Jest to blog o Larrym . Założyłam tego bloga , ponieważ koacham Larr'ego ... mam nadzieje ,że się spodoba . Była bym wdzięczna gdybyście zostawiali komentarze xxx
czwartek, 12 kwietnia 2012
Rozdział 4 (przyjaźń i wsparcie , zaufanie )
Oczami Louisa
Po skończonej zabawie odwiozłem Jess do domu i sam się wybrałem do mojego. Gdy wszedłem do środka wyjąłem z lodówki świeże marchewki położyłem je na stoliku w salonie, a sam poszedłem pod prysznic . Po jego wzięciu przebrałem się w dresy i głośno odetchnąłem " Już koniec zająć jak na razie teraz tylko moje urodziny i święta " Jakie szczęście . Przeczesałem moją grzywkę palcami, zeskoczyłem ze schodów, usadowiłem się na kanapę . Wziąłem marchew do ręki i włączyłem telewizor.Akurat leciała Szkoła Uczuć , którą bardzo lubiłem . Zacząłem ją oglądać ,a gdy film dobiegł końca płakać. Otarłem resztę łez spływających po moich policzkach i pomyślałem o mojej chorej na raka mamie.
Walnąłem się w głowę ..
Oczami Harr'ego
Już godzina minęła od zakończenia naszego spotkania . A ja cały czas siedziałem w pokoju. Teraz postanowiłem wyjść z niego i coś zjeść. Na dole był mój ojczym , który robił sobie kanapkę. Nalałem sobie soku winogronowego wyjąłem banana i już miałem iść ,gdy zatrzymał mnie ojczym
-Mógłbyś się za siebie wsiąść
-W jakim sensie ? spytałem
-Całymi dniami siedzisz w domu albo szlajasz się z tym całym Louisem , mogłeś iść na studia -usłyszałem tą samą gadkę
- Ty weź się nie wtrącaj w moje życie Robercie , nie jesteś moim ojcem i nigdy nim nie będziesz
- Ale masz mnie słuchać gówniarzu
- Ja już nikogo nie muszę słuchać - odpowiedziałem
- Chodź tu do cholery okaż trochę szacunku : krzykną Robert
-Mam szacunek tylko do tych ludzi , którzy szanują mnie
Powiedziałem to po czym wbiegłem do mojego pokoju i zamknąłem się . Wszedłem do mojej łazienki ... miałem tak cholernie wszystkiego dość ze wiozłem żyletkę i po raz pierwszy w życiu pociąłem się. Wiem byłem głupi , przecież mogłem iść do Louisa albo Nialla ...
Po umyciu ręki , która piekielnie piekła . Postanowiłem iść do Louisa, który w jednych z naszych rozmów podał mi swój adres. Było około 22 kiedy wyszedłem z domu nic nie mówiąc mamie , która kłóciła się z Robertem.
Zastanawiałem się czy Louis o tej porze będzie spaŁ. Wyszedłem na dwór , śnieżek lekko prószył, a ja czułem się zawiedziony . Myślałem ,że on będzie dla mnie jak ojciec a tym czasem on mnie tylko dołował. Nim się obejrzałem a już byłem pod drzwiami domu Louisa zadzwoniłem trzy razy i o dziwo otworzył mi zawinięty w ręcznik Loui.
- Hej powiedział zdziwiony brunet
- Wiesz nie chciałem ci przeszkadzać ale pokłóciłem się z ojczymem... i Naill na pewno śpi , a ty mieszkasz sami i...- chciałem mówić dalej ale zacząłem płakać . Nie wytrzymałem tego wszystkiego. W tej chwili wszystko wydawało się zepsute.
Louis lekko się uśmiechną poklepał mnie po ramieniu jak to zazwyczaj robił, gdy wyglądałem na smutnego.
