sobota, 1 grudnia 2012

Rozdział 16

 Oczami Louisa :

   Usiadłem koło Jessie  i ująłem ją delikatnie. Nie musiała nic mówić wiedziałem o co jej chodzi.  z  jej delikatnej twarzy spływały krople łez, a  jej usta popękane.
- Cichutko mała nie płacz - powiedziałem po dłuższej chwili milczenia . Ona zaniosła się jeszcze większym płaczem i ledwie zrozumiałym dla mnie głosem  szepnęła :

 - Czemu tak musiało być ?
- Cichutko kochanie jestem z tobą.


 Wspomnienie Jess

 -Kochanie pora ruszać - krzyknęła mama. Leniwe zwlekłam się sprzed komputera , chwyciłam torbe i  zbiegłam na dół szczęśliwa , że w szkole czeka na mnie urodzinowa niespodzianka od Louisa. Tak właśnie moje urodziny miały być cudowne. Zaprosiłam gości , Był zamówiony cudowny tort i lokal. Usiadłam do naszego czarnego auta i wtedy rodzice dali mi prezent. Dostałam swój wymarzony telefon.
- Kocham was - krzyknęłam,a z moich oczu poleciały łzy . Ruszyliśmy. Pogoda nie była  dobra. Padał deszcz, a jezdnie ledwo było widać . Jechaliśmy i nagle  przed nami przebieg kot .
- Uważaj -  krzyknęłam . Tata gwałtownie  zahamował i wpadł w poślizg . Wjechaliśmy na środek jezdni.
- Nic wam nie jest kochani ? - zapytał tata
- Tato uważaj - zdążyłam tylko to krzyknąć, gdy wjechał w nas wielki tir. Poczułam tylko jak tryska na mnie krew rodziców, jak wpada do oczu szkło. Zemdlałam , a obudziłam się po kilku dniach w szpitalu.Obudziłam się nie widząc. Płakałam próbowałam się zabić, a gdy dowiedziałam się , że rodzice nie przeżyli załamałam się zupełnie. Nie chciałam jeść , ani pić  , dopiero Louis uświadomił mi, że trzeba żyć dalej.  Wróciłam ostatni raz do mojego domu. Z pomocą Louisa usiadłam na łóżku rodziców, on podał mi koszulkę mamy i i krawat taty.  Bluzka mamy jak zwykle pachniała Liliami, natomiast krawat taty pachniał perfumom  który dostał ode mnie na gwiazdkę. Louis pomógł mi wstać. Zabrał rzeczy z ich pokoju, które chciałam zatrzymać i wyszliśmy z ich sypialni. Po spakowaniu moich ubrań i rzeczy osobistych wyszliśmy z domu, który miałam opuścić na zawsze.
 __*__

 - Louis - szepnęłam
- Tak kochana ? - Zapytał nie puszczając mnie z objęć
 - Pojedź ze mną do rodziców - westchnęłam
- Czego sobie tylko życzysz...  - pocałował mnie w policzek.


 Oczami  Bena


 Wszedłem do  baru , w którym ponoć znajdował się Niall i  przemierzyłem pomieszczenie  wzrokiem. W małym ledwie oświetlonym pomieszczeniu szybko ujrzałem  blondyna, który siedział samotnie przy barze pijąc "Irlandzkie piwo" . Usiadłem koło niego i poprosiłem o krwawą Marry.
-  Nie masz może zapalniczki ? - zapytałem , próbując  nawiązać z nim konwersacje. Chłopak popatrzył się na mnie i wtedy spostrzegłem , że jest pijany.
 - Ja nie pale - odrzekł stłumionym głosem. Zaczęliśmy rozmawiać  jak starzy dobrzy przyjaciele -dlatego, że był pijany . 
- Poczekaj może zadzwonię po Harr'ego ? On jest fajny , musicie się poznać ! zaśmiał się 
- Dzwoń miło mi będzie ego poznać ! - uśmiechnąłem się podstępnie i poklepałem Nialla po plecach. 



niedziela, 2 września 2012

Rozdział 15



 Oczami Bena :

Wszedłem do szarego nudnego bloku w którym skazany jestem mieszkać . Rozejrzałem się dookoła. Nienawidziłem tych głupich zielonkawych ścian, brzydkiej bursztynowej łazieniki i okropnego widoku na plac zabaw. Nienawidziłem patrzeć na bawiących się na nim dzieci. Chłopaków huśtajacych swoje dziewczyy. Poszedłem do kuchni wyjąlem paczke chipsów usiadłem na fotelu i zacząłem zastanawiać się nad planem zemsty na loczku i Louisie. O tak to musi być coś co zrai ich obu. Już mam plan. Ale muszę się bardziej zbliżyć do loczka. O tak najpierw zbliże sie do tego blondyna Nialla, jego panny i Harr'ego, a później uderze w najmniej spodziewanym momencie. Ale Louis nie może się niczego domyśleć. Musze nad tym pomyśleć. Pragnę ich smutku, chce czuć jak cierpią, jak cierpią tak jak ja. Na początku chciałem tylko ukarać Loczka, jednak Louis o tak on też pożałuje , ze mnie odrzucił.


Oczami Harr'ego.

Przekroczyliśmy próg mojego domu. Na pierwszy rzut oa wydawał sie on pusty , jednak później dało sie słyszeć rozmowe rodziców i rozmowe przez telefon Gemmy. Gdy chciałem wejść do sypialni rodziców Louis zatrzymał mnie.
- Może wyjde? - zapytał przestraszony
- Nie zostawiaj mnie samego. - Uśmiechnałem się i razem ruszyliśmy do sypialni. Zapukałem do drzwi , lekko je uchyliłem i wszedlem dopokou. Louis chcą czy niechcąc nie pewnym krokiem wsuna sie do pokoju za mna.
- Hej mamo , przeprowadzam się do Louisa - wydusiłem z siebie jednym tchem
- Hej skarbie dawno nie rozmawialiś,y. - Uśmiechnęła sie tak jakby nie słyszałam moich wcześniejszych słów. Spojrzałem na Roberta , który spotykając mój wzrok wstał od biurka poklepał mnei po ramieniu i już chcial wyjść , kiedy ja go zatrzymałem i powiedziałem , ze nei musi wychodzić. Mama spojrzała ne mnie , a później zlustrowała Louisa , który poczuł się zawstydzony i spuścił głowe na dół.
- Czemu sie wyprowadzasz ? - zapytał Robert
- Ponieważ ... - chciałem powiedzieć prawde , ale coś meni hamowałem chciałem powiedzieć - poneiważ go kocham , ale minęło trochę czasu zanim odzyskałem mowę, jednak tylko na jedno słowo - Ponieważ... - Louis spojrzał na mnie nie pewnie i widząc mój niepokój chwycił a rękę i śmiało powiedział
- Ponieważ ja i Harry jesteśmy razem. Spojrzałem na Louisa i z wdzięcznością w oczach spojrzałem na niego, spojrzałem następnie na rodziców, którzy wymieniwszy zaniepokojone spojrzenia, złapali się za głowy. Mama wstała podeszła do mnie i mocno do siebie przytuliła.
- To znaczy ze nie jesteś zła ? - zapytałem głupkowato
- Kochanie jesteś moim synek, mimo to iż jesteś gejem. - Uśmiechnęła się przez łzy, a później uśmiechnęła do Louisa i podała mu rękę.Pomimo iż tak się zachowała wiedziałem, ze trudno jej się z tym pogodzić . Robert nic nie powiedział. Wiedziałem, ze będzie musiał mnie zaakceptować. Razem z Louisem wyszliśmy z sypialni i skierowaliśmy się do Gemmy, która przywitała nas masą uścisków. A gdy powiedziałem, ze wyjawiłem sekret w jej oczach zabłysnęły światełka. Po spakowaniu się i przegnaniu z rodzinką, ucałowałem wypukły brzuch mojej siostry i wyszedłem z mojego starego domu.


Oczami Jenni :

Usiadłam na łóżku i zaczęłam płakać.Łzy swobodnie spływały po moich policzkach , zatrzymywały się na brodzie, by później delikatnie opadną na moje ubranie. Przejechałam dłonią po moim wypukły brzuchu, bo to właśnie przez niego płakałam. Jak będzie wyglądało moje dziecko, jak będzie wyglądało jego życie. Nie dane mi będzie zobaczyć jak on i jego ojciec bawią się, grają w piłkę czy się uczą. Nie będę mogła bawić się z nim , będzie musiało wystarczyć mi to, że Niall się nim zajmie. Zakryłam twarz dłońmi i zaczęłam płakać, jak nigdy dotąd. Do pokoju ktoś wszedł. Cichy odgłos skrzypienia paneli , pod stopami dało się ledwo słychać. Dana osoba usiadła koło mnie i mocno objęła nic nie mówiąc. Dopiero wtedy poczułam dobrze znany mi zapach , czuć było cudowny perfum , który sama tej osobie kupiłam. Koło mnie siedział Louis. Jego duże ręce mocno mnie obejmowały dając poczucie ciepła. Mocno się do niego przytuliłam. On wiedział czemu płacze nic nie musiałam mu mówić , grunt, ze był przy mnie.



