozwalam je . Krzyknąłem i z całej siły uderzyłem w drzwi .Po nie udanej próbie chwyciłem krzesło i nim walnąłem w drzwi , które po kilku razach rozwaliły się.
- Louis ! krzyknąłem widząc pociętego Louisa
- Głupku nie dawno na mnie się darłeś a teraz ty ?! Jak ty to możesz robić
- Moja mama ona się ze mną żegnała - Powiedział i jeszcze bardziej zaczął płakać . Przytuliłem go i pomogłem wstać .Poszliśmy do kuchni i tam zabandażowałem rękę Louisowi.
- Harry dzięki Ci , ale postanowiłem ,że pojadę do mamy do Kanady . Więc ze świąt nici - mrukną
- To w takim razie jadę z tobą nie możesz jechać sam ! zaprotestowałem po czym odwołałem jutrzejszą kolacje oraz imprezę urodzinową Louisa . On natomiast zamówił bilety i spakował się . Nazajutrz około godziny 12 wylecieliśmy do Kanady . Gdy tam już byliśmy czym prędzej pojechaliśmy do domu mamy Louisa . Gdy tam już byliśmy otworzyła nam bardzo chuda i blada kobieta , czyli mama Louisa
- Mama ? zapytał Louis
- Louis ! - krzyknęła kobieta i przytuliła Louisa , zaraz potem Louis przedstawił mnie i weszliśmy w głąb domu. Czułem smutek patrząc na tą kobietę . Jej twarz pokryta zmarszczkami była bardzo blada , nie było widać na jej twarzy rumieńców. Rozmawialiśmy chwilę po czym zjedliśmy obiad.
Dwa dni minęły bardzo szybko zwykle razem z mamą Louisa oglądaliśmy filmy i rozmawialiśmy. Ale miałem wrażenie ,że jego mama czuje się coraz gorzej. Oczywiście operacja była kłamstwem po prostu mama Louisa nie chciała mówić o swoim stanie zdrowia. Dziś urodziny Louisa właśnie miał kroić tort kiedy jego mama zaczęła się dusić. Louis czym prędzej zadzwonił po karetkę , która szybko dojechała. Jego mama z lekarzami pojechali do szpitala , a my po chwili z ojcem Louisa tam dojechaliśmy . Czekaliśmy pod salą i w końcu wyszedł lekarz
- Bardzo przykro mi , ale pani Lili nie żyje .- powiedział lekarz i odszedł
- Nieee - krzyknął Louis wyrwał się z moich objęć i wbiegł do sali gdzie odłanczano panią Lili od aparatu. Louis upadł na ziemię . Podszedłem do niego poklepałem i już chciałem przytulić kiedy Louis wybiegł gdzieś. Oczywiście pobiegłem za niem bałem się ,że zrobi sobie krzywdę . Biegnąc śladami Louisa , dotarłem na dach. Louis stał na samym skrawku dachu i był gotowy do skoku.
- Louis nie rób tego - wrzasnąłem przez łzy.
- Moje życie jest do dupy ! - usłyszałem w odpowiedzi.
- Aha czyli to ,że mnie poznałeś , to , że twoja mama była szczęśliwa i to ,że Cię kocham to te jest do dupy . ! - popłakałem się
- Co ty powiedziałeś ? zapytał się i spojrzał na mnie
- To co usłyszałeś jestem Gejem i jestem w tobie zakochany - parsknąłem - ale to bez sensu skoro masz mnie w dupie to skacz ! dodałem po czym upadłem na ziemię i jeszcze bardziej się popłakałem .Louis podszedł do mnie i z niedowierzaniem powiedział :
- Zakochałeś !
- Tak jestem inny możesz mnie zostawić! i tak masz mnie w dupie - syknąłem
- Harry ja też jestem inny i chyba też coś do ciebie czuje - odpowiedział
- To pomyśl jak ja się czuje .Kocham cię a ty chciałeś się zabić. Masz jeszcze 4 siostry ,ojca , mnie ,Jess , Nialla . Cz ty w ogóle myślisz ? Czy ty masz nas wszystkich w dupie ? krzyknąłem jesteś Samolubem - Myślisz ,że gdybyś się zabił ja by nie zrobił sobie krzywdy nie zabił bym się ?!
- Tak byłem samolubny . Przyznał - nie chcę byś cierpiał więc mówię ci prawdę ja ...
- Ty co ? zapytałem wściekły
- Ja też cę kocham - dodał po czym chwycił mój podbródek i złożył na moich ustach delikatny pocałunek .
Byłem szczęśliwy ,że nie skoczył i ,że odwzajemnia moje uczucia . Wiem ... to nie był odpowiedni czas na zwierzenia . Ale kto wie może gdybym tego nie zrobił , on by się zabił !?
______________________________________________________________________________
Kolejny rozdział . W miarę długi xd
Proszę o komentarze i przepraszam za błędy <33
xxx
czwartek, 12 kwietnia 2012
Rozdział 4 (przyjaźń i wsparcie , zaufanie )
Oczami Louisa
Po skończonej zabawie odwiozłem Jess do domu i sam się wybrałem do mojego. Gdy wszedłem do środka wyjąłem z lodówki świeże marchewki położyłem je na stoliku w salonie, a sam poszedłem pod prysznic . Po jego wzięciu przebrałem się w dresy i głośno odetchnąłem " Już koniec zająć jak na razie teraz tylko moje urodziny i święta " Jakie szczęście . Przeczesałem moją grzywkę palcami, zeskoczyłem ze schodów, usadowiłem się na kanapę . Wziąłem marchew do ręki i włączyłem telewizor.Akurat leciała Szkoła Uczuć , którą bardzo lubiłem . Zacząłem ją oglądać ,a gdy film dobiegł końca płakać. Otarłem resztę łez spływających po moich policzkach i pomyślałem o mojej chorej na raka mamie.
Walnąłem się w głowę ..
Oczami Harr'ego
Już godzina minęła od zakończenia naszego spotkania . A ja cały czas siedziałem w pokoju. Teraz postanowiłem wyjść z niego i coś zjeść. Na dole był mój ojczym , który robił sobie kanapkę. Nalałem sobie soku winogronowego wyjąłem banana i już miałem iść ,gdy zatrzymał mnie ojczym
-Mógłbyś się za siebie wsiąść
-W jakim sensie ? spytałem
-Całymi dniami siedzisz w domu albo szlajasz się z tym całym Louisem , mogłeś iść na studia -usłyszałem tą samą gadkę
- Ty weź się nie wtrącaj w moje życie Robercie , nie jesteś moim ojcem i nigdy nim nie będziesz
- Ale masz mnie słuchać gówniarzu
- Ja już nikogo nie muszę słuchać - odpowiedziałem
- Chodź tu do cholery okaż trochę szacunku : krzykną Robert
-Mam szacunek tylko do tych ludzi , którzy szanują mnie
Powiedziałem to po czym wbiegłem do mojego pokoju i zamknąłem się . Wszedłem do mojej łazienki ... miałem tak cholernie wszystkiego dość ze wiozłem żyletkę i po raz pierwszy w życiu pociąłem się. Wiem byłem głupi , przecież mogłem iść do Louisa albo Nialla ...
Po umyciu ręki , która piekielnie piekła . Postanowiłem iść do Louisa, który w jednych z naszych rozmów podał mi swój adres. Było około 22 kiedy wyszedłem z domu nic nie mówiąc mamie , która kłóciła się z Robertem.
