piątek, 11 maja 2012

Rozdział 8

 Dojechaliśmy do kościoła i zajęliśmy swoje miejsca. Gdy wszyscy zgromadzeni już usiedli ksiądz zaczął swoją wypowiedz.  Trwała ona mniej więcej pół godziny.  Następnie po kolei każda  z sióstr opowiedziała coś o mamie . W końcu przyszedł czas na Louisa. On wstał z ławki i poszedł na środek kościoła.
- Dzień dobry wszystkim nazywam się Louis Tomlinson , jestem synem Lili. Przede wszystkim chciałem wszystkim podziękować za  przyjście tutaj  . Jest to dla mnie ważne , ponieważ  teraz wiem , że nie tylko mi  zależy na godnym pochowaniu Lili Tomlinson . (...)
 Wszyscy uważnie  go słuchali . Łącznie ze mną. Wpatrywałem się w niego jak w obrazek .
(...)- I pamiętam , że pewnego dnia , gdy odwiedziłem mamę w szpitalu ona coś czytała. Była to czarna  książka z nie dużą ilością kartek .
- Co czytasz ? zapytałam zaciekawiony
-  W tej książce są ciekawe cytaty i wierszyki - odpowiedziała.
-  A o czym ? zapytałem kolejny raz
- O śmierci i życiu. - uśmiechnęła się lekko
- Czemu czytasz takie rzeczy ? - oburzyłem się
- To normalna sprawa .- rzekła spokojnie. Zapanowała cisza .
- "Śmierć zawsze ma rację , nawet wtedy ,kiedy jej nie ma " -  zapamiętaj to Loui  i nigdy nie wiń za to Boga - nakazała mi i odłożyła książkę. 
- Czy to znaczy , że za niedługo umrzesz ?   - zapytałam wtedy 
- Jak to mawiał sławny pisarz " nie znasz dnia , ani godziny " - uśmiechnęła się pocieszająco i i dała mi buzi w czoło. Poczułem się wtedy bardzo dziwnie , ponieważ  myślałem , że śmierć to zło  , ale ona pokazała mi zupełnie inną perspektywę i wtedy wiedziałem , że nawet jeśli odejdzie zawsze będzie blisko mnie. 
- Mamo kocham cię - skierował ostatnie słowa do góry i powrócił do mnie. Przytulił się do mnie ,a ja przeczesałem jego włosy opuszkami palców. Na koniec ceremonii kościelnej wszyscy złożyli kondolencji rodzinie i ostatni raz spojrzeli na Panią Lili . Dalsza część ceremonii odbyła się na cmentarzu. Gdy  ksiądz kończył mówić i wypowiedział ostatnie słowa " z prochu powstałeś , w proch się obrócisz "  każdy wrzucił kwiaty do grobu , a następnie grabarze przykryli czarną glebą trumnę ze znajdującym się w niej ciałem  mamy Louisa . Popłakałem się wraz z Louisem .
- Myślisz , że jej tam dobrze i , że mnie widzi? - zapytał , gdy siedzieliśmy pod drzewem 
-  Twoja mama jest teraz częścią nieba . Za dnia jest jedna z najpiękniejszych chmurek , a nocą jedną z najjaśniejszych gwiazd - wyjaśniłem mu 
-  Twój tata też tam jest - uśmiechną się gorzko Louis
- Z  pewnością - a po mojej twarzy zaczęły spływać pojedyncze łzy . 
---------------------------------------------------------------------------------
 Kolejny rozdział . Kurde muszę zacząć pisać  weselej bo za dużo sutku w tych rozdziałach , no ale nie co w końcu zajmie pozbieranie się do kupy ^.^
 Dziękuję , że to czytacie <3 ;**  

3 komentarze:

  1. No i znowu udało Ci się mnie wzruszyć! ;( ;* Jejku, Louis i Harry tak pięknie mówili o śmierci i o miłości... Boże, Kocham Cię!! ;*** A Twój blog jest taki cudowny. *.* Cudo. ♥♥♥ Mój kochany Larry. ;* Pięknie, pięknie, pięknie. <3 Cóż ja mogę jeszcze napisać? Jesteś wspaniała i nawet mi się nie waż kończyć pisać, bo Cię znajdę i zmuszę do pisania. ^.^ A Wika mi pomoże. ; DD No, ale mniejsza z tym. Piszesz i jest świetnie. ;* Czekam na następny rozdział. ;] I mam nadzieję, że Harry w końcu powie swoim rodzicom, że jest gejem. ^.^ Oby... ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. zajebisty rozdział, Larry <3.

    zapraszam do siebie:
    http://onedirection--likenobodyelse.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam wszystko i, kurde z pięć razy się rozbeczałam ;D Najbardziej gdy Lou chciał skoczyć, a potem się pocałowali ;33
    Ooo, i niech Niall i Jessa będą razem *-*
    Wiesz, to pierwszy blog o Larrym jaki znalazłam ;o

    Poinformuj mnie o nowym rozdziale, proszę ^^
    PZDR! ;**

    OdpowiedzUsuń