Kolejny rozdział : Trudno mi było go napisać , ale jest <333 Proszę ;* <3

piątek, 20 lipca 2012

Rozdział 14

 Oczami Louisa 


 Do Londynu dolecieliśmy bardzo późnym popołudniem. Pierwszym naszym czynem zrobionym w domu, było rzucenie walizek Azyl pobiegł na kanapę i tuląc się w beżową poduszkę zasną. Podszedłem  do Harr'ego i objąłem go od tyłu. Na początku staliśmy tak bez słów i bujaliśmy się, a później szepnąłem mu do ucha. 
- Wprowadzi się do mnie 
On  zdmuchną swoje loczki z twarz i powiedział równie szeptem
- Wiem, ze muszę... w końcu martwię się o twój brzuszek .Powiedział i odwrócił się w moją stronę tak, ze stykaliśmy się nosami.
- Na zawsze, Harry zamieszkaj u mnie. Stwórzmy rodzinkę. Ja , ty , Azyl ... - uśmiechnąłem się i zagryzłem wargi w oczekiwaniu na odpowiedz. 
Loczek zaczerwienił się i zdumiał. Chyba nie myślał, ze kiedykolwiek mu to zaproponuje,
- Na pewno tego chcesz? - zapytał- będziesz musiał mnie znosić - zaśmiał się
- Tak Harry tego chcę... budzić się koło ciebie, patrzeć jak zasypiasz, opiekować się tobą, kochać Cię i zawsze być przy tobie - podniosłem go i zaniosłem na kanapę. Położył się na kanapie , a ja usiadłem na nim. Pochyliłem się. Stykaliśmy się twarzami, czułem jego oddech na mojej twarz. Zapach kawy, którą pił w samolocie. Czułem jego perfumy, proszek do prania, który kupiliśmy razem. Czułem całego jego. Chciałem czegoś więcej niż całusów, ale to wydarzenie musiało być wyjątkowe. 
- Zgoda, skoro, aż tak bardzo chcesz - zaśmiał się. Zastała chwila ciszy 
- Możesz mnie już pocałować - dodał udając, urażonego. Najpierw delikatnie musnąłem jego usta, co przerodziło się w namiętny pocałunek . 


~~*~~ 


 Po godzinie  postanowiliśmy iść po rzeczy loczka. Wyszliśmy z naszego domku i ruszyliśmy do domu rodziców  Harr'ego. Ohhh cudownie  było znów iść uliczkami Londynu, mijając znane nam miejsca, park... kawiarnie. Rozkoszowaliśmy się każdymi chwilami. W objęciach Harr'ego było mi tak dobrze. Nagle po drugiej stronie ulicy ujrzałem Bena. Szedł wolnym krokiem spoglądając w różne strony. Jego czarne włosy pod wpływem wiatru powiewały, przez chwile wydawało mi się , że na mnie patrzy.




 Oczami Bena :


 Szedłem uliczkami Londynu mijając kwiaciarnie , moją ulubioną kawiarnie, a tu nagle ujrzałem Louisa na drugiej stronie ulicy. Jednak mój ukochany nie był sam. W jego objęciach znajdował się ten, ten... małolat... jak mu tam Harry . Byłem wściekły, na zielonookiego , że odebrał mi mojego chłopaka. Ale miałem już plan, wiedziałem, ze ten, ten idiota będzie cierpiał... z miłości do Louisa mogę zrobić wszystko... o tak Loczek pożałuje, że  zaczął spotykać się z Lou.... 






 ~~*~~ 
 Jest kolejny moim zdaniem nudny troszkę rozdział.... wiem pogmatwałam i zmierzam coś z tym zrobić xd . Dziękuję Amy za to, ze wgl zaczęłaś czytać tego bloga, komentujesz go i obserwujesz .... <3333 ;** No i dziękuję tobie : Viper;* Za to, ze komentujesz , czytasz, obserwujesz  i dajesz mi kopa w dupe ... 


<3333 ;**
 Wasze komentarze dają mi silę do pisania.... kocham was ;***
          Do reszty ludzi odwiedzającego tego bloga i obserwujących ....
   Błagam was komentujcie <33 Może dla was to nic, ale dla mnie  to wiele. Wiem , ze jest was więcej.... jeśli chcecie skrytykować tego bloga, to krytykujcie <333 To już będzie coś ^.^
             Dziękuję ^.^  <3  

niedziela, 15 lipca 2012

Rozdział 13


            Oczami Nialla

- Hej skarbie - uśmiechnąłem ssię, chociaż wiedziałem , że ona tego nie widzi.Zniżyłem się do jej brzucha i szepnąłem
- Jak tam maleńki ?
- To będzie dziewczynka - oburzyła się moja dziewczyna.
- Jeszcze nic nie wiadomo - zaśmiałem się i podniosłem . Ująłem jej podbródek i złożyłem na jej ustach delikatny, a zarazem namiętny pocałunek. Ona odsunęła twarz.
- Co się stało skarbie, coś cię boli? - zaniepokoiłem się
- Chodzi o Harr'ego i Louisa... - westchnęła - nie daja zanku życia
- Zadzwonie do nich, jeśli, aż tak się martwisz . Podszedłem do telefonu i zadzwoniłem do Loczka... dwa  trzy sygnały ... włączyła się automatyczna sekretarka, później to samo u Lou. Myśląc, że są zajęci zrezygnowałem z ponownych prób.


 Oczami Harr'ego .

 Martwilem się o mojego chłopaka. Cały tydzień zleciał tak ... byle jak . Wstaje punkt 6 , idę biegać, jem gryza kanapki, pije dwa łyki kawy,  sprzątam , ide do Louisa , wracam i ide spać.  - taki był grafik. Na całe szczęście Louisa wypuścili ze szpitala i mogliśmy wrócić do domu. Przez całyt tydzień nie odbierałem od nikogo telefonu, nawet na neigo nie spojrzałem. Okazało się, ze dzwoniło do mnie wiele osób. Mama, siostra,Jess... ahh nie miałem wtedy czasu na pogaduszki. Teraz jednak, kiedy Louis wrócił ze szpitala mogłem porozmawiać chociaż z Jess.
  Minęły dwa sygnały
- Halo ? - odezwał się męski głos w słuchawce
- Niall ? - zapytałem głupio.
- Harry, do cholery jasnej czemu nie dzwoniliście ? - krzyknął - Jessi tu wychodzi z siebie - dodał
- Sorka , zgubiłem telefon - powiedziałem nie chcąc martwić Nialla
- A Louis ? - zapytał
- Też zgubił ... dziwny zbieg okoliczności - westchnąłem
- Wiesz o tym, że Jessi jest w ciązy ? - zapytał w końcu Niall
Nagle na mojej twarzy pojawł się uśmiech.
- To wspaniale , a z kim ? - zapytałem
- Głupku ze mną - zasmiał sie do słuchawki blondas.
- To wspaniale. Słuchaj jutro się spotkamy, bo przyjeżdzamy - powiedziałem z radością w głosie. Później tylko się pożegnaliśmy,a  ja pobiegłem do Lou z nowiną.
- Louis wiesz co ?! - zapytałem i objołem chłopaka od tyłu.
- Nie wiem, ale znając ciebie zaraz mi powesz - zaśmiał się
- Niall i Jess  będą mieli dziecko - powiedziałem . Na twarzy Louis również pojawił się uśmiech. Mocno mnie do siebie przytulił i tak staliśmy.
- Louis ? - zapytałem
- Tak
- Ja na prawde jestem taki przewidywalny ? - zapytałem ni z tego ni z owego.
- Oj Harry , Harry
- To znaczy , że jestem? - zapytałem, a on tylko się zaśmiał.


Oczami Bena


Szedłem ciemnymi uliczkami Londynu. Było już późno. Wiatr delikatnie czochrał moje włosy, a drzewa łągodnie się poruszały. Myślami byłem przy  Louisie. Kochałem go , specjalnie do niego wróciłem , a on oświadczył, że nie chce ze mną być. CZEMU ?!. On jest dla mnie wszystkim. Usiadłem na ławce i zamknąłem oczy. Widziałem go z chłopakiem o zielonych oczach. Louis nie moze być jego. Ten chłoipak pożałuje , ze zabrał mi Louisa. Nie  pozwole, zeby byli razem... on jest tylko mój, nikogo wiecej. W myślach już układałem plan o kryptonimie " Pozbyć się zielonooiego"



 ~~*~~
  jest kolejny rozdzial . Jest on do dupy przyznam się szczerze więc napisze jeszcze kilka rozdziałów i kończe tego bloga. Przepraszam nie mam pomysłów na dalszy jego ciąg, ale już wkrótce zaczne pisać nowego bloga z przyjaciółką. Co prawde   nie będzie on o 1D ale myśle , ze  może wam się spodobać.

            Pozdrawiam  i dziękuję za czytanie i komentowanie <3 ^.^

wtorek, 3 lipca 2012

 Hej.