- Wchodź do środka. Zrobiłem to co kazał , zdjąłem płaszcz Louis go wziął i powiesił na wieszaku. Rozejrzałem się po jego domu. Był dwu piętrowy . Zdziwiło mnie ,że mimo iż jest studentem stać go na taki dom. Wystrój był śliczny.Taki chaotyczny ,a zarazem oryginalny.
-Rozgość się : powiedział po czym dodał - ja się ubiorę ,zrobię herbatki z cytryną i przyniosę ciacha : wyszczerzył się Lou po czym skierował się w głąb domu . Niepewnie wszedłem do środka i usiadłem na sofie w salonie. Sam do siebie jęknąłem i otarłem łzy po czym zaczołem przeglądać papiery leżące na stoliku. Były tam jakieś notatki , których nie rozumiałem. Gdy oglądałem ostatnią kartkę do pokoju wszedł Louis ubrany w czarne dresowe spodnie i czerwoną bluzkę z krótkim rękawem , położył dwa kubki gorącej herbaty i czekoladowe ciasteczka z dziurką pośrodku na stoliku umieszczonym przed sofą.
-Więc Loczku czy zechcesz mi opowiedzieć co się stało?-zapytał pokazując mi gestem ,żebym się częstował.Ja wziąłem sobie ciastko i popiłem herbaty.
- więc poszło o to , że jestem gówniarzem , który nic nie umie.- Powiedziałem po czym naciągnąłem moją bluzę na ręce by Lou nie zauważył moich cięć.
-Mój kochany... twój ojczym bardzo się myli jesteś mądrym i wspaniałym chłopakiem .
- Nie ojczym miał chyba racje ...- zacząłem . Louis złapał mnie za pociętą rękę ,a ja poczułem okropny ból w tym miejscu
- Co cię boli? zapytał i odsłonił siłą mój rękaw.
-Louis bo widzisz...-chciałem się wytłumaczyć ale Lou zesmutniał wyszedł bez słowa z salonu. A ja zostałem sam , ze łzami w oczach. Louis po chwili wrócił niosąc wodę utlenioną i plaster.
-Louis musisz mnie zrozumieć w moim życiu tyle się dzieje i jeszcze ten ojczym ja po prostu nie wytrzymałem tego iii ...
-Rozumiem - odpowiedział i przytulił mnie. Ja oparłem głowę o jego ramie i przez chwile tak siedzieliśmy .
-Czy mógłbym tu przenocować ...zapytałem niepewnie
-Jasne Loczku wiesz ,że na mnie możesz liczyć- powiedział po czym dodał- Mam pomysł teraz jest 23 . To ja przyniosę ci jakieś dresy i dwa koce i pooglądamy jakiś film co ty na to Loczku?... nie martw się pokażemy twojemu ojczymowi ,ze jesteś fantastyczny .- Powiedział po czym pobiegł po schodach na górę. Po chwili zszedł z kocami , dresem i marchewkami , które ubóstwiał. Rzucił mi dres a sam zaczął rozkładać koce na kanapie . Włączył TV i zapytał o film...
Oczami Louisa
Na widok Harr'ego nieco się zdziwiłem ale naprawdę mu współczułem .
Zapytałem go o film i postanowiliśmy pooglądać "Klik i Robisz co chcesz" .
Gdy drugi raz na niego popatrzałem był bez bluzki, ponieważ przebierał się w ciuchy , które mu dałem. Jego nagi brzuch wyglądał jak typowego osiemnastolatka jednak ja dostrzegłem znaczną różnice , której w żaden sposób nie mogłem opisać . Przebrany Harry usiadł koło mnie na kanapie przykrył się kocem i zaczęliśmy oglądać film. Gdy film się rozwinął na jego buzi pojawił się uśmiech , a nawet kilka razy się zaśmiał . Cieszyłem się ,że się uśmiecha bardzo lubiłem kiedy był radosny. Te jego dołeczki wzbudzały zachwyt , a do tego te jego zielone oczka , które gdy był szczęśliwy jeszcze bardziej świeciły. To wszystko dopełniały loczki spływające na jego twarzy. Siedzieliśmy tak i oglądaliśmy .A gdy skończył się film westchnąłem głośno i razem z uśmiechniętym już Harrym ogarnęliśmy bałagan. Około godziny 2:00 postanowiliśmy iść spać...przed snem oznajmiłem Harremu ,że 24 grudnia mam urodziny i ,że jest honorowym gościem. Harry zarumienił się i chcąc tego nie pokazywać zapytał
- Jak śpimy?