Zastanawiałem się czy Louis o tej porze będzie spaŁ. Wyszedłem na dwór , śnieżek lekko prószył, a ja czułem się zawiedziony . Myślałem ,że on będzie dla mnie jak ojciec a tym czasem on mnie tylko dołował. Nim się obejrzałem a już byłem pod drzwiami domu Louisa zadzwoniłem trzy razy i o dziwo otworzył mi zawinięty w ręcznik Loui.
- Hej powiedział zdziwiony brunet
- Wiesz nie chciałem ci przeszkadzać ale pokłóciłem się z ojczymem... i Naill na pewno śpi , a ty mieszkasz sami i...- chciałem mówić dalej ale zacząłem płakać . Nie wytrzymałem tego wszystkiego. W tej chwili wszystko wydawało się zepsute.
Louis lekko się uśmiechną poklepał mnie po ramieniu jak to zazwyczaj robił, gdy wyglądałem na smutnego.
- Wchodź do środka. Zrobiłem to co kazał , zdjąłem płaszcz Louis go wziął i powiesił na wieszaku. Rozejrzałem się po jego domu. Był dwu piętrowy . Zdziwiło mnie ,że mimo iż jest studentem stać go na taki dom. Wystrój był śliczny.Taki chaotyczny ,a zarazem oryginalny.
-Rozgość się : powiedział po czym dodał - ja się ubiorę ,zrobię herbatki z cytryną i przyniosę ciacha : wyszczerzył się Lou po czym skierował się w głąb domu . Niepewnie wszedłem do środka i usiadłem na sofie w salonie. Sam do siebie jęknąłem i otarłem łzy po czym zaczołem przeglądać papiery leżące na stoliku. Były tam jakieś notatki , których nie rozumiałem. Gdy oglądałem ostatnią kartkę do pokoju wszedł Louis ubrany w czarne dresowe spodnie i czerwoną bluzkę z krótkim rękawem , położył dwa kubki gorącej herbaty i czekoladowe ciasteczka z dziurką pośrodku na stoliku umieszczonym przed sofą.
-Więc Loczku czy zechcesz mi opowiedzieć co się stało?-zapytał pokazując mi gestem ,żebym się częstował.Ja wziąłem sobie ciastko i popiłem herbaty.
- więc poszło o to , że jestem gówniarzem , który nic nie umie.- Powiedziałem po czym naciągnąłem moją bluzę na ręce by Lou nie zauważył moich cięć.
-Mój kochany... twój ojczym bardzo się myli jesteś mądrym i wspaniałym chłopakiem .
- Nie ojczym miał chyba racje ...- zacząłem . Louis złapał mnie za pociętą rękę ,a ja poczułem okropny ból w tym miejscu
- Co cię boli? zapytał i odsłonił siłą mój rękaw.
-Louis bo widzisz...-chciałem się wytłumaczyć ale Lou zesmutniał wyszedł bez słowa z salonu. A ja zostałem sam , ze łzami w oczach. Louis po chwili wrócił niosąc wodę utlenioną i plaster.
-Louis musisz mnie zrozumieć w moim życiu tyle się dzieje i jeszcze ten ojczym ja po prostu nie wytrzymałem tego iii ...
-Rozumiem - odpowiedział i przytulił mnie. Ja oparłem głowę o jego ramie i przez chwile tak siedzieliśmy .
-Czy mógłbym tu przenocować ...zapytałem niepewnie
-Jasne Loczku wiesz ,że na mnie możesz liczyć- powiedział po czym dodał- Mam pomysł teraz jest 23 . To ja przyniosę ci jakieś dresy i dwa koce i pooglądamy jakiś film co ty na to Loczku?... nie martw się pokażemy twojemu ojczymowi ,ze jesteś fantastyczny .- Powiedział po czym pobiegł po schodach na górę. Po chwili zszedł z kocami , dresem i marchewkami , które ubóstwiał. Rzucił mi dres a sam zaczął rozkładać koce na kanapie . Włączył TV i zapytał o film...
Oczami Louisa
Na widok Harr'ego nieco się zdziwiłem ale naprawdę mu współczułem .
Zapytałem go o film i postanowiliśmy pooglądać "Klik i Robisz co chcesz" .
Gdy drugi raz na niego popatrzałem był bez bluzki, ponieważ przebierał się w ciuchy , które mu dałem. Jego nagi brzuch wyglądał jak typowego osiemnastolatka jednak ja dostrzegłem znaczną różnice , której w żaden sposób nie mogłem opisać . Przebrany Harry usiadł koło mnie na kanapie przykrył się kocem i zaczęliśmy oglądać film. Gdy film się rozwinął na jego buzi pojawił się uśmiech , a nawet kilka razy się zaśmiał . Cieszyłem się ,że się uśmiecha bardzo lubiłem kiedy był radosny. Te jego dołeczki wzbudzały zachwyt , a do tego te jego zielone oczka , które gdy był szczęśliwy jeszcze bardziej świeciły. To wszystko dopełniały loczki spływające na jego twarzy. Siedzieliśmy tak i oglądaliśmy .A gdy skończył się film westchnąłem głośno i razem z uśmiechniętym już Harrym ogarnęliśmy bałagan. Około godziny 2:00 postanowiliśmy iść spać...przed snem oznajmiłem Harremu ,że 24 grudnia mam urodziny i ,że jest honorowym gościem. Harry zarumienił się i chcąc tego nie pokazywać zapytał
- Jak śpimy?
- Ja pójdę na kanapę a ty u mnie .!- odpowiedziałem
- A nie możemy spać na jednym .Na kanapie się nie wyśpisz ...zaprotestował
- Jak chcesz. odpowiedziałem po czym weszliśmy na górę do mojego pokoju.
Oczami Harr'ego
Gdy weszliśmy do jego pokoju zaniemówiłem. Pokój był duży. Na samym środku pod ścianą stało ogromne łóżko z mnóstwem poduszek ,a do tego czarne biurko ze znajdującym się na nim laptopem i rozrzuconymi papierami.
- To chodźmy powiedział Lou i wskoczył na łóżko . Ja delikatnie się położyłem ,życzyłem mu dobranoc, a on dał mi buzi w policzek. Wtedy po raz pierwszy poczułem motylki w brzuchu. Nawet dając buzi Niallowi nie czułem tego co teraz. Lou odwrócił się i zaraz potem zasnął . A ja myślałem nad dniem w , którym wprowadził się do nas Robert
Wspomnienie :
Wstałem rano z ponurą miną bo wiedziałem ,ze do naszego domu ma się wprowadzić pan Robert .Czasem miałem wrażenie ,że za szybko się to dzieje. Pomimo iż rodzice przed śmiercią taty i tak byli w separacji to ja nie mogłem wybaczyć mamie ,że tak szybko wprowadza się do nas ten cały pan idealny. Nie przepadałem za nim . Był wysokim i chudym mężczyzną o srogim wyrazie twarzy więc z daleka można było poznać ,ze nie jest miły. Gdy już się wprowadził mama poświęcała mi mniej czasu tak samo jak Gemmie. Ojczym wiedział ,że za nim nie przepadam dlatego starał się mnie przekupić prezentami i pieniędzmi. Myślał ze ulegnę bo jestem małym chłopczykiem . Ale ja nie dałem się łatwo. Robert zrozumiał ,że się tak szybko nie dam , więc pewnego ranka przed szkołą . Zatrzymał mnie na chwile i powiedział " Drogi Harry wiem ,że czujesz się źle, ale zrozum teraz jestem twoim ojcem musisz to zaakceptować" . Ja byłem tak zły ,że powiedziałem " Ty nigdy nie będziesz nikim ważnym dla mnie" . I wyszedłem z domu.. Może wtedy powiedziałem o jedno słowo za dużo i przez to Robert mnie znienawidził. Od tamtego czasu nie gadałem z nim często nasze rozmowy kończyły się na cześć , pa , jak w szkole , co robiłeś i masz szlaban. Nie chcąc o tym więcej myśleć położyłem się i spojrzałem w stronę Louisa , który słodko spał. Mrukną coś po czym przytulił się do mnie. Nie przeszkadzało mi to wręcz odpowiadało . Dzięki temu szybciej zasnąłem .