       Jakoż, iż chcę was o wszystkim informować. To też postanowiłam napisać tego posta. Jak na razie nie mam weny i zwątpiłam w tego bloga. Mam wahania i nie wiem czy nie zakończe mojej przygody z blogowaniem <dotyczy również 2 innych blogów> . Ale spokojnie jak na razie się tylko zastanawiem. Nie miejcie mi tego za złe... po prostu tak się stało. Wiem " brak weny " to częsta wymówka, ale prawdziwa. Przyczyną takiej myśli jest równie  to, że pomimo iż mam tylu czytelników to nie którzy  nie komentują. A poz tym mało jest tych czytelników...  Jak tylko najdzie mnie wena od razu napisze. Ale cudów nie obiecuje...  Kocham i dziękuję za komentowanie i obserwowanie <33 ^.^ 

                                                   A teraz coś na osłode ^.^ <3









                                             

niedziela, 17 czerwca 2012

Część 2 rozdziału 1 xD

 Weszliśmy do dużej biało- zielonej sali. Zauważyliśmy leżącego tam Louisa, a obok niego innego chłopaka, leżącego na szpitalnym łóżku. Louis na mój widok speszył się, ale wymusił uśmiech.
- Skarbie, wszystko dobrze? Co się stało ?- zapytałem zdenerwowany.
- Nie wiem, zablał mnie brzuch. Pewnie to nic wielkiego.
- Kiedy wychodzisz ? - zapytałem znów- I co powiedział lekarz?- bardzo się denerwowałem. Czemu  on do mnie nie zadzwonił - myślałem.
- Nie jestem pewien. Na razie robią badania. Usiadłem koło Louisa, a blondynka podeszła do okna i spojrzała przed siebie.
- Dziękuję za pomoc! - uśmiechnął się Loui, a blondynka tylko odwzajemniła gest tym samym, pożegnała się, zostawiając na łóżku swój numer.Gdy ona wyszła do pokoju wszedł lekarz.
- I kiedy Loui wyjdzie? zapytałem natychmiast.
- Na tydzień będzie musiał tu zostać. Musimy zrobić badania, by sprawdzić co mu jest - oznajmił Lekarz  spisał coś na kartce i wyszedł. Położyłem się koło niego i rozmawialiśmy przez długi czas. Dopóki naszej rozmowy nie przerwała pielęgniarka.
~*~~
Louis nie ozywa się o nas już dobre dwa tygodnie. Martwie się... nie wiem co u nich. Oni w ogóle sie nami nie przejmują. Nie wiedzą, że jestem z Niallem i ,że wkrótce będziemy mieli dziecko. Ach zastanawiaałam się czy to dobrze. Jesteśmy tacy młodzi, a ja  dodatku niewidoma. Jak my sobie amy rade????
Do pokoju wszedł Niall
- Hej skarbie?- przytulił mnie
(cdn)

 Kochane sorka za nie dodawanie, ale nadal kompa nie mam-,-  więc jak tylko nadarzy się okazja dodam nn <3 xD

czwartek, 14 czerwca 2012

Rozdział 12

 Oczami Harr'ego :

 Wyjrzałem przez okno. Oprócz kilku drzew, ulicy i mroku spowijającego niebo, nic nie ujrzałem. Ani śladu po Louisie, który  dwie godziny temu wyszedł tylko po karmę dla kota.Usiadłem na beżową kanapę, a Azyl skoczył mi na kolana. Miałem na sobie jedynie bokserki, dlatego lekko się skrzywiłem. Azyl pomimo, iż był młodym kotkiem, to pazurami mógł wyskrobać prawie  wszystko. Spojrzałem na zegarek. Dobijała godzina siedemnasta. Podniosłem tyłek z kanapy i położyłem Azylka na ziemi. Nie mogłem dłużej czekać, ubrałem się w dresy i powędrowałem do zoologicznego.

~~*~~
 Doszedłem do niewielkiego budynku i zobaczyłem młodą blondynkę zamykającą  sklep.
- Przepraszam,  widziałaś może młodego chłopaka, średniego wzrostu, o nieziemskich oczach?- zapytałem z nadzieją w głosie. Dziewczyna spojrzała na mnie, wystraszona i oznajmiła
- Owszem był tu chłopak, miał na imię Louis, ale zabrało go pogotowie . W mojej głowie zebrało się  tysiące myśli.
- Co mu się stało? - wydukałem jedną z nich.Dziewczyna głęboko westchnęła, po czym wyjmując klucze z dziurki opowieziała
- Zabolał go brzuch. Mówił, że nic mu nie jest, ale zasłabł, więc wezwałam karetkę. Z moich oczu poleciało kilka słonych łez.
- Czy mam cię tam zawieść ? - zapytała
- Jeśli byś mogła - wydusiłem uśmiech, który nie wyglądał zbyt ładnie.
 Już pare minut później znaleźliśmy się w ogromym żółtym szpitalu i pognaliśmy na piętro, gdzie jak się dowiedzieliśmy leżał Loui .
---------------------
 Później dodam nexta ;**** ;***

piątek, 8 czerwca 2012

A więc...

 A więc... Pewnie  zastanawiacie się czemu taki tytuł posta xd xd xd?!  Otóż ogłaszam, że jak na razie na internet chodzę do kuzynki, ponieważ  mam go brak w domu. Będzie on mi przywrócony dopiero w okolicach wtorku ;ccc <Jak ja przeżyje> ??!! Więc następnego rozdziału spodziewajcie się właśnie w okolicach tego dnia ;/// <3333 Mam nadzieje, że  nie zabijecie mnie za to ;*** <333
                             Kocham  was , dziękuję za komentarze <3333 ;**


  Słodziaki i mężowie moi <3 <3 <3 <3 <3 <3 ^.^ 



środa, 30 maja 2012

Rozdział 11

 Louis :

Obudziłem się w środku nocy .  Złapał mnie ostry ból brzucha . Zwijałem się , poczułem jakby słoń nadepną mi na brzuch , delikatnie wstałem by nie obudzić Harr'ego i prześlizgnąłem się  do kuchni . Ujrzałem małego Azyla ślicznie śpiącego na czerwonej kanapie . Doszedłem do lodówki i wyjąłem z niej wodę . Zacząłem pić , ale to nie pomagało . Przez mój brzuch przeszedł jeszcze mocniejszy ból , który zmusił mnie do szybkiego skierowania się w stronę łazienki .  Gdy już tam byłem przyklęknąłem przed muszlą i zacząłem wymiotować . Na początku była to zwykła żółć zmieszana z jedzeniem , ale potem zacząłem wymiotować krwią . Przeraziło mnie to . W jednej chwili zaczęły krążyć mi po głowie setki tysięcy myśli . Na końcu by się uspokoić pomyślałem ,że to pewnie zatrucie pokarmowe i z bolącym jeszcze brzuchem udałem się do kuchni , łyknąłem kilka tabletek , krople na brzuch i żeby nie martwić Loczka wróciłem do łóżka . Rano gdy wstaliśmy  brzuch nadal mnie bolał . Nie chciałem przysparzać mojemu  skarbowi  kłopotów , więc gdy spytał się mnie czemu tak źle wyglądam powiedziałem , że Azyl mnie w nocy obudził . Ubrałem się i bez śniadanie udałem się po karmę dla kotka .  Idąc uliczkami Kanady , pomyślałem , że dobrze byłoby wrócić do Londynu , do mojego domu , spotkać się z Jess i Niallem . Może Loczek też tęskni za  rodziną.? Przechodząc tuż obok spożywczego znów złapał mnie piekielny ból ,który z każdym krokiem stawał się gorszy . W końcu oparłem się o drzewo i postanowiłem poczekać , aż ból minie .Głęboko westchnąłem i poszedłem dalej . Cudem udało mi się dojść do zoologicznego . wybrałem karmę i podałem  ją ładnej , blądynce , która pracowała tu jako ekspedientka .
- Przepraszam dobrze się pan czuje ?- zapytała się dziewczyna miłym głosem , kiedy jęknąłem z bólu .
- Nic mi nie jest - uśmiechnąłem się najlepiej jak w tej sytuacji umiałem . Zapłaciłem za zakup i  skierowałem się w stronę wyjść . Tuż obok drzwi stanąłem i znów złapałem się za brzuch . Rozejrzałem się dookoła , wszystko wydawało się takie rozmazane . Opadłem na ziemie .
Widząc to ekspedientka podbiegła do mnie .
- Zadzwonić po karetkę  ? zapytała
- Nie ,nie tylko wody , potrzeba mi wody - jęknąłem . Czułem się jakbym umierał , Cały brzuch zaczął mnie boleć , a w dodatku serce zaczęło walić mi jak oszalałe , " Co się za mną dzieje "pomyślałem i jęknąłem kolejny raz .

---------------------------
 No i jest kolejny rozdział . Mi się nie podoba nie wiem jak wam xd
 Viper i Domi ... dzięki wam za zajebistą sobotę, która była najzajebistsza w mym życiu . Pan Krwiożerczy Śnieżka  długo zostanie w mym sercu ^.^ Ja chcę powtórki ... kiedy ???!!! O.o  <333 Viper : Twój autograf jest w mym pudelku One Direction  więc czuj się zaszczycona bo tam trafiają najlepisi (obecnie tylko 1D i Ty xd )<3 <333  dziękuję wszystkim , którzy to czytają i komentują  oraz obserwują <3 <3 <3 <3 ;***

niedziela, 20 maja 2012

Rozdział 10

   Kotek leżał , a z jego łapki leciała krew. Nie wytrzymałem i po moich oczach poleciały łzy . Louis podszedł do kociaka i  wziął go na ręce. Zwierzątko delikatnie pisnęło i zwinęło się w kłębek . 
- Idziemy do weterynarza - oznajmił spokojnie Louis i ruszył przed siebie . Szedłem za nim nadal płacząc , a Louis tylko głaskał małego kociaka .
-A jak on nie przeżyje , albo nie znajdzie się właściciel  ? - zapytałam roztrzęsiony 
- Na pewno przeżyje , a jak nie będzie właściciela to my się nim zajmiemy - uspokoił mnie Louis .Mój ukochany  pogłaskał kotka za uszkiem i na szyjce biednego zwierzątka ujrzał obróżkę z numerem telefonu . 
- Jest numer  właściciela , więc raczej go znajdziemy - posłał mi ciepły uśmiech. W końcu doszliśmy do szpitala dla zwierząt. Weszliśmy do środka i  bez kolejki weszliśmy do gabinetu lekarza . Na widok małego czarnego kotka ,z krwawiącą nogą lekarz nieco się przeraził ,ale zaraz potem zaczął czyścić ranę i bandażować . 
 - To wasz kotek chłopcy ? - zapytał lekarz 
- nie! znaleźliśmy go w takim stanie , ale na obróżce  jest numer telefonu .- zaczął Louis .Weterynarz wyciągną telefon i wykręcił numer , a piętnaście minut po zakończeniu rozmowy przybył właściciel , który nie wyglądał na dobrego właściciela.