- Ja pójdę na kanapę a ty u mnie .!- odpowiedziałem
- A nie możemy spać na jednym .Na kanapie się nie wyśpisz ...zaprotestował
- Jak chcesz. odpowiedziałem po czym weszliśmy na górę do mojego pokoju.
Oczami Harr'ego
Gdy weszliśmy do jego pokoju zaniemówiłem. Pokój był duży. Na samym środku pod ścianą stało ogromne łóżko z mnóstwem poduszek ,a do tego czarne biurko ze znajdującym się na nim laptopem i rozrzuconymi papierami.
- To chodźmy powiedział Lou i wskoczył na łóżko . Ja delikatnie się położyłem ,życzyłem mu dobranoc, a on dał mi buzi w policzek. Wtedy po raz pierwszy poczułem motylki w brzuchu. Nawet dając buzi Niallowi nie czułem tego co teraz. Lou odwrócił się i zaraz potem zasnął . A ja myślałem nad dniem w , którym wprowadził się do nas Robert
Wspomnienie :
Wstałem rano z ponurą miną bo wiedziałem ,ze do naszego domu ma się wprowadzić pan Robert .Czasem miałem wrażenie ,że za szybko się to dzieje. Pomimo iż rodzice przed śmiercią taty i tak byli w separacji to ja nie mogłem wybaczyć mamie ,że tak szybko wprowadza się do nas ten cały pan idealny. Nie przepadałem za nim . Był wysokim i chudym mężczyzną o srogim wyrazie twarzy więc z daleka można było poznać ,ze nie jest miły. Gdy już się wprowadził mama poświęcała mi mniej czasu tak samo jak Gemmie. Ojczym wiedział ,że za nim nie przepadam dlatego starał się mnie przekupić prezentami i pieniędzmi. Myślał ze ulegnę bo jestem małym chłopczykiem . Ale ja nie dałem się łatwo. Robert zrozumiał ,że się tak szybko nie dam , więc pewnego ranka przed szkołą . Zatrzymał mnie na chwile i powiedział " Drogi Harry wiem ,że czujesz się źle, ale zrozum teraz jestem twoim ojcem musisz to zaakceptować" . Ja byłem tak zły ,że powiedziałem " Ty nigdy nie będziesz nikim ważnym dla mnie" . I wyszedłem z domu.. Może wtedy powiedziałem o jedno słowo za dużo i przez to Robert mnie znienawidził. Od tamtego czasu nie gadałem z nim często nasze rozmowy kończyły się na cześć , pa , jak w szkole , co robiłeś i masz szlaban. Nie chcąc o tym więcej myśleć położyłem się i spojrzałem w stronę Louisa , który słodko spał. Mrukną coś po czym przytulił się do mnie. Nie przeszkadzało mi to wręcz odpowiadało . Dzięki temu szybciej zasnąłem .
Oczami Louisa :
Rano wstałem jako pierwszy Loczek jeszcze słodko spał wtulony w poduszkę.
Powoli zsunąłem się z łóżka i powędrowałem do kuchni. Nastawiłem wody na kawę i wyjąłem dwie bułki , które posmarowałem nutellą i położyłem na talerzykach. Lejąc kawę do filiżanek myślałem nad tym co przeszedł Harry. Gdybym powiedział mu coś co jest także bardzo smutne na pewno by nie umiał być szczęśliwy ,a tym bardziej ja nie mam odwagi mu powiedzieć ,że moja mama jest chora na raka . Z rozmyśleń wyrwał mnie Lokowaty , który wparował do kuchni.