Oczami Louisa :
Rano wstałem jako pierwszy Loczek jeszcze słodko spał wtulony w poduszkę.
Powoli zsunąłem się z łóżka i powędrowałem do kuchni. Nastawiłem wody na kawę i wyjąłem dwie bułki , które posmarowałem nutellą i położyłem na talerzykach. Lejąc kawę do filiżanek myślałem nad tym co przeszedł Harry. Gdybym powiedział mu coś co jest także bardzo smutne na pewno by nie umiał być szczęśliwy ,a tym bardziej ja nie mam odwagi mu powiedzieć ,że moja mama jest chora na raka . Z rozmyśleń wyrwał mnie Lokowaty , który wparował do kuchni.
-Hej ... jak tam ?- zapytałem próbując pozbyć się obrazu ukazującego moją mamę leżącą na szpitalnym łóżku w Kanadzie .
-Dobrze wyspałem się . - Odpowiedział po czym słodko ziewnął na co ja się uśmiechnąłem.
- Siadaj w salonie a ja przyniosę tam śniadanie .
- Okey...powiedział Harry po czym poszedł w stronę mojego salonu.
Ja po chwili dołączyłem do Loczka , on włączył telewizje , w której leciały wiadomości.
- Proszę- powiedziałem i podałem Lokowatemu kaw i bułkę z nutellą. On wziął gryza bułki i popił. Po chwili spojrzał się na mnie dziwnym wzrokiem i zapytał :
-Czemu jesteś smutny?
" Jaki on spostrzegawczy " pomyślałem . Nie chcąc go odciążać moimi problemami skłamałem :
- Głowa mnie trochę boli.
Loczek obszedł mnie wzrokiem po czym kiwną głową i spytał czy nie chce tabletki ja kolejny raz skłamałem i powiedziałem ,że już brałem .
Nastała cisza.
- Harry , czy nie powinieneś zadzwonić do mamy , w końcu nie było cię całą noc? zapytałem zatroskany przerywając tym ciszę .
-Taaa... już dzwonie. Odpowiedział niechętnie po czym sięgną do kieszeni spodni i wyją swój telefon. Wybrał numer do swojej mamy i zadzwonił.
-Halo mamo , jestem u Kolegi za niedługo będę ... słyszałem spokojny głos Harr'ego
-Nie musiałaś się martwić ... mówił bardziej zdenerwowany pewnie dlatego ,że jego mama robiła mu wyrzuty
-Nie chce z nim gadać , kończę pa . Powiedział wściekły do telefonu i rozłączył się.Pierwszy raz odkąd go poznałem dostał takiej furii. Przy mnie zawsze był spokojny. Wiedząc ,że nie będzie chciał o tym gadać poklepałem go po ramieniu i przybliżyłem się do niego. On lekko oparł głowę o moje ramie tak jak wczoraj , a ja się w niego wtuliłem . Czułem się szczęśliwy ,że Loczek tak mi ufa , że mówi mi wszystko .Ja czułem się źle z myślą ,że nie mogę mu powiedzieć ,że moja mama leży na łożu śmierci. Poczekam na odpowiednią chwile i wtedy mu powiem całą prawdę. Ale muszę mieć trochę tego cholernego czasu, muszę się przygotować na jego reakcje ...
Po zjedzeniu śniadania było około 10 , kazałem Harremu wziąść prysznic , i dopiero wtedy pozwoliłem mu iść do domu. Odprowadziłem go do drzwi i już miałem je zamykać kiedy Harry powiedział
- Louis...
-Tak.- Uśmiechnąłem się
-Ty też możesz mi mówić wszystko ..
-Dziękuje .- odpowiedziałem i popatrzałem na odchodzącego już Harr'ego , którego sylwetka nikła w porannej mgle.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział ... tylko nie wiem dla kogo go pisze ; / Przepraszam za błędy ...
wtorek, 10 kwietnia 2012
Rozdział 3 ( On jest wszędzie w snach ,myślach, wyobraźni)
Obudził mnie budzik nastawiony na 8:00 .
"Cholera czemu teraz kiedy śnił mi się taki cudowny sen ".pomyślałem "Ogar Harry Ogar ". Ale ja nie mogłem się ogarnąć . On był wszędzie , w moich myślach, wyobraźni , snach. Tak bardzo zależało mi na tym by się ze mną zaprzyjaźnił .Odwróciłem się tak ,że leżałem na brzuchu wtuliłem się w poduszkę i ponownie zasnąłem.
Oczami Louisa:
Te idiotyczne zajęcia, mógłbym teraz robić coś na mieście, posiedzieć nad stawem z Harrym ,ale nie ...muszę czekać do osiemnastej pomyślałem po czym wepchnąłem książki do torby.
-Nadal o nim myślisz...? zapytała mnie Jess , która cały czas stała koło mnie. Czasem chociaż jest niewidoma miałem wrażenie , że widzi i czuje więcej niż inni
-Nie- odpowiedziałem krótko
-Mnie nie okłamiesz Lou...spodobał ci się - Szepnęła .
-Nawet jeśli to co?! On na pewno moich uczuć nie odwzajemnia, ja chcę się po prostu z nim zaprzyjaźnić - odpowiedziałem szeptem by nikt nie usłyszał.
-Skąd możesz wiedzieć ,przecież nawet go nie pytałeś?
-Na razie nie mam w planie zadawania takich pytań , musimy się bardziej zaprzyjaźnić... ,a poza tym nie chcę by mnie z tego powodu zostawił tak jak Ben-dowiedziałem zdenerwowany .
-Jak se tam chcesz - odpowiedziała , a ja chwyciłem ją za rękę dałem buzi w czoło i zaprowadziłem pod sale na wykład. A sam w drodze do mojej sali przypomniałem sobie ten dzień, który pokazał mi ,że jestem inny.:
To było w drugiej klasie gimnazjum. Miałem wtedy dziewczynę o imieniu Suzi.Nie wiem czemu ale nie czułem wielkiej miłości do niej,pomimo iż była śliczna oraz miała bardzo interesującą i cudowną osobowość.
Kiedy w końcu ze mną zerwała poczułem lekką ulgę .Mój kolega Ben myślał inaczej. Pewnego wieczoru przyszedł do mnie, usiadł na skrawku mojego łóżka tak ,że byliśmy koło siebie, w końcu po chwili milczenia nasze twarze zaczęły się zbliżać aż w końcu zaczęliśmy się całować.Po tym co się stało Ben wyszedł bez słowa i nie pojawiał się w szkole . Dopiero puźniej Pani Margaret oznajmiła , że musiał przenieść się do szkoły z internatem. Martwiłem się ,że wyjechał przeze mnie. Uspokoił mnie dopiero sms w , którym napisał ,że wszystko u niego jest dobrze , że mam nikomu nie mówić, a i o będzie trzymał język za zębami Wtedy już wiedziałem ,że jestem odmieńcem .Z tym wspomnieniem wszedłem do sali zająłem swoje miejsce i zaczęły się zajęcia.
