- Dzień dobry wszystkim nazywam się Louis Tomlinson , jestem synem Lili. Przede wszystkim chciałem wszystkim podziękować za przyjście tutaj . Jest to dla mnie ważne , ponieważ teraz wiem , że nie tylko mi zależy na godnym pochowaniu Lili Tomlinson . (...)
Wszyscy uważnie go słuchali . Łącznie ze mną. Wpatrywałem się w niego jak w obrazek .
(...)- I pamiętam , że pewnego dnia , gdy odwiedziłem mamę w szpitalu ona coś czytała. Była to czarna książka z nie dużą ilością kartek .
- Co czytasz ? zapytałam zaciekawiony
- W tej książce są ciekawe cytaty i wierszyki - odpowiedziała.
- A o czym ? zapytałem kolejny raz
- O śmierci i życiu. - uśmiechnęła się lekko
- Czemu czytasz takie rzeczy ? - oburzyłem się
- To normalna sprawa .- rzekła spokojnie. Zapanowała cisza .
- "Śmierć zawsze ma rację , nawet wtedy ,kiedy jej nie ma " - zapamiętaj to Loui i nigdy nie wiń za to Boga - nakazała mi i odłożyła książkę.
- Czy to znaczy , że za niedługo umrzesz ? - zapytałam wtedy
- Jak to mawiał sławny pisarz " nie znasz dnia , ani godziny " - uśmiechnęła się pocieszająco i i dała mi buzi w czoło. Poczułem się wtedy bardzo dziwnie , ponieważ myślałem , że śmierć to zło , ale ona pokazała mi zupełnie inną perspektywę i wtedy wiedziałem , że nawet jeśli odejdzie zawsze będzie blisko mnie.
- Mamo kocham cię - skierował ostatnie słowa do góry i powrócił do mnie. Przytulił się do mnie ,a ja przeczesałem jego włosy opuszkami palców. Na koniec ceremonii kościelnej wszyscy złożyli kondolencji rodzinie i ostatni raz spojrzeli na Panią Lili . Dalsza część ceremonii odbyła się na cmentarzu. Gdy ksiądz kończył mówić i wypowiedział ostatnie słowa " z prochu powstałeś , w proch się obrócisz " każdy wrzucił kwiaty do grobu , a następnie grabarze przykryli czarną glebą trumnę ze znajdującym się w niej ciałem mamy Louisa . Popłakałem się wraz z Louisem .
- Myślisz , że jej tam dobrze i , że mnie widzi? - zapytał , gdy siedzieliśmy pod drzewem
- Twoja mama jest teraz częścią nieba . Za dnia jest jedna z najpiękniejszych chmurek , a nocą jedną z najjaśniejszych gwiazd - wyjaśniłem mu
- Twój tata też tam jest - uśmiechną się gorzko Louis
- Z pewnością - a po mojej twarzy zaczęły spływać pojedyncze łzy .
---------------------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział . Kurde muszę zacząć pisać weselej bo za dużo sutku w tych rozdziałach , no ale nie co w końcu zajmie pozbieranie się do kupy ^.^
Dziękuję , że to czytacie <3 ;**
No i znowu udało Ci się mnie wzruszyć! ;( ;* Jejku, Louis i Harry tak pięknie mówili o śmierci i o miłości... Boże, Kocham Cię!! ;*** A Twój blog jest taki cudowny. *.* Cudo. ♥♥♥ Mój kochany Larry. ;* Pięknie, pięknie, pięknie. <3 Cóż ja mogę jeszcze napisać? Jesteś wspaniała i nawet mi się nie waż kończyć pisać, bo Cię znajdę i zmuszę do pisania. ^.^ A Wika mi pomoże. ; DD No, ale mniejsza z tym. Piszesz i jest świetnie. ;* Czekam na następny rozdział. ;] I mam nadzieję, że Harry w końcu powie swoim rodzicom, że jest gejem. ^.^ Oby... ;*
OdpowiedzUsuńzajebisty rozdział, Larry <3.
OdpowiedzUsuńzapraszam do siebie:
http://onedirection--likenobodyelse.blogspot.com/
Przeczytałam wszystko i, kurde z pięć razy się rozbeczałam ;D Najbardziej gdy Lou chciał skoczyć, a potem się pocałowali ;33
OdpowiedzUsuńOoo, i niech Niall i Jessa będą razem *-*
Wiesz, to pierwszy blog o Larrym jaki znalazłam ;o
Poinformuj mnie o nowym rozdziale, proszę ^^
PZDR! ;**