-Hej ... jak tam ?- zapytałem próbując pozbyć się obrazu ukazującego moją mamę leżącą na szpitalnym łóżku w Kanadzie .
-Dobrze wyspałem się . - Odpowiedział po czym słodko ziewnął na co ja się uśmiechnąłem.
- Siadaj w salonie a ja przyniosę tam śniadanie .
- Okey...powiedział Harry po czym poszedł w stronę mojego salonu.
Ja po chwili dołączyłem do Loczka , on włączył telewizje , w której leciały wiadomości.
- Proszę- powiedziałem i podałem Lokowatemu kaw i bułkę z nutellą. On wziął gryza bułki i popił. Po chwili spojrzał się na mnie dziwnym wzrokiem i zapytał :
-Czemu jesteś smutny?
" Jaki on spostrzegawczy " pomyślałem . Nie chcąc go odciążać moimi problemami skłamałem :
- Głowa mnie trochę boli.
Loczek obszedł mnie wzrokiem po czym kiwną głową i spytał czy nie chce tabletki ja kolejny raz skłamałem i powiedziałem ,że już brałem .
Nastała cisza.
- Harry , czy nie powinieneś zadzwonić do mamy , w końcu nie było cię całą noc? zapytałem zatroskany przerywając tym ciszę .
-Taaa... już dzwonie. Odpowiedział niechętnie po czym sięgną do kieszeni spodni i wyją swój telefon. Wybrał numer do swojej mamy i zadzwonił.
-Halo mamo , jestem u Kolegi za niedługo będę ... słyszałem spokojny głos Harr'ego
-Nie musiałaś się martwić ... mówił bardziej zdenerwowany pewnie dlatego ,że jego mama robiła mu wyrzuty
-Nie chce z nim gadać , kończę pa . Powiedział wściekły do telefonu i rozłączył się.Pierwszy raz odkąd go poznałem dostał takiej furii. Przy mnie zawsze był spokojny. Wiedząc ,że nie będzie chciał o tym gadać poklepałem go po ramieniu i przybliżyłem się do niego. On lekko oparł głowę o moje ramie tak jak wczoraj , a ja się w niego wtuliłem . Czułem się szczęśliwy ,że Loczek tak mi ufa , że mówi mi wszystko .Ja czułem się źle z myślą ,że nie mogę mu powiedzieć ,że moja mama leży na łożu śmierci. Poczekam na odpowiednią chwile i wtedy mu powiem całą prawdę. Ale muszę mieć trochę tego cholernego czasu, muszę się przygotować na jego reakcje ...
Po zjedzeniu śniadania było około 10 , kazałem Harremu wziąść prysznic , i dopiero wtedy pozwoliłem mu iść do domu. Odprowadziłem go do drzwi i już miałem je zamykać kiedy Harry powiedział
- Louis...
-Tak.- Uśmiechnąłem się
-Ty też możesz mi mówić wszystko ..
-Dziękuje .- odpowiedziałem i popatrzałem na odchodzącego już Harr'ego , którego sylwetka nikła w porannej mgle.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział ... tylko nie wiem dla kogo go pisze ; / Przepraszam za błędy ...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ty! Dla mnie to piszesz! :D:D:D:D
OdpowiedzUsuńCudowne <333 Louis i Harry... Jakie to cudowne ;* I ta ich przyjaźń. Niesamowite. ♥ Mam nadzieję, że Lou szybko powie Harry'emu o swojej mamie. ;( Z niecierpliwością czekam na next'a. ;* Pisz dalej kochana i nie przestawaj. ♥
Dziękuję ;**
UsuńBynajmniej ty to czytasz :D <333
Hej ja twoja przyjaciółka też to czytam no wiesz...Taka jestes now iesz och foch... nie no żart
OdpowiedzUsuń