Oczami Harr'ego
Tym razem obudził mnie dobrze znany dziewczęcy głos :
-Gemma - krzyknąłem
-Hej braciszku - przywitała mnie siostra ,dałem jej buzi w policzek po czym powiedziałem
- Przecież miałaś być na święta, a zostały dwa tygodnie.
-Przyjechałam wcześniej bo mam coś ważnego do powiedzenia .!
-To nawijaj : powiedziałem uradowany.
-Ogłoszę to na obiedzie więc się ubieraj i na dół.
Przytaknąłem jej . Siostra wyszła z pokoju, a ja wziąłem prysznic, ubrałem się , umyłem zęby i zszedłem na dół , gdzie wszyscy na mnie czekali. Nie zdziwiło mnie to bo była już 14 ,a ja nieźle zaspałem. Usiadłem na wolnym miejscu przy stole i uważnie przyjrzałem się stojącej siostrze. Na jej wiecznie uśmiechniętą buzie zsuwały się kosmyki czarnych włosów , a jej zielono- szare oczy były jaśniejsze niż kiedykolwiek .
-A więc mam coś ważnego do powiedzenie - zaczęła Gemma - chwile się zawahała po czym dodała - Jestem w drugim miesiącu ciąży . Na początku wszyscy zaniemówiliśmy , a następnie rodzice zaczęli jej gratulować. Zrozumiałem teraz ,że ja nigdy nie będę taki jak moja siostra nigdy nie będę miał własnego dziecka. Zesmutniałem , a moja twarz dotychczas zarumieniona całkiem zbladła. Moja siostra zauważyła to ,przeprosiła rodziców i ze mną za rękę weszła do mojego pokoju. Zamknęła go na zamek i usiadła na ziemi tuż obok mnie.
-Powiedziałeś im ?- zapytała -Wiedziałem o co jej chodzi . Zawsze mówiła ,że zrozumieją tą "okoliczność" .
-Nie, nie powiedziałem im o tym : mruknąłem .
-Harry oni to zrozumieją musisz to w końcu powiedzieć.
-Kiedyś to powiem, ale nie teraz ...proszę cię o dyskrecje.
-Dobrze, ale w końcu sami się połapią ,a wtedy będą bardziej to przeżywać
-Pomyśl- dodała po czym poczochrała moje włosy i wyszła z pokoju.
Po jej wyjściu było około godziny 16 ,a ja położyłem się na łóżko i odliczałem godziny do spotkania z Louisem ...
"1 h i 40 minut później "
Wybiła godzina 17 :40 jak najszybciej nałożyłem na siebie płaszcz i wybiegłem z domu. Po paru minutach byłem nad stawem, gdzie czekał na mnie Louis .
-Witaj Loczkowaty chłopcze : zagadnął
-Cześć odpowiedziałem radośnie
Usiedliśmy na ławce i zaczęliśmy gadać . Po paru minutach gadania bez sensu z nieba zaczęły spadać duże płatki śniegu. Ucieszył mnie ten widok, ponieważ kochałem zimę. Najbardziej lubiłem wychodzić wtedy nad staw. Woda była zamarznięta , na drzewach znajdowała się duża warstwa śniegu , a to wszystko dopełniało błękitno - białe niebo ozdobione kształtnymi chmurami.
- A więc Harry , muszę przyznać ,że jesteś bardzo interesującym chłopakiem : stwierdził Lou
-Ja interesujący !Hahahah ...- zaśmiałem się głośno
-A co nie jest tak ? -zapytał Lou
-Wiesz gdybym był interesujący ojczym nie patrzył by na mnie z nienawiścią ... zacząłem
-Ojczym ? :zapytał zaskoczony Louis
-Tak mój tata umarł na zawał, gdy byłem mały : odpowiedziałem .
-Współczuje ... wiesz jeżeli będziesz czegoś chciał to mów .- usłyszałem w odpowiedzi.
Dzięki ... - uśmiechnąłem się.
- Nie ma za co przyjaciele muszą sobie pomagać .Słowo przyjaciele Louis powiedział niepewnie
-Przyjaciele ?! zapytałem zaskoczony
- Jeżeli za szybko to mów ... możemy być na razie kolegami
-Nie ja chce być twoim przyjacielem..-wyszczerzyłem się
- To w takim razie ... zapraszam na spacer .- powiedział
-Chętnie. Wstałem z ławki i wraz z Louisam poszedłem w stronę parku. Rozmawialiśmy o studiach i o różnych innych rzeczach.
-Mam pomysł : powiedział
-Jaki ? zapytałem
-Przedstawię cię Jess . co ty na to ? zapytał
-A ja mam jeszcze leszy! Może za tydzień bo wtedy Naill wraca z Irlandii, gdzie pojechał na jakieś święto , spotkamy się wszyscy razem i pogadamy ...co ty na to? spytałem Louisa
- Genialny pomysł Haroldzie : stwierdził Louis Po czym zaczęliśmy się śmieć .
Przy louisie czuje się sobą . On jest fantastyczny , śmieszny i miły.
Kolejny tydzień w każdej wolnej chwili spędzałem z Louisem on pomagał mi szukać pracy i poprawiał mi chumor , gdy nadszedł dzień spotkania z Horanem i Jess , nie wiem czemu ,ale denerwowałem się .Martwiłem się co Naill pomyśli o Louisie i na odwrót. W końcu wybiła godzina 14 . Z Louisem , Naillem i Jess postanowiliśmy spotkać się w Milkshake City , ponieważ staw był miejscem tylko i wyłącznie moim i Louisa. Gdy już wszyscy tam byliśmy. Przedstawiliśmy się na wzajem, a ja nie mogłem się nadziwić temu ,że pomimo wypadku ta dziewczyna ciągle się uśmiechała.
-A więc Louisie... jak poznaliście się z Harrym ?-zapytał zaciekawiony blondas
-Harry był wówczas na spacerze , a ja również i tak jakoś wyszło...
- Aha ... - powiedziała Jess próbując wdrążyć się do tematu.
-To może pójdę po napoje ? zasugerowałem
- Jak chcesz ... ja chcę czekoladowego- powiedział Horan
-Ja takiego samego -Powiedziała Jess .Na co on się uśmiechną
- Ja mam ochotę na waniliowego: stwierdził Lou
-To ja wezmę truskawkę .Powiedziałem sam do siebie i ruszyłem w stronę kasy. Po chwili wróciłem niosąc w ręku zamówienie . Louis pomógł mi je postawić, a jeden dał Jess prosto do rąk
-Ahhh a więc Naill jakie jest twoje hobby ? zapytał Louis blondasa , który popijał swój czekoladowy napój .
-Kocham grać na gitarze i czasem pośpiewać ... kocham jeść ponad życie
-A twoje?- dodał po chwili
-Lubię czytać , śpiewać , jeść marchewki i oglądać filmy
- To tak samo jak Harry on też kocha śpiewać ,oglądać filmy i czytać . : powiedział Horan
- Tak ja to kocham -przyznałem i nieco się zarumieniłem
-A twoje Jess -zapytałem
- Kocham słuchać muzyki i wyobrażać sobie jak wygląda świat...
Wszyscy zesmutnieliśmy a Louis lekko objął dziewczynę ramieniem i powiedział
-Jeszcze kiedyś przejrzysz na oczy nie martw się.