 Oczami Harr'ego 


  Przed nami staną stary i  niechlujnie ubrany człowiek. Gdy podszedł do nas bliżej czuć było zapach wódki i papierosów .
- Czy to pana kotek ?- zapytał lekarz , a mężczyzna wziął kocura za sierść i dokładnie obejrzał . 
- Tak , mój niestety - przyznał mężczyzna i zrzucił kota na ziemie , mały bezbronny kotek zwiną się z bólu , a ja nei wytrzymałem i uderzyłem mężczyznę pięścią w nos , a on chyba się złamał , bo zaczął bardzo krwawić .
- Coś ty szczeniaku zrobił ? Chcesz skończyć jak ten zasrany kocur !- krzyknął 
- Należało się panu - przyznał Louis i wziął Małego wystraszonego kotka na ręce .
- Proszę pana , nie uważa  pan , że to my powinniśmy zaopiekować się tym bezbronnym zwierzątkiem , czy ono nie dość już wycierpiało ? zapytał Loui , a ja bardzo się ucieszyłem . Lekarz po krótkiej chwili przyznał mi racje , a ten pijak tylko machną ręką i wyszedł. Wzięliśmy małego kotka i receptę na maści dla niego . Po drodze do domu wstąpiliśmy do apteki i kupiliśmy dane lekarstwo , poszliśmy również do marketu i tam kupiliśmy mleko i karmę dla kotów . Będąc już w domu nalaliśmy małemu mleczka  i usiedliśmy na sofie 
- Jak go nazwiemy ? zapytałam zaciekawiony 
- Może Azyl w końcu , jest tu bezpieczny . 
 No tonąłem się i wziąłem małego na rączki , a on oparł główkę  o moje  ręce. 

_____________________________________________________________________________


No i jest kolejny rozdział , który nie jest smutny :))  Udało mi się napisać jakiś weselszy . ^.^ 
Zapraszam do czytania i komentowania . ;**** co robimy Azyluś uśmiech
     Kocham was <3 Viper kiedy umawiamy się , bo ja naprawdę muszę cię poznać ;**** <3 

wtorek, 15 maja 2012

Rozdział 9

 Oczami Louisa : 


 Szedłem  do   Relief  , małego stawiku gdzie poznałem Harr'ego.Wiedziałem , że tam będzie , ponieważ wychodząc z domu powiedział , ze musi się z kimś zobaczyć . Gdy tam doszedłem , ujrzałem Harr'ego całującego się z jakąś dziewczyną . 
Po moich oczach momentalnie spłynęły łzy , pobiegłem do niego , a on tylko zaczął się śmieć .
- Głupi , głupi gejek Loui ... myślałeś , że to na prawdę ? - objął dziewczynę 
- Jak mogłeś ? - zapytałem i opadłem na ziemie .
- Normalnie - powiedział i wybuchnął na nowo śmiechem . Nie wytrzymałem wyjąłem nóż z torby i dźgnąłem Loczka prosto w serce .


 Oczami Harr'ego : 


  Louis nagle obudził się ze łzami w oczach. Był cały  zdyszany , a po jego czole spływał pot . Rozejrzał się dookoła i zaczął krzyczeć 
- Harry , ja nie  chciałem ! Przepraszam , wybacz 
- Louis ty nic mi nie zrobiłeś jestem tu ! - przytuliłem go do siebie . On jeszcze bardziej zaczął płakać i łapać moją bluzkę . Już od tygodnia Louis miewa dziwne sny , a ja stale przy nim czuwam by nie zrobił nic głupiego .  Leżeliśmy tak , a Louis powoli  zaczął się uspokajać.  
- Mogę coś dla ciebie zrobić - zapytałem zatroskany 
- Pocałuj mnie - szepną - to pomoże . Uśmiechnąłem się lekko i zacząłem  delikatnie całować Louisa. Jego ręce błądziły po moich plecach , a ja wplotłem swoje w jego włosy . Namiętny pocałunek zakończyłem wtulając się w jego tors .
- Co ci się śniło ? - zapytałem 
- Nic ważnego ... a może tak śniadanie ? zapytał mnie tylko dlatego ,żeby odwrócić moją uwagę od snu.


Oczami Louisa 




  - Co ci się śniło ? - zapytał przejęty Loczek , a ja żeby odwrócić jego uwagę  powiedziałem 
- Nic ważnego ... a może tak śniadanie ? 


 Harry wyszedł i po pół godzinie wrócił niosąc naleśniki z sosem na tacy . 
- Mmm  śniadanie do łóżka , dla mnie - otarłem dłońmi o siebie .
- Tylko  mi się nie przyzwyczajaj - zaśmiał się Harry i usiadł koło mnie , kładąc tace na moich kolanach. Gdy jadłem wpatrywał się we mnie jak w obrazek , którego niezbyt rozumie . Ukroiłem kawałek naleśnika i wsadziłem mu do ust . Sos klonowy polał mu się na buzie , a on wyglądał tak słodko . 
- Pomogę - szepnąłem  i opuszkiem palca zacząłem jechać po jego buzi palcem i delikatnie wycierać sos . W końcu doszło do ust . Harry kiedy poczuł mój palec na swoich ustach zaczął dawać mu buzi , co mnie bardzo śmieszyło ,więc zbulwersowany jak małe dziecko Harry zaczął mnie łaskotać , a ja żeby to przerwać zapytałem 
- Idziemy na spacer ? .
 Po godzinie opatuleni w odpowiednie jak na styczeń ubrania wyszliśmy na spacer . Idąc tak  jedną z ciemniejszych uliczek , usłyszeliśmy  piszczenie jakiegoś zwierzęcia.   Kochałem wszelakie małe stworzonka więc pociągnąłem za sobą Harr'ego i biegnąc tak zauważyliśmy małego , kulawego koteczka .






_____________________________________________________________




 No i jest kolejny rozdział . Z tego w ogóle nie jestem zadowolona no ale...  . Chciałam z całego serca podziękować Viper ;* , która wspierała mnie od samego początku . Jesteś cudowna , zajebista , genialna i nie wiem co jeszcze , napisać , dzięki twoim komentarzom mam chęci nadal pisać tego bloga ;** <3 Chciała bym cię kiedyś zobaczyć  na żywo .
 Domi ;* Tobie też dziękuję , za to  że jak mam w szkole zwątpienia co do blogów , to  wrzeszczysz na mnie i karzesz pisać xd ;** . Dziękuję wszystkim tym co to czytają za to , ze to robią . 
   Kocham was xxx 
 Ps. Przepraszam , że taki krótki no ale na tyle pozwalała mi napisać moja wena -,-   ;**






  

piątek, 11 maja 2012

Rozdział 8

 Dojechaliśmy do kościoła i zajęliśmy swoje miejsca. Gdy wszyscy zgromadzeni już usiedli ksiądz zaczął swoją wypowiedz.  Trwała ona mniej więcej pół godziny.  Następnie po kolei każda  z sióstr opowiedziała coś o mamie . W końcu przyszedł czas na Louisa. On wstał z ławki i poszedł na środek kościoła.
- Dzień dobry wszystkim nazywam się Louis Tomlinson , jestem synem Lili. Przede wszystkim chciałem wszystkim podziękować za  przyjście tutaj  . Jest to dla mnie ważne , ponieważ  teraz wiem , że nie tylko mi  zależy na godnym pochowaniu Lili Tomlinson . (...)
 Wszyscy uważnie  go słuchali . Łącznie ze mną. Wpatrywałem się w niego jak w obrazek .
(...)- I pamiętam , że pewnego dnia , gdy odwiedziłem mamę w szpitalu ona coś czytała. Była to czarna  książka z nie dużą ilością kartek .
- Co czytasz ? zapytałam zaciekawiony
-  W tej książce są ciekawe cytaty i wierszyki - odpowiedziała.
-  A o czym ? zapytałem kolejny raz
- O śmierci i życiu. - uśmiechnęła się lekko
- Czemu czytasz takie rzeczy ? - oburzyłem się
- To normalna sprawa .- rzekła spokojnie. Zapanowała cisza .
- "Śmierć zawsze ma rację , nawet wtedy ,kiedy jej nie ma " -  zapamiętaj to Loui  i nigdy nie wiń za to Boga - nakazała mi i odłożyła książkę. 
- Czy to znaczy , że za niedługo umrzesz ?   - zapytałam wtedy 
- Jak to mawiał sławny pisarz " nie znasz dnia , ani godziny " - uśmiechnęła się pocieszająco i i dała mi buzi w czoło. Poczułem się wtedy bardzo dziwnie , ponieważ  myślałem , że śmierć to zło  , ale ona pokazała mi zupełnie inną perspektywę i wtedy wiedziałem , że nawet jeśli odejdzie zawsze będzie blisko mnie. 
- Mamo kocham cię - skierował ostatnie słowa do góry i powrócił do mnie. Przytulił się do mnie ,a ja przeczesałem jego włosy opuszkami palców. Na koniec ceremonii kościelnej wszyscy złożyli kondolencji rodzinie i ostatni raz spojrzeli na Panią Lili . Dalsza część ceremonii odbyła się na cmentarzu. Gdy  ksiądz kończył mówić i wypowiedział ostatnie słowa " z prochu powstałeś , w proch się obrócisz "  każdy wrzucił kwiaty do grobu , a następnie grabarze przykryli czarną glebą trumnę ze znajdującym się w niej ciałem  mamy Louisa . Popłakałem się wraz z Louisem .
- Myślisz , że jej tam dobrze i , że mnie widzi? - zapytał , gdy siedzieliśmy pod drzewem 
-  Twoja mama jest teraz częścią nieba . Za dnia jest jedna z najpiękniejszych chmurek , a nocą jedną z najjaśniejszych gwiazd - wyjaśniłem mu 
-  Twój tata też tam jest - uśmiechną się gorzko Louis
- Z  pewnością - a po mojej twarzy zaczęły spływać pojedyncze łzy . 
---------------------------------------------------------------------------------
 Kolejny rozdział . Kurde muszę zacząć pisać  weselej bo za dużo sutku w tych rozdziałach , no ale nie co w końcu zajmie pozbieranie się do kupy ^.^
 Dziękuję , że to czytacie <3 ;**  

piątek, 4 maja 2012

Rozdział 7

 Nadszedł dzień pogrzebu . Więc około dziewiątej rano wszyscy byli gotowi i ubrani odświętnie. Nie miałem przy sobie garnituru więc postanowiłem pożyczyć od Louisa. Gdy już się w niego wcisnąłem , poszedłem do  tymczasowego pokoju Louisa i zapukałem trzykrotnie. Nie słysząc zakazu wejścia lekko uchyliłem drzwi i wślizgnąłem się do środka. Na pierwszy rzut oka nie zauważyłem nikogo więc postanowiłem wejść głębiej.  Zajrzałem pod łóżko myśląc ,że Lou tam jest , lecz i tam nie zauważyłem jego dobrze zbudowanej sylwetki i ślicznej twarzy . Zacząłem rozglądać się po pokoju. Nagle usłyszałem ciche łkanie  dochodzące z łazienki . Bojąc się ,że mój ukochany znów się pociął bez pukania  wpadłem do środka . W łazience nie ujrzałem tnącego się Louisa . Ujrzałem nie podobnego do  niego chłopaka , który się bał. Płakał  jak małe dziecko   i walił rękami w ścianę. Zdziwił mnie ten widok, ponieważ Louis od śmierci mamy płakał tylko kilka razy i nigdy nie dostawał takiej furii jak teraz. Pomijając oczywiście scenę na dachu , którą zapamiętam do końca życia. Podszedłem do niego i delikatnie objąłem . On jednak odepchnął  mnie , a w jego oczach nie ujrzałem tej samej miłości , którą ja obdarowywałem go.
- Zostaw mnie , wiem co ty knujesz ... udajesz , że mnie kochasz . Ty się po prostu mną  bawisz ! - krzyknął na mnie  z Nienacka ,a po jego twarzy zaczęły spływać łzy złoci. 
- Skarbie o czym ty mówisz , przecież cię kocham nie rozumiesz ! - próbowałem się bronić. Popłakałem się . Rozejrzałem  się po łazience szukając wyjaśnienia dziwnego zachowania Louisa . I nagle mój wzrok utkwił na   w połowie wypitej butelce wódki.
- Twoja  mama ma dziś pogrzeb , a  ty pijesz ? - oburzyłem się
- A co nie wolno , to mi pomaga. - parsknął . Ze złością podszedłem do niego i położyłem rękę na jego ramieniu. Z oczu polały mi się łzy.
- Jesteś głupi czy tylko udajesz ? - zapytałem z ironią w głosie - jak można topić smutki w alkoholu ? . On tylko opadł na  podłogę i przytulił się do mojej nogi.
- Nie chciałem pokazać jak mi cholernie smutno. Nie chciałem cię zawieść , a on stał się moim jedynym ratunkiem . próbował się bronić pokazał  palcem butelkę z wódką .  Kucnąłem tuż przy nim i od razu poczułem odrażającą woń perfum zmieszanych z wódką .
- Mój drogi to nie jest żadne wytłumaczenie. A teraz nie przytulę Cię do póki się nie uspokoisz  i nie weźmiesz prysznica. Twoja mama by tego nie chciała , a tym bardziej gdybyś przyszedł tak na jej pogrzeb . Więc weź się ogarnij i zejdź na dół. Po pół godzinach na dól zszedł Louis  . Jego oczy  były napuchnięte od płaczu , ale na szczęście nie było po nim widać ,że pił. Podszedł do mnie i chwycił   mnie za rękę . Jego ojciec wiedział ,że jesteśmy razem w przeciwieństwie do moich rodziców szanował homoseksualistów i tym samym nas tolerował. Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do czarnego auta wypożyczonego specjalnie na tę okazje. Jadąc tata Louisa podarował nam po małym bukieciku Lili , ulubionych kwiatów  jego mamy. Na czarnych wstążkach , drukowanymi literami napisane było żegnaj. Teraz i ja nie wytrzymałem i razem z przytulonym do mnie Louisem zaczęliśmy płakać.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Kolejny krótki rozdział. Nie wiem jak wyszedł moim zdaniem nie zbyt dobrze. Mam nadzieje ,że ktoś to jeszcze czyta . Możecie tu zostawić nazwy swoich blogów . Też chętnie poczytam. <3 Proszę komentujcie i czytajcie ;***
   A teraz specjalne podziękowania pragnę pokierować Viper . Z całego serca chciała bym Ci podziękować ,że to czytasz. Twoje komentarze wiele dla mnie znaczą bo wiem ,że ktoś to czyta. <3 . Twój blog jest cudowny  i uwierz mi ,że gdyby nie twoje komentarze zakończyła bym blogowanie ;*** <3
                                                        kocham Cię   ^.^ <3

 Jeżeli ktoś chciał by do mnie napisać na GG to proszę o to mój numer : 41578329 . A jeżeli na TT : @Jaga_lov .


Możecie mi wtedy napisać co mogła bym zmienić , co wam się nie podoba i co się podoba :)) ;**

czwartek, 26 kwietnia 2012

Rozdział 6

Oczami Louisa :
 Byłem zaskoczony wyznaniem Harr'ego , w sumie to nie wiem czy gdyby nie ono nie skoczył bym  i nie zakończył mojego żywotu .  Gdy  się pocałowaliśmy choć przez chwile zapomniałem o problemach . Jednak gdy skończyliśmy powróciłem do rzeczywistości ... Z moich oczu popłynęły słone łzy , które Harry delikatnie wytarł  opuszkami palców.
- Jestem przy tobie - szepnął mi do ucha
- Dziękuję - odpowiedziałem również szeptem . Harry usiadł na podłodze i oparł głowę o wystający kawałek komina. Ja oparłem głowę o niego i spojrzałem przed siebie , na  niebo , które ciemniało się coraz bardziej . Teraz gdy moja mama tam była miałem wrażenie ,że ona na mnie z niego patrzy.
- Co teraz będzie ? zapytałam , dalej wpatrując się  w niebo
- Będziemy żyć , razem nie zostawię Cię  samego , pomogę Ci , będę  się tobą opiekował - zaczął mówić
- Nie musisz dla mnie tego robić - odpowiedziałem wzruszony
- Muszę , jestem twój , cały twój  - powiedział loczek i pogładził mnie po głowie
- A ja twój -  odpowiedziałem .

 Oczami Harr'ego
 Chwilę jeszcze poleżeliśmy , a potem już razem za ręce zeszliśmy  na dól. Louis przeprosił mnie i poszedł do swojej rodziny. Po tych wydarzeniach postanowiłem ,że zadzwonię do mamy , ponieważ zdałem sobie sprawę ,że jej na pewno nie jest miło kiedy opuszczam ja w święta . Po paru sygnałach odebrała Gemma
- Halo ?
- Hej Gemma , wesołych świąt- powiedziałem
- Nawzajem braciszku - odpowiedziała
- Przykro   mi ,że nie jestem z wami , ale Louis przechodzi trudne chwile i muszę przy nim być - powiedziałem ze łzami w oczach
- Aha Louis . - powiedziała
- Posłuchaj Louis jest dla mnie teraz kimś ważniejszym nie tylko przyjacielem - wydusiłem to z siebie . Zagryzłem wargi i czekałem na odpowiedz 
- Lou to wspaniale , jak ja się ciesze - krzyknęła mi do ucha
- Gemma wiem ,że się cieszysz , ale był bym wdzięczny , gdybyś  oszczędziła mi bębenki - odpowiedziałem
- Wiem , wiem , a kiedy zamierzasz powiedzieć rodzicom ? spytała cichym głosem
- Na razie nie mówię nic , więc trzymaj język za zębami siostrzyczko  , ok ?
- Dobrze -odpowiedziała niechętnie
- Trzymaj się i ucałuj odemnie mamę i dzidziusia .Pa - powiedziałem i rozłączyłem się  . Po tym telefonie zadzwonił Nial i Jess . Okazało się ,że mają wiele wspólnego . Kazali ucałować Louisa , co zrobię z wielką przyjemnością i złożyć wyrazy współczucia. Na samym końcu naszej rozmowy  opowiedziałem im o  dachu , pocałunku . Jednym słowem o mnie i o Louisie . Oni byli szczęśliwi ,ze w końcu jesteśmy razem i kazali nam szybko wracać. My z Louisem jednak postanowiliśmy ,że zostaniemy kilka tygodni , bo nie chcę by Louis na pogrzebie był sam .


______________________________________________________________________________

 Złapała mnie wena xD  Ale nie wiem jak wyszło .... sami oceńcie. . Chciała bym wam wszystkim bardzo podziękować za miłe słowa , kierowane mojej osobie ;**** Kocham was <33

piątek, 13 kwietnia 2012

Rozdział 5

 Oczami Harr'ego
  Szedłem drogą prowadzącą do mojego domu, ale jakoś nie miałem ochoty tam wchodzić. Spojrzałem na zegarek była 10:30 , przypomniałem sobie jak wygląda grafik Roberta i od razu uśmiechnąłem się do siebie , ponieważ Rober był teraz w pracy i nie będzie go do późnego wieczoru.Gdy doszedłem do domu lekko uchyliłem bramkę , przeszedłem przez ogródek i wślizgnąłem się do domu. Od razu pobiegłem do góry i zamknąłem się w swoim pokoju. Mama była na zakupach z Gemmą więc w domu byłem sam. Wszedłem na Twittera i na Facebooka nic jednak  tam się nie działo więc wylogowałem się i wszedłem na Skypa.
 Gdy się zalogowałem od razu zadzwonił do mnie Nial .
- Hej stary  - powiedział smutnym głosem
- Co się stało ?-  spytałem
- Selena mnie rzuciła  - mruknął
- Przykro mi , u mnie też nie jest kolorowo - przyznałem
- Co się stało ? zapytał
- Pokłóciłem się z ojczymem i nocowałem u Louisa -odparłem
- U Louisa powiadasz - powiedział śmiesznym głosem
- Nial przestań !!! - krzyknąłem
- Musisz mu powiedzieć Harry ... najwyższy czas - stwierdził Nial
- Ty jesteś taki jak moja siostra ... naciskasz . Nie chcę żeby się odemnie  odwrócił. I wiesz co nie mam ochoty gadać Pa- syknąłem po czym rozłączyłem się. Ze wściekłością zamknąłem laptopa i położyłem się na łóżku. Tylko Louis, Jess i Nial przytrzymywali mnie przy życiu. Gdyby nie oni już dawno przekroczył bym granice i odszedł.

Oczami Louisa :
" Ciekawe jak tam Harry " - pomyślałem . Nie chcąc się zbytnio zamartwiać postawiłem iść pobiegać, pomimo iż na dworze było zimno , ubrałem się w dres i wyszedłem. Gdy biegłem przez park nie chcący zderzyłem się z jakimś chłopakiem.
- Przepraszam zagapiłem się - powiedziałem
- Nic się nie stało ja też przepraszam  - powiedział chłopaki i wstał. Ja zrobiłem dokładnie to co on . Popatrzyłem na niego i od razu mnie olśniło
- Ben ? - zapytałem zaskoczony
- Louis ? zapytał równie zaskoczony.
- Kopę lat . Jak tam u ciebie ? zapytałem
- Opowiem ci przy kawie - powiedział i ruszyliśmy w stronę budki z kawą. Usiedliśmy na ławce i powtórzyłem  swoje pytanie
- Jak tam u ciebie ?
- Wszystko dobrze ... studiuje - Powiedział i posłał mi uśmiech
- Ja też ... ahh - powiedziałem
- Słuchaj Louis chodzi o tamto wydarzenie . Czułem się zagubiony i przykro mi ,że cię tak potraktowałem . Uwierz długo cie szukałem by cie przeprosić ... myślisz ,że dałbyś mi rade wybaczyć i zaprzyjaźnić od nowa ? Zapytał
- Ben nigdy  nie miałem ci tego za złe... ale na razie nie mam siły na nowo budować naszej znajomości .. - Powiedziałem. Czułem się bardzo głupio z tego powodu ,ale nie mogłem tak po prostu na niego patrzeć .
- Rozumiem , ale jeśli kiedykolwiek zmienisz zdanie .. to w każdy czwartek i piątek pracuję  na lodowisku . - Powiedział i odszedł. Było mi cholernie źle . Z takim nastrojem wróciłem do domu włączyłem telewizor i zacząłem jeść lody. Nagle przypomniałem sobie ,ze za  siedem dni moje urodziny i święta . Wybrałem numer do mamy i zadzwoniłem .
- Halo ? - usłyszałem słabiutki głosik mamy
- Hej mamo , już nie mogę doczekać się świąt kiedy przylatujecie ? zapytałem
- Słuchaj skarbie  przykro mi , ale nie dam rady. Mam operację a tata zostaje ze mną . - odpowiedziała
- A dziewczynki ? spytałem
- Są u cioci Doloris w Colorado . - odpowiedziała
- Aha czyli nici ze wspólnych świąt - zesmutniałem
- Niestety , ale życzymy ci wesołych świąt i oczywiście wyślemy ci prezent pa pa . - Rozłączyła się , a ja popłakałem .

       4 dni później
  Czemu Louis nie odbiera za dwa dni jego urodziny . Dosyć tego idę do niego - powiedziałem sam do siebie i wyszedłem . Gdy w końcu doszedłem do jego domu światła były zgaszone , a drzwi zamknięte . Wyjąłem z jego skrytki zapasowe klucze i wszedłem do środka. Rozejrzałem się dookoła ,ale nikogo nie było , wszedłem dalej i w końcu go ujrzałem  .Siedział  na kanapie opatulony w swój koc w króliczki i był cały zapłakany. Usiadłem koło niego i zapytałem  :
- Lou wszystko dobrze ?
- Nie Harry  , moja mama jest chora na raka .!
- Czemu wcześniej mi nie powiedziałeś ? Louis pomógł bym jakoś ! - krzyknąłem i przytuliłem się do niego
- Nic już nie pomoże Harry nic !
- To powiedz chociaż co mogę zrobić dla ciebie !
- Wprowadź się do mnie nie chcę być sam . Powiedział i wtulił się we mnie . Zaskoczony opatrzyłem na niego . Było około godziny 22 kiedy wyszedłem od Louisa i poszedłem do mojego domu po kilka rzeczy. Wychodząc z  niego powiedziałem mamie ,że na kilka dni wyprowadzam się do Louisa i wyszedłem. U Louisa byłem około północy , rozpakowałem się i zaraz potem poszliśmy spać , ponieważ Louis był zmęczony.
- Harry  - szepną Louis
- Tak ? zapytałem
- Dziękuje - powiedział i wtulił się we mnie. Ja tylko się uśmiechnąłem i zaraz potem byłem w krainie snów.
 Oczami Louisa :
 Rano gdy się obudziłem koło mnie nie było Harr'ego. Na jego poduszce leżała kartka z napisem  " Poszedłem po coś na obiad , w kuchni masz kawę i kanapki . Harry xxx " . Przeczyłem ja i pomyślałem " Kochany Harry i jak tu takiego nie kochać  ! " Obudziłem się z wyjątkowo dobrym humorem i miałem nadzieje ,ze nic mi tego nie zepsuje . Chwyciłem telefon do ręki  i zadzwoniłem do mamy , gdyż chciałem jeszcze raz usłyszeć jej głos.
- Hej mamo - powiedziałem
- Hej skarbie - szepnęła. Jej głos był jeszcze bardziej słaby niż kiedykolwiek
- Mamo jak się czujesz ,szczerze ? zapytałem  
- Źle ... kochanie chcę żebyś  wiedział ,że zawsze cię  kochałem i zawsze będę kochać
- Nie mów tak - krzyknąłem
- Jak? - zapytała .
 - Jak byś się żegnała . Popłakałem się
- Kocham cię powiedział i rozłączyła się a ja poczułem łzy spływające po mich policzkach. Czułem się tak cholernie źle , że nie zważając na to ,ze przez cięcie się skarciłem Louisa , sam zamknąłem się w  łazience , wszedłem do wanny i dokonałem dwóch cięć.
 Oczami Harr'ego
Wróciłem do domu Louisa , z  siatkami pełnymi produktów. Wszedłem do kuchni i położyłem zakupy na  .  stoliku . Rozglądnąłem się po domu lecz nigdzie nie widziałem Louisa . "Pewnie śpi " pomyślałem i ruszyłem po schodach do sypialni . Niestety myliłem się . Łóżko było puste. Gdy tak się rozglądałem po pokoju usłyszałem jęk. Dźwięk dochodził z łazienki. . Podszedłem do niej i tera wyraźnie usłyszałem głos Louisa.
- Louis ? zapytałem
- Zostaw mnie . Zostaw  ! krzykną
- Louis  otwórz te cholerne drzwi - krzyknąłem . On tylko głośno jękną  .
- Dosyć tego rozwalam je . Krzyknąłem i z całej siły uderzyłem w drzwi .Po nie udanej próbie chwyciłem krzesło i nim walnąłem w drzwi , które po kilku razach rozwaliły się.
- Louis ! krzyknąłem widząc pociętego Louisa
- Głupku  nie dawno na  mnie się darłeś a teraz ty ?! Jak ty to możesz robić  
- Moja mama ona się ze mną żegnała - Powiedział i jeszcze bardziej zaczął płakać . Przytuliłem go i pomogłem wstać .Poszliśmy do kuchni i tam zabandażowałem rękę Louisowi.
- Harry dzięki Ci , ale postanowiłem ,że pojadę do mamy do Kanady . Więc ze świąt nici - mrukną
- To w takim razie jadę z tobą nie możesz jechać sam  ! zaprotestowałem po czym odwołałem jutrzejszą kolacje oraz imprezę urodzinową Louisa . On natomiast zamówił bilety i spakował się .  Nazajutrz  około godziny 12 wylecieliśmy do Kanady . Gdy tam już byliśmy  czym prędzej pojechaliśmy  do domu mamy Louisa . Gdy tam już byliśmy otworzyła nam bardzo chuda i blada kobieta , czyli mama Louisa
- Mama ? zapytał Louis
- Louis ! - krzyknęła kobieta  i przytuliła Louisa , zaraz potem Louis przedstawił mnie i weszliśmy w głąb domu. Czułem smutek patrząc na tą kobietę . Jej twarz pokryta zmarszczkami była bardzo blada , nie było widać na jej twarzy rumieńców. Rozmawialiśmy chwilę po czym zjedliśmy obiad.

      Dwa dni minęły bardzo szybko zwykle razem z mamą Louisa oglądaliśmy  filmy i rozmawialiśmy. Ale miałem wrażenie ,że jego mama czuje się coraz gorzej.  Oczywiście operacja była kłamstwem po prostu mama Louisa nie chciała mówić o swoim stanie zdrowia. Dziś urodziny Louisa właśnie miał kroić tort kiedy jego mama zaczęła się dusić. Louis czym prędzej zadzwonił po karetkę , która szybko dojechała. Jego mama z lekarzami pojechali do szpitala , a my po chwili z ojcem Louisa tam dojechaliśmy .  Czekaliśmy pod salą  i w końcu wyszedł lekarz
- Bardzo przykro mi , ale pani Lili nie żyje .- powiedział lekarz i odszedł
- Nieee - krzyknął Louis wyrwał się z moich objęć i wbiegł do sali gdzie odłanczano panią Lili od aparatu. Louis upadł na ziemię . Podszedłem do niego poklepałem i już chciałem przytulić kiedy Louis wybiegł gdzieś. Oczywiście pobiegłem za niem bałem się ,że zrobi sobie krzywdę . Biegnąc śladami Louisa , dotarłem  na dach. Louis stał na samym skrawku dachu i był gotowy do skoku.
- Louis nie rób tego - wrzasnąłem przez łzy.
- Moje życie jest do dupy ! - usłyszałem w odpowiedzi.
- Aha czyli to ,że mnie poznałeś , to , że twoja mama była szczęśliwa  i to ,że Cię kocham to te jest do dupy . ! - popłakałem się
- Co ty powiedziałeś ?  zapytał się i spojrzał na mnie
- To co usłyszałeś jestem Gejem i jestem w tobie zakochany - parsknąłem - ale to bez sensu skoro masz mnie w dupie to skacz ! dodałem  po  czym upadłem na ziemię i jeszcze bardziej się popłakałem .Louis podszedł do mnie i z niedowierzaniem powiedział :  
- Zakochałeś !
- Tak jestem inny możesz mnie zostawić! i tak masz mnie w dupie - syknąłem
- Harry ja też jestem inny i chyba też coś do ciebie czuje - odpowiedział 
- To pomyśl jak ja się czuje .Kocham cię a ty chciałeś się zabić. Masz jeszcze 4 siostry ,ojca , mnie ,Jess , Nialla . Cz ty w ogóle myślisz ? Czy ty masz nas wszystkich w dupie ? krzyknąłem   jesteś Samolubem - Myślisz ,że gdybyś się zabił ja by nie zrobił sobie krzywdy nie zabił bym się ?!
- Tak byłem samolubny . Przyznał - nie chcę byś cierpiał  więc mówię ci prawdę ja ...
- Ty co ? zapytałem wściekły
- Ja też cę kocham - dodał po czym chwycił mój podbródek i złożył na moich ustach delikatny pocałunek .
  Byłem szczęśliwy ,że nie skoczył i ,że odwzajemnia moje uczucia . Wiem ... to nie był odpowiedni czas na zwierzenia . Ale kto wie może gdybym tego nie zrobił , on by się zabił !?
______________________________________________________________________________
   Kolejny rozdział . W miarę długi xd
                               Proszę o komentarze i przepraszam za błędy <33
                                                                                                       xxx

czwartek, 12 kwietnia 2012

Rozdział 4 (przyjaźń i wsparcie , zaufanie )




Oczami Louisa

          Po skończonej zabawie odwiozłem Jess do domu i sam się wybrałem do mojego. Gdy wszedłem do środka wyjąłem z lodówki świeże marchewki położyłem je na stoliku w salonie, a sam poszedłem pod prysznic . Po jego wzięciu przebrałem się w dresy i głośno odetchnąłem " Już koniec zająć jak na razie teraz tylko moje urodziny i święta " Jakie szczęście . Przeczesałem moją grzywkę palcami, zeskoczyłem ze schodów, usadowiłem się  na kanapę . Wziąłem marchew do ręki i włączyłem telewizor.Akurat leciała Szkoła Uczuć , którą bardzo lubiłem . Zacząłem ją oglądać ,a gdy film dobiegł końca płakać. Otarłem resztę łez spływających po moich policzkach i pomyślałem o mojej chorej na raka mamie.
         Walnąłem się w głowę ..

                  Oczami Harr'ego

Już godzina minęła od zakończenia naszego spotkania . A ja cały czas siedziałem w pokoju. Teraz postanowiłem wyjść z niego i coś zjeść. Na dole był mój ojczym , który  robił sobie kanapkę. Nalałem sobie soku winogronowego wyjąłem banana i  już miałem iść ,gdy zatrzymał mnie ojczym
-Mógłbyś się za siebie wsiąść 
-W jakim sensie ? spytałem
-Całymi dniami siedzisz w domu albo szlajasz się z tym całym Louisem , mogłeś iść na studia -usłyszałem tą samą gadkę
- Ty weź się nie wtrącaj w moje życie Robercie , nie jesteś moim ojcem i nigdy nim nie będziesz 
- Ale masz mnie słuchać gówniarzu
- Ja już nikogo nie muszę słuchać -  odpowiedziałem
- Chodź tu do cholery okaż trochę szacunku : krzykną Robert
-Mam szacunek tylko do tych ludzi , którzy szanują mnie 
Powiedziałem to po czym wbiegłem do mojego pokoju i zamknąłem się . Wszedłem do mojej łazienki ... miałem tak cholernie wszystkiego dość ze wiozłem żyletkę i po raz pierwszy w życiu pociąłem się. Wiem byłem głupi ,  przecież mogłem iść do Louisa  albo Nialla ...
                     Po umyciu ręki , która piekielnie piekła . Postanowiłem iść do Louisa, który  w jednych z naszych rozmów podał mi swój adres. Było około 22 kiedy wyszedłem z domu nic nie mówiąc mamie , która kłóciła się z Robertem.
Zastanawiałem się czy Louis o tej porze będzie spaŁ. Wyszedłem na dwór , śnieżek lekko prószył, a ja czułem się zawiedziony . Myślałem ,że  on będzie dla mnie jak ojciec a tym czasem on mnie tylko dołował. Nim się obejrzałem a już byłem pod drzwiami domu Louisa zadzwoniłem trzy razy i o dziwo otworzył mi zawinięty w ręcznik Loui.
- Hej powiedział zdziwiony brunet
- Wiesz  nie chciałem ci przeszkadzać ale pokłóciłem się z ojczymem... i Naill na pewno śpi , a ty mieszkasz sami i...- chciałem mówić dalej ale zacząłem płakać . Nie wytrzymałem tego wszystkiego. W tej chwili wszystko wydawało się  zepsute.
Louis lekko się uśmiechną poklepał mnie  po ramieniu jak to zazwyczaj robił, gdy wyglądałem na smutnego.
- Wchodź do środka. Zrobiłem to co kazał , zdjąłem płaszcz   Louis go wziął i powiesił na wieszaku. Rozejrzałem się  po jego domu. Był dwu piętrowy  . Zdziwiło mnie ,że mimo iż jest studentem stać go na taki dom. Wystrój był śliczny.Taki chaotyczny  ,a zarazem oryginalny.
-Rozgość się : powiedział po czym dodał - ja  się ubiorę ,zrobię herbatki z cytryną i przyniosę  ciacha : wyszczerzył się Lou po czym skierował się w głąb domu . Niepewnie  wszedłem do środka  i usiadłem na sofie w salonie. Sam do siebie jęknąłem i otarłem łzy   po czym zaczołem przeglądać papiery leżące na stoliku. Były tam jakieś notatki  , których  nie rozumiałem. Gdy oglądałem ostatnią kartkę  do pokoju wszedł Louis ubrany w czarne dresowe spodnie i czerwoną bluzkę z krótkim rękawem , położył dwa kubki gorącej herbaty i czekoladowe ciasteczka z dziurką pośrodku na stoliku umieszczonym przed sofą.
-Więc Loczku czy zechcesz mi opowiedzieć co się stało?-zapytał pokazując mi gestem ,żebym się częstował.Ja wziąłem sobie ciastko i popiłem herbaty. 
- więc poszło o to , że jestem gówniarzem , który nic nie umie.- Powiedziałem po czym naciągnąłem moją  bluzę na ręce by Lou nie zauważył  moich cięć.
-Mój kochany... twój ojczym bardzo się myli jesteś mądrym i wspaniałym chłopakiem .
- Nie ojczym miał chyba racje ...- zacząłem . Louis złapał mnie za pociętą rękę ,a ja poczułem okropny ból w tym miejscu
- Co cię boli? zapytał i odsłonił siłą mój rękaw.
-Louis bo widzisz...-chciałem się wytłumaczyć ale Lou zesmutniał wyszedł bez słowa z salonu. A ja zostałem sam , ze łzami w oczach. Louis po chwili wrócił niosąc wodę utlenioną i plaster.
-Louis musisz mnie zrozumieć w moim życiu tyle się dzieje i jeszcze ten ojczym ja po prostu nie wytrzymałem tego iii ... 
-Rozumiem - odpowiedział i przytulił mnie. Ja oparłem głowę o jego ramie i przez chwile tak siedzieliśmy . 
-Czy mógłbym tu przenocować ...zapytałem niepewnie
-Jasne Loczku wiesz ,że na mnie możesz liczyć- powiedział po czym dodał- Mam pomysł teraz jest 23 . To ja przyniosę ci jakieś dresy i dwa koce i pooglądamy jakiś film co ty na to Loczku?... nie martw się pokażemy twojemu ojczymowi ,ze jesteś fantastyczny .- Powiedział po czym pobiegł po schodach na górę. Po chwili zszedł z kocami , dresem i marchewkami , które ubóstwiał. Rzucił mi dres  a sam zaczął rozkładać koce na kanapie . Włączył TV i zapytał o film...
                    Oczami Louisa 
Na widok Harr'ego nieco się zdziwiłem ale naprawdę mu współczułem . 
 Zapytałem go o film i postanowiliśmy pooglądać "Klik i Robisz co chcesz" .
Gdy drugi raz na niego popatrzałem był bez bluzki, ponieważ przebierał się w ciuchy , które mu dałem. Jego nagi brzuch wyglądał jak typowego osiemnastolatka jednak ja dostrzegłem znaczną różnice , której w żaden sposób nie mogłem opisać . Przebrany Harry usiadł koło mnie na kanapie przykrył się kocem i zaczęliśmy oglądać film. Gdy film się rozwinął na jego buzi pojawił się uśmiech , a nawet kilka razy się zaśmiał  . Cieszyłem się ,że się uśmiecha bardzo  lubiłem kiedy był radosny. Te jego dołeczki wzbudzały zachwyt  ,  a do tego te jego  zielone oczka , które gdy był szczęśliwy  jeszcze bardziej świeciły.  To wszystko dopełniały loczki spływające na jego twarzy. Siedzieliśmy tak i oglądaliśmy .A gdy skończył się film westchnąłem głośno i razem z uśmiechniętym już Harrym ogarnęliśmy bałagan. Około godziny 2:00 postanowiliśmy iść spać...przed snem oznajmiłem Harremu ,że 24 grudnia mam urodziny i ,że jest honorowym gościem. Harry zarumienił się i  chcąc tego nie pokazywać zapytał
- Jak śpimy?
- Ja pójdę na kanapę a ty u mnie .!- odpowiedziałem
- A nie możemy spać na jednym .Na kanapie się nie wyśpisz ...zaprotestował
-  Jak chcesz. odpowiedziałem po czym  weszliśmy na górę do mojego pokoju.