Żeby rozluźnić atmosferę zmieniliśmy temat na śmieszniejszy i poszliśmy do parku . Zagraliśmy w zadanie i pytanie. Najśmieszniej było kiedy Louis zmuszony został do zatańczenia na samym środku placu walca ,wyginał się przy tym , a my nie mogliśmy przestać się śmiać. Cieszyłem się ,że zgraliśmy taką paczkę i ,że oni się polubili , a ja zacząłem coraz bardziej i bardziej lubić Louisa.
___________________________________________________
o to rozdział 3 . Szczerze mówiąc nie wiem jak wyszedł... xd
Proszę komentować . I jak zwykle przepraszam za błędy ;**
xxx
"Cholera czemu teraz kiedy śnił mi się taki cudowny sen ".pomyślałem "Ogar Harry Ogar ". Ale ja nie mogłem się ogarnąć . On był wszędzie , w moich myślach, wyobraźni , snach. Tak bardzo zależało mi na tym by się ze mną zaprzyjaźnił .Odwróciłem się tak ,że leżałem na brzuchu wtuliłem się w poduszkę i ponownie zasnąłem.
Oczami Louisa:
Te idiotyczne zajęcia, mógłbym teraz robić coś na mieście, posiedzieć nad stawem z Harrym ,ale nie ...muszę czekać do osiemnastej pomyślałem po czym wepchnąłem książki do torby.
-Nadal o nim myślisz...? zapytała mnie Jess , która cały czas stała koło mnie. Czasem chociaż jest niewidoma miałem wrażenie , że widzi i czuje więcej niż inni
-Nie- odpowiedziałem krótko
-Mnie nie okłamiesz Lou...spodobał ci się - Szepnęła .
-Nawet jeśli to co?! On na pewno moich uczuć nie odwzajemnia, ja chcę się po prostu z nim zaprzyjaźnić - odpowiedziałem szeptem by nikt nie usłyszał.
-Skąd możesz wiedzieć ,przecież nawet go nie pytałeś?
-Na razie nie mam w planie zadawania takich pytań , musimy się bardziej zaprzyjaźnić... ,a poza tym nie chcę by mnie z tego powodu zostawił tak jak Ben-dowiedziałem zdenerwowany .
-Jak se tam chcesz - odpowiedziała , a ja chwyciłem ją za rękę dałem buzi w czoło i zaprowadziłem pod sale na wykład. A sam w drodze do mojej sali przypomniałem sobie ten dzień, który pokazał mi ,że jestem inny.:
To było w drugiej klasie gimnazjum. Miałem wtedy dziewczynę o imieniu Suzi.Nie wiem czemu ale nie czułem wielkiej miłości do niej,pomimo iż była śliczna oraz miała bardzo interesującą i cudowną osobowość.
Kiedy w końcu ze mną zerwała poczułem lekką ulgę .Mój kolega Ben myślał inaczej. Pewnego wieczoru przyszedł do mnie, usiadł na skrawku mojego łóżka tak ,że byliśmy koło siebie, w końcu po chwili milczenia nasze twarze zaczęły się zbliżać aż w końcu zaczęliśmy się całować.Po tym co się stało Ben wyszedł bez słowa i nie pojawiał się w szkole . Dopiero puźniej Pani Margaret oznajmiła , że musiał przenieść się do szkoły z internatem. Martwiłem się ,że wyjechał przeze mnie. Uspokoił mnie dopiero sms w , którym napisał ,że wszystko u niego jest dobrze , że mam nikomu nie mówić, a i o będzie trzymał język za zębami Wtedy już wiedziałem ,że jestem odmieńcem .Z tym wspomnieniem wszedłem do sali zająłem swoje miejsce i zaczęły się zajęcia.
Oczami Harr'ego
Tym razem obudził mnie dobrze znany dziewczęcy głos :
-Gemma - krzyknąłem
-Hej braciszku - przywitała mnie siostra ,dałem jej buzi w policzek po czym powiedziałem
- Przecież miałaś być na święta, a zostały dwa tygodnie.
-Przyjechałam wcześniej bo mam coś ważnego do powiedzenia .!
-To nawijaj : powiedziałem uradowany.
-Ogłoszę to na obiedzie więc się ubieraj i na dół.
Przytaknąłem jej . Siostra wyszła z pokoju, a ja wziąłem prysznic, ubrałem się , umyłem zęby i zszedłem na dół , gdzie wszyscy na mnie czekali. Nie zdziwiło mnie to bo była już 14 ,a ja nieźle zaspałem. Usiadłem na wolnym miejscu przy stole i uważnie przyjrzałem się stojącej siostrze. Na jej wiecznie uśmiechniętą buzie zsuwały się kosmyki czarnych włosów , a jej zielono- szare oczy były jaśniejsze niż kiedykolwiek .
-A więc mam coś ważnego do powiedzenie - zaczęła Gemma - chwile się zawahała po czym dodała - Jestem w drugim miesiącu ciąży . Na początku wszyscy zaniemówiliśmy , a następnie rodzice zaczęli jej gratulować. Zrozumiałem teraz ,że ja nigdy nie będę taki jak moja siostra nigdy nie będę miał własnego dziecka. Zesmutniałem , a moja twarz dotychczas zarumieniona całkiem zbladła. Moja siostra zauważyła to ,przeprosiła rodziców i ze mną za rękę weszła do mojego pokoju. Zamknęła go na zamek i usiadła na ziemi tuż obok mnie.
-Powiedziałeś im ?- zapytała -Wiedziałem o co jej chodzi . Zawsze mówiła ,że zrozumieją tą "okoliczność" .
-Nie, nie powiedziałem im o tym : mruknąłem .
-Harry oni to zrozumieją musisz to w końcu powiedzieć.
-Kiedyś to powiem, ale nie teraz ...proszę cię o dyskrecje.
-Dobrze, ale w końcu sami się połapią ,a wtedy będą bardziej to przeżywać
-Pomyśl- dodała po czym poczochrała moje włosy i wyszła z pokoju.
Po jej wyjściu było około godziny 16 ,a ja położyłem się na łóżko i odliczałem godziny do spotkania z Louisem ...
"1 h i 40 minut później "
Wybiła godzina 17 :40 jak najszybciej nałożyłem na siebie płaszcz i wybiegłem z domu. Po paru minutach byłem nad stawem, gdzie czekał na mnie Louis .
-Witaj Loczkowaty chłopcze : zagadnął
-Cześć odpowiedziałem radośnie
Usiedliśmy na ławce i zaczęliśmy gadać . Po paru minutach gadania bez sensu z nieba zaczęły spadać duże płatki śniegu. Ucieszył mnie ten widok, ponieważ kochałem zimę. Najbardziej lubiłem wychodzić wtedy nad staw. Woda była zamarznięta , na drzewach znajdowała się duża warstwa śniegu , a to wszystko dopełniało błękitno - białe niebo ozdobione kształtnymi chmurami.
- A więc Harry , muszę przyznać ,że jesteś bardzo interesującym chłopakiem : stwierdził Lou
-Ja interesujący !Hahahah ...- zaśmiałem się głośno
-A co nie jest tak ? -zapytał Lou
-Wiesz gdybym był interesujący ojczym nie patrzył by na mnie z nienawiścią ... zacząłem
-Ojczym ? :zapytał zaskoczony Louis
-Tak mój tata umarł na zawał, gdy byłem mały : odpowiedziałem .
-Współczuje ... wiesz jeżeli będziesz czegoś chciał to mów .- usłyszałem w odpowiedzi.
Dzięki ... - uśmiechnąłem się.
- Nie ma za co przyjaciele muszą sobie pomagać .Słowo przyjaciele Louis powiedział niepewnie
-Przyjaciele ?! zapytałem zaskoczony
- Jeżeli za szybko to mów ... możemy być na razie kolegami
-Nie ja chce być twoim przyjacielem..-wyszczerzyłem się
- To w takim razie ... zapraszam na spacer .- powiedział
-Chętnie. Wstałem z ławki i wraz z Louisam poszedłem w stronę parku. Rozmawialiśmy o studiach i o różnych innych rzeczach.
-Mam pomysł : powiedział
-Jaki ? zapytałem
-Przedstawię cię Jess . co ty na to ? zapytał
-A ja mam jeszcze leszy! Może za tydzień bo wtedy Naill wraca z Irlandii, gdzie pojechał na jakieś święto , spotkamy się wszyscy razem i pogadamy ...co ty na to? spytałem Louisa
- Genialny pomysł Haroldzie : stwierdził Louis Po czym zaczęliśmy się śmieć .
Przy louisie czuje się sobą . On jest fantastyczny , śmieszny i miły.
Kolejny tydzień w każdej wolnej chwili spędzałem z Louisem on pomagał mi szukać pracy i poprawiał mi chumor , gdy nadszedł dzień spotkania z Horanem i Jess , nie wiem czemu ,ale denerwowałem się .Martwiłem się co Naill pomyśli o Louisie i na odwrót. W końcu wybiła godzina 14 . Z Louisem , Naillem i Jess postanowiliśmy spotkać się w Milkshake City , ponieważ staw był miejscem tylko i wyłącznie moim i Louisa. Gdy już wszyscy tam byliśmy. Przedstawiliśmy się na wzajem, a ja nie mogłem się nadziwić temu ,że pomimo wypadku ta dziewczyna ciągle się uśmiechała.
-A więc Louisie... jak poznaliście się z Harrym ?-zapytał zaciekawiony blondas
-Harry był wówczas na spacerze , a ja również i tak jakoś wyszło...
- Aha ... - powiedziała Jess próbując wdrążyć się do tematu.
-To może pójdę po napoje ? zasugerowałem
- Jak chcesz ... ja chcę czekoladowego- powiedział Horan
-Ja takiego samego -Powiedziała Jess .Na co on się uśmiechną
- Ja mam ochotę na waniliowego: stwierdził Lou
-To ja wezmę truskawkę .Powiedziałem sam do siebie i ruszyłem w stronę kasy. Po chwili wróciłem niosąc w ręku zamówienie . Louis pomógł mi je postawić, a jeden dał Jess prosto do rąk
-Ahhh a więc Naill jakie jest twoje hobby ? zapytał Louis blondasa , który popijał swój czekoladowy napój .
-Kocham grać na gitarze i czasem pośpiewać ... kocham jeść ponad życie
-A twoje?- dodał po chwili
-Lubię czytać , śpiewać , jeść marchewki i oglądać filmy
- To tak samo jak Harry on też kocha śpiewać ,oglądać filmy i czytać . : powiedział Horan
- Tak ja to kocham -przyznałem i nieco się zarumieniłem
-A twoje Jess -zapytałem
- Kocham słuchać muzyki i wyobrażać sobie jak wygląda świat...
Wszyscy zesmutnieliśmy a Louis lekko objął dziewczynę ramieniem i powiedział
-Jeszcze kiedyś przejrzysz na oczy nie martw się.
Żeby rozluźnić atmosferę zmieniliśmy temat na śmieszniejszy i poszliśmy do parku . Zagraliśmy w zadanie i pytanie. Najśmieszniej było kiedy Louis zmuszony został do zatańczenia na samym środku placu walca ,wyginał się przy tym , a my nie mogliśmy przestać się śmiać. Cieszyłem się ,że zgraliśmy taką paczkę i ,że oni się polubili , a ja zacząłem coraz bardziej i bardziej lubić Louisa.
___________________________________________________
o to rozdział 3 . Szczerze mówiąc nie wiem jak wyszedł... xd
Proszę komentować . I jak zwykle przepraszam za błędy ;**
xxx
poniedziałek, 9 kwietnia 2012
Rozdział 2 ( Czy to możliwe.?!)
- Odbierz , ten cholerny telefon:Krzyknąłem sam do siebie, gdy usłyszałem "Tu Louis zostaw wiadomość po sygnale ."Dzwoniłem do niego kilka razy w tym tygodniu ale ciągle włanczała się ta sekretarka.Było około godziny piętnastej kiedy oznajmiłem ,że wychodzę na spacer. Będąc w nie wielkiej budce kupiłem sobie Late i poszedłem nad staw.Usiadłem na ławce , która stała tak ,że widać było prawie caly staw.Łyknąłem late i zacząłem myśleć nad moim życiem , a raczej nad sensem mego życia .W sumie to miałem bardzo złe ,życie. Mój ojciec nieżyje , matka nieczęsto na mnie patrzy bo przypomina jej sie ojciec natomiast ojczym na każdym kroku podkreśla jaki ja jestem głupi i daremny i myślałem nad tym ,że Louis nie chce najprawdopodobniej ze mną gadać. Dziwiło mnie to ,ale też nie, przecież on mnie nawet nie zna i napewno ma swoje sprawy i nie ma czasu na spotkania z lokowatym osiemnastolatkiem.Siedziałem tam sam z ponurą miną , wiatr delkatnie poruszał moje włosyy.Odopoczywałem tam przez dłuższą chwile , kiedy dostałem sms . Odziwo był od Lou.Sms brzmiał tak : " Przepraszam cię za to ,że nie odbierałem ale miałem zajęcia.Teraz mam godzinną przerwe , więc będę na ciebie czekał w kawiarni gourmet" Po przeczytaniu tego sms rzóciłem resztę late na podłoge , chwile popatrzyłem się na powoli wylewającą się na beton kawe po czym złapałem się za głowe i nazwałem Debilem.Przecież mówił mi ,że studjuje .Czym prędzej pobiegłem do kawiarnii. Byłem właśnie tuż przed nią kiedy potknąłem sie i upadłem prosto w ramiona Louisa.
-No proszę , proszę dopiero drugie spotkanie a już mnie tak witasz : zaśmiał się Louis
-Hej- powiedziałem zawstydzony
-Sorka Potkąłem się :dodałem po czym lekko odsunąłem się od Louisa.
- Nic się nie stało ...to co gorąca czekolada i sernik- Zapytał.Pomimo ,iż nie dawno wypiłem Late to i tak nie mogłem mu odmówić. Jego oczy były takie przekonujące.
-Tak , ale tym razem ja stawiam -- Uśmiechnąłem się po czym weszliśmy do kwiarnii.Zamówiliśmy sobie sernik , czekolade i usiedliśmy do stolika. Rozłożyliśmy się na miejscach Lou ,rzócił torbe , którą miał na plecach i zają miejsce na berzowej kanapie. Ja usiadłem na przeciwko niego . Gdy zamówienie przyszło podziękowaliśmy i zaczeliśmy jeść .
-Może opowiesz mi coś o sobie: zapytałem zaciekawiony
- A więc mam na imię Louis Tomlinson mam 20 lat , obecnie studjuje . Od dziecka mieszkam w Londynie , moją najlepszą przyjaciółką jest Jess Reyson , która ma również 20 lat.
-Aha ...a opowiesz mi coś o tej Jess? Zapytałem
- Z przyjemnością : odpowiedział, łykną czekolady i zaczą opowiadać . Zaprzyjaźniliśmy się w szóstej klasie .Później w gimnazjum miała wypadek i oślepła. Jej rodzice w tym wypadku zgineli więc zamieszkała z ciocią. Oczywiście w tamtych trudnych momentach byłem z nią i nadal jestem. Ale nigdy nie byliśmy dla siebie nikim innym niż przyjaciółmi.
Zamurowało mnie. Bardzo współczułem tej dziwczynie.
-Teraz ty Loczku...powiedział Lou przerywając przy tym niezręczną ciszę.
-A wiec nazywam się Harry Styles mam 18 lat nie studjuje , również mieszkam w Londynie od dziecka moim najlepszym przyjacielem jest Niall Horan , który ma 19 lat.
-Inetresujące...opowiedz mi o Niallu - powiedzial ,po czym popatrzył się na mnie wrokiem mordercy.
-Znam go od gimnazjum , on również nie studjuje tylko ,że w przeciwieństwie do mnie ma prace i dziewczyne : wyszczerzyłem się .
- Aha -odpowiedział po czym zjadł ostatniego kęsa ciasta i dodał
- Muszę już iść Harry- Nie zdziwiło mnie ,że teraz powiedział Harry w końcu nie chciał mówić Loczku i przyzwyczajać się do tego.
-Może jutro się spotkamy? - zapytałem z nadzieją w głosie , którą on napewno wyczół.
-Ok. może o 18 nad stawem ? zapytał
-Dobrze to do jutra : uśmiechnąłem się .Louis zapią guziki płaszcza do końca, poklepał mnie przyjacielsko po ramieniu i odszedł. Chwile siedziałem w bazruchu lecz gdy usłyszałem znajomy mi męski głos ocknąłem się. Co prawda głos Nialla , który właśnie mnie ocudził nie był tak cudowny jak głos Louisa, ale nie był też najgorszy. Przedemną stał Horan z kawałkiem sharlotki na spodeczku.
-Mogę się dosiąść - wyszczerzył się
-Jasnie - odpowiedziałem po czy podparłem brode o rękę.
-Kim był ten koleś co tu z tobą był?- zapytał ciekawski Niall.
-To był Louis mój ... i tu się zawahałem nie wiedziałem czy jestem jego kolegą czy przyjacielem
-Kolega.- dodałem po chwili namysłu.W końcu zbyt długo to my się nie znaliśmy.
-Aha ... odpowiedział blondas po czym wzią duży kawałek ciasta . Siedzieliśmy i rozawialiśmy dobre dwie godziny, ale świetnie się bawiliśmy. Przypomniałem sobie o jutrzejszym spotkaniu . Do domu wróciłem bardzo późno więc odrazu położyłem się spać.
_______________________________________________...................................................________
I tak powstał rozdział 2 . Sorka ,że narazie takie nudne , ale przysięgam ,że potem się rozkręci .! Proszę was zostwiajcie komentarze bo nie wiem czy jest sens dalej to pisać .
xxx
Rozdział 1 ( Ta świadomość ,że jestem inny)
Obudziłem się , lecz oczy nadal miałem zamknięte. Chwile poleżałem zastanawiając się jak będzie wyglądać dzisiejszy dzień, pewnie tak samo jak każdy. Codziennie trapiła mnie myśl ,że ktoś dowie się o tajemnicy , którą zna tylko mój przyjaciel Naill , i moja starsza siostra Gemma , która mieszka daleko od mojego miejsca zamieszkania czyli od Londynu. Oboje pzysięgli ,że nic nikomu nie powiedzą i sami nie będą zbyt często o tym wspominać. Zległem się z łóżka , wyjąłem jakieś ciuchy z szafy i ruszyłem do toalety. Zamknąłem się w niej i popatrzałem w lustro , podrapałem się po głowie i pomyślałem "Kim ja do cholery jestem ?"
Może niewidać tego po mnie ale jestem inny , gorszy ... . Nie boje się o tym powiedzieć mamie i ojczymowi bardziej przeraża mnie ich odpowiedz, reakcja . Pewnie kazali by mi nikomu o tym nie wspominać , albo najlepiej udawać ,że jest ok, ale DO CHOLERY nie jest .
Może wygladało by to tak , podszedł bym do nich i powiedział " Nie jestem osiemnastoletnim Harrym za , którego mnie macie . Pewnie mama i ojczym zaśmiali by się , a mama powiedziała " Synku , byłam przy twoim porodzie , zdecydowanie jesteś moim ślicznym , lokowatym synem , o pięknych zielonych oczkach " . Ja popatrzył bym na nią , w moich oczach znalazły by się łzy, ale powiedział bym " Mamo. ja jestem Gejem" Po czym znając życie popłakał bym się . Mama spuściła by wzrok , ojczym również a ja poszedł bym do pokoju nie mogąc wytrzymać tego widoku. Po pewnym czasie mama przyszła by do mnie wyjaśniła ,że dorastam i to tylko Hormony ja wyskoczył bym na nią i powiedział " To nie są ,żadne cholerne Hormony , to ja ..." mama powiedział by ,że to ona ma racje i kazała by mi o tym nikomu nie wspominać , a najlepiej zapomnieć. Udawała by potem ,że wszystko jest dobrze , ale w głębi duszy uważała by mnie za odmięca , nie patrzała by na mnie tak samo. Oczywiście ojczym także patrzał by na mnie jak na Idiotę . Otarłem łzy , które spłyneły mi z policzka po czym poszedłem pod prysznic ,po którym ubrałem się i zszedłem na dół do rodziców, którzy byli przyzwyczajeni do mojej smutnej buzi , która miała taki wyraz od pierwszej klasy gimnazjum gdzie dowiedziałem się ,że jestem homo.
Wspomnienie :
Szedłem z moim przyjacielem do szkoły , kiedy on spytał:
- Czemu zerwałeś z Lisą ?
- Ahh nieczułem tego : mruknąłem
- Oj stary , stary ty weź nie bądz taki krytyczny , każda dziewczyna na ciebie leci , każda zazdroszcze ci : Odpowiedział
Ja nieświadomy wziąłem go za ręke i pociągnąłem w strone jakiejs ciemnej uliczki . Gdy się zatrzymaliśmy spojarzałem mu prosto w oczy i pocałowałem . On popatrzył się na mnie i bez słowa odszedł. Po tym wydarzeniu , bałem się ,że straciłem przyjaciela . Od zmartwień rozchorowałem sie i nie chodziłem do szkoły.
- Harry , ktoś do ciebie: uzłyszałem 3 dnia mojej choroby.
-Niech sobie idzie: mruknołem po czym zakryłem się kołdrą. Mama ni eposłuchała mnie i wpuściła gościa do mojego pokoju.
- Hej usłyszałem znajomy głos . Odkryłem się i spojrzałem na wyszczerzoną twarz Nailla .
- Czego chcesz ...: syknołem bez powodu.
Horan zamkną drzwi i usiadł na skrawku mojego łóżka .
-Pogadać : odpowiedział.
- Słuchaj wiem ,że zrobiłem źle i napewno nie chcesz się ze mną przyjaznić.
- Ajj Harry , po pierwsze nie zepsuje przez to naszej przyjaźni a po drugie jestem twoim najlepszym kumplem więc muszę Cię wspierać : powiedział po czym przyjacielsko obją mnie ramieniem .
- Dzięki...... czemu muszę być inny? : zapytałem i poczułem zbliżający sie płacz.
-Harry ty nie jesteś inny .!
- cchciałbym w to wieżyć ... powiedziałem po czym poprosiłem -Mógłbyś nikomu o tym nie mówić
- jasne : usłyszałem w odpwiedzi po czym Horan klepną mnie po ramieni i zbliżył się do drzwi .
-Naill ?! krzyknąłem
-Tak ? uśmiechną się
- Dziękuje : szepnąłem na co Horan tylko się uśmiechną i poszedł. Po tym zdarzeniu wiedziałem ,że moge na niego liczyć .
Usiadłem do stołu i sięgnąłem po tosta .
-Gemma przyjeżdza na święta... zaczeła mama
-fajnie , mruknąłem . No tak za dwa tygodnie święta... ahh jak ten czas leci.
- Co zamierzasz dziś robić : podją tym razem próbę mój ojczym . Ale ja wiedziałem , że on teraz myśli " Widzisz gówniarzu mogłeś iść na studia , a nie bonki zbijać ".
- Przejde się gdzieś ... odpowiedziałem słownie ale myślami powiedziałem " Tak Robercie (bo tak ma na imie mój ojczym ) jestem osiemnastoletnim chłopcem , który nie jest na studiach ... i nie powinno cię to obchodzić , moim ojcem nie jesteś..."
-Dobrze...: powiedziała mama uśmiechając się . Nie miałem ochoty na jedzenie więc wząłem tylko gryza tosta, wstałem od stołu pobiegłem do pokoju z , którego wziołem MP 3 i wyszedłem z domu. Szedłem dobrze znanymi mi uliczkami , minąłem nawet tą ciemną uliczka , w której zorientowałem się ,że jestem Homo. W końcu doszedłem do mojego ulubionego miejsca . Tym miejscem był mały staw , który odkryłem będąc mały , kiedy umarł na zawał mój prawdziwy ojciec czułem się zagubion , więc pewnego dnia uciekłem z domu byłem dość mały więc niezbyt znałem uliczki , poprostu biegłem przed siebie , co doprowadziło mnie tutaj ... to miejsce nazwałam Relief , ponieważ uznałem ,że to odpowiednia nazwa. Usiadłem na ławce , wyłączyłem MP3 , które grało mi przez cały czas i zamkąłem oczy.
- Ahhh , chodzi o to ,że : usłyszałem jakiś nieznajomy głos . Odróciłem się by zobaczyć kto to. Za mną stał niezbyt wysoki , chłopak o brązowych włosach z grzywką , rozmawiał z kimś przez telefon.
- to była tylko teza , ktrórą przedstawił nam prowesor : ciągną dalej chłopak , i kątem oka spojrzał na mnie .
-Z resztą dasz sobie rade . Pa Jessi : zakończył rozmowe i podszedł do mnie.
- Mogę tu usiąść : spytał po czym wskazał ręką na pustą część ławki. Ja tylko kiwnąłem potakująco głową . Popatrzyłm się na niego badawczo. Dopiero teraz mogłem go dokładnie pooglądać .Miał śliczne oczka , na które padała grzywka , usta miał wypełnione , takie śliczne.
Nie miałem ochoty jak narazie na rozmowy więc spojrzałem przed siebie i zagapiłem się. Poczułem jego wzrok na sobie , ale jak tylko na niego zerknąłem on udawał ,że jest zajęty czytaniem książki. Po paru takich spojrzeniach zdenerwowałem się :
-Czemu na mnie patrzysz ? spytałem
- Przepraszam , nie irytuj się Lokowaty : mam na imie Louis ... :powiedział
- Ja jestam Harry .
-A więc Harry.. co robisz sam w taki piękny dzień nad stawem? spytał Louis
-Nic, zastanawiam się .. mruknąłem
- Ahh zastanawiasz ... : powtórzył i uśmiechną się
- A ty Louisie : spytałem
-Rozmyślam ... Hej może masz ochotę na gorącą czekolade i sernik?
- Czemu nie : odpowiedziałem i lekko się uśmiechnąłem. Chłopak wstał i podał mi ręke i pociągną do góry tak ,że wstałem . Szliśmy przed siebie.
- Znasz loczku , taką kawiarenkę gourmet?
- Nie nie znam i czemu mówisz do mnie Loczek ? spytałem
- Ponieważ , jeżeli trudno ci to zauważyć masz loczki na głowie.
- No tak ... Loki : powiedziałem ze skrzywieniem nie przepadałem za nimi
- A loczki bardzo ci pasują : powiedział widząc to skrzywienie.
- Dziękuje : powiedziałem i czując ,że się rumienie ukryłem twarz pod szalkiem
Reszta drogi mineła w niezręcznym milczeniu . Raz ja patrzyłem się na Lou a czasem on na mnie .
-Jesteśmy : powiedział i wskazał mi duży czarny budynek na , którym widniała nazwa kawiarni. Weszliśmy do niej i podeszliśmy do lady.
-Czekolade i sernik? spytał Lou
- Spoko ja sobie kupie : powiedziałem nie chcąc wyjść na naciągacza
-Loczku, Loczku ja cię zaprosiłem i ja stawiam : Zaśmial się niebiesko oki.
- Niech ci będzie: mruknąłem obojętnie.
-czyli sernik i czekolada : powtórzył pytanie ,a ja twierdząco pokręciłem głową. Usiedliśmy przy ladzie i czekaliśmy na zamówienie.Gdy do nas doszło podziękowaliśmy i zaczeliśmy wcinać.
-Co czytałeś tam nad stawem ? spytałem z ciekwawości
-A więc nasz wykładowca z matematyki , kazał nam dowiedzieć się więcej o Pitagorasie , więc czytałem o nim. A ty studjujesz?
-Nie : dpowiedziałem którtko
- Więc co porabiasz całymi dniami : spytał Louis
-Szlajam się bez sensu , czytam , oglądam ....: odpowiedziałem Louisowi
-Aha ... bardzo interesujące : wyszczerzył się Loui
ja tylko się uśmiechnąłem i łyknołem gorącej czekolady. Chwile sedzieliśmy bez gadania.
-Ta Jess , z którą gadałeś nad stawem ...to twoja dziewczyna? spytałem
-Nie moja przyjaciółka ze studiów ... nie mam dziewczyny :usłyszałem w odpowiedzi.
Potem zaczeliśmy gadać nawet nie wiem o czym . Na gadkach o wszystkim i niczym zleciało 2 godziny .
- Oj mój drogi Harry : mruknął Louis - muszę iść
- Łał to już Loczek nie jestem ? spytałem udając smutną mine
- Nie chcę się przywiązywać do tego, ponieważ , niewiadomo czy się jeszcze spotkamy : powiedział smutny Louis
- Może się jeszcze spotkamy , nie odbiore ci przyjemności mówienia Loczek: powiedziałem po czym pomyślałem ,że to miłe jak tak do mnie mówi .
-Dobrze Loczku : odpowiedział Loui i zapisał mi swój numer na kartce.
-Zadzwoń jak będziesz miał ochotę . Dodał zostawił pieniądze za zamówienie na stole i wyszedł. Zaraz po tym zwinąłem maleńką kartke i schowałem ją do kieszeni. Po niecałych pół godzinach byłem w domu . Rzuciłem się na łóżko , sięgnąłem po zdjęcie mojego taty , które leżało na mojej szafce nocnej , było oprawione w srebną ramke. Spojrzałem na nie i popłakałem się.
przedstawienie :
Harry 18 lat
Louis 20 lat
w pozostałych rolach :
Niall 19 lat
Jessa 20 lat
Ben 20 lat
___________________________________________________________________________
To są ważne postacie , które będą pokazywane najczęściej .
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