                Oczami Harr'ego

             Gdy weszliśmy do jego pokoju zaniemówiłem. Pokój był duży. Na samym środku pod ścianą stało ogromne łóżko z mnóstwem poduszek ,a do tego czarne biurko  ze znajdującym się  na nim laptopem i rozrzuconymi papierami.
- To chodźmy powiedział Lou i wskoczył na łóżko . Ja delikatnie się położyłem ,życzyłem mu dobranoc, a on dał mi buzi w policzek. Wtedy po raz pierwszy poczułem motylki w brzuchu. Nawet dając buzi Niallowi nie czułem tego co teraz.  Lou odwrócił się  i zaraz potem zasnął . A ja myślałem nad dniem w , którym wprowadził się do nas Robert
                         Wspomnienie :

    Wstałem rano z ponurą miną bo wiedziałem ,ze  do naszego domu ma się wprowadzić pan Robert .Czasem miałem wrażenie ,że za szybko się to dzieje. Pomimo iż rodzice przed śmiercią taty i tak byli w separacji to ja  nie mogłem wybaczyć mamie ,że tak szybko wprowadza się do nas ten cały pan idealny. Nie przepadałem za nim . Był wysokim i chudym mężczyzną o srogim wyrazie twarzy więc z daleka można było poznać ,ze nie jest miły. Gdy już się wprowadził mama poświęcała mi mniej czasu tak samo jak Gemmie. Ojczym wiedział ,że za  nim nie przepadam dlatego starał  się mnie przekupić prezentami i pieniędzmi. Myślał ze ulegnę bo jestem małym chłopczykiem . Ale ja nie dałem się łatwo. Robert zrozumiał ,że się tak szybko nie dam  , więc pewnego ranka przed szkołą . Zatrzymał mnie na chwile i powiedział " Drogi Harry wiem ,że czujesz się źle, ale zrozum teraz jestem twoim ojcem musisz to zaakceptować" . Ja byłem tak zły ,że powiedziałem " Ty nigdy nie będziesz nikim ważnym dla mnie" . I wyszedłem z  domu.. Może wtedy powiedziałem o jedno słowo za dużo i przez to Robert mnie znienawidził. Od tamtego czasu nie gadałem z nim często nasze  rozmowy kończyły się na cześć , pa , jak w szkole , co robiłeś i masz szlaban.                Nie chcąc o tym  więcej myśleć położyłem się i spojrzałem w stronę Louisa , który słodko spał. Mrukną coś po czym przytulił się do mnie. Nie przeszkadzało mi to wręcz odpowiadało . Dzięki temu szybciej zasnąłem . 

             Oczami Louisa :
          Rano wstałem  jako pierwszy Loczek jeszcze słodko spał wtulony w poduszkę.
Powoli zsunąłem się  z łóżka i powędrowałem do kuchni. Nastawiłem wody na kawę i wyjąłem dwie bułki , które posmarowałem nutellą i położyłem na talerzykach. Lejąc kawę do filiżanek myślałem nad tym co przeszedł Harry. Gdybym powiedział mu coś  co jest także bardzo smutne   na pewno by nie umiał być szczęśliwy ,a tym bardziej ja nie mam odwagi mu powiedzieć ,że moja mama jest chora na raka . Z rozmyśleń wyrwał mnie Lokowaty , który wparował do kuchni. 

-Hej ... jak tam ?- zapytałem próbując pozbyć się obrazu ukazującego moją mamę leżącą  na szpitalnym łóżku w Kanadzie . 
-Dobrze wyspałem się . -   Odpowiedział po czym słodko ziewnął na co ja się uśmiechnąłem. 
- Siadaj w salonie a ja przyniosę  tam śniadanie  .
- Okey...powiedział Harry po czym  poszedł w stronę mojego salonu. 
Ja po chwili dołączyłem do Loczka , on  włączył telewizje , w której leciały wiadomości.
- Proszę- powiedziałem  i podałem Lokowatemu kaw i bułkę z nutellą. On wziął gryza bułki i popił. Po chwili spojrzał się na mnie dziwnym wzrokiem i zapytał :
-Czemu jesteś smutny? 
" Jaki on spostrzegawczy " pomyślałem . Nie chcąc go odciążać moimi problemami skłamałem :
- Głowa mnie trochę boli. 
Loczek obszedł mnie wzrokiem po czym kiwną głową i spytał czy nie chce tabletki ja kolejny raz skłamałem i powiedziałem ,że już brałem .

Nastała cisza.
- Harry , czy nie powinieneś zadzwonić do mamy , w końcu nie było   cię całą noc? zapytałem zatroskany przerywając tym ciszę .
-Taaa... już dzwonie. Odpowiedział niechętnie po czym sięgną do kieszeni spodni i wyją swój telefon. Wybrał numer do swojej mamy i  zadzwonił. 
  -Halo mamo , jestem u Kolegi za niedługo będę ... słyszałem spokojny głos Harr'ego
-Nie musiałaś się martwić ... mówił bardziej zdenerwowany pewnie dlatego ,że jego mama robiła mu wyrzuty
-Nie chce z nim gadać , kończę pa . Powiedział wściekły do telefonu i rozłączył się.Pierwszy raz odkąd  go poznałem dostał takiej furii. Przy mnie zawsze był spokojny. Wiedząc ,że nie będzie chciał o tym gadać  poklepałem go po ramieniu i przybliżyłem się do niego. On lekko oparł  głowę o moje ramie tak jak wczoraj , a ja się w niego wtuliłem . Czułem się szczęśliwy ,że Loczek tak mi ufa , że mówi mi wszystko .Ja czułem się źle z myślą ,że  nie mogę mu powiedzieć ,że moja mama leży na łożu śmierci. Poczekam na odpowiednią chwile i wtedy mu powiem całą prawdę. Ale muszę mieć trochę tego cholernego  czasu, muszę się przygotować na jego reakcje ... 
 Po zjedzeniu śniadania było około 10  , kazałem Harremu wziąść prysznic , i dopiero wtedy pozwoliłem mu iść do domu. Odprowadziłem go do drzwi i już miałem je zamykać kiedy Harry powiedział
- Louis...
-Tak.- Uśmiechnąłem się
-Ty też możesz mi mówić wszystko ..
-Dziękuje .- odpowiedziałem i popatrzałem na odchodzącego już   Harr'ego , którego sylwetka  nikła w porannej mgle.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
              Kolejny rozdział ... tylko nie wiem dla kogo go pisze ; /  Przepraszam za błędy ...

wtorek, 10 kwietnia 2012

Rozdział 3 ( On jest wszędzie w snach ,myślach, wyobraźni)

   Obudził mnie budzik nastawiony na 8:00 .
"Cholera czemu teraz kiedy śnił mi się taki cudowny sen ".pomyślałem "Ogar Harry Ogar ". Ale ja nie mogłem się ogarnąć . On był wszędzie , w moich myślach, wyobraźni , snach. Tak bardzo zależało mi na tym by się ze mną zaprzyjaźnił .Odwróciłem się tak ,że leżałem na brzuchu wtuliłem się w poduszkę i ponownie zasnąłem.

Oczami Louisa:
Te idiotyczne zajęcia, mógłbym teraz robić coś na mieście, posiedzieć nad stawem z Harrym ,ale nie ...muszę czekać do osiemnastej pomyślałem po czym wepchnąłem książki do torby.
-Nadal o nim myślisz...? zapytała mnie Jess , która cały czas stała koło mnie. Czasem chociaż jest niewidoma miałem wrażenie , że widzi i czuje więcej niż inni
-Nie- odpowiedziałem krótko
-Mnie nie okłamiesz Lou...spodobał ci się - Szepnęła .
-Nawet jeśli to co?! On na pewno moich uczuć nie odwzajemnia, ja chcę się po prostu z nim zaprzyjaźnić - odpowiedziałem szeptem by nikt nie usłyszał.
-Skąd możesz wiedzieć ,przecież nawet go nie pytałeś?
-Na razie nie mam w planie zadawania takich pytań , musimy się bardziej zaprzyjaźnić... ,a poza tym nie chcę by mnie z tego powodu zostawił tak jak Ben-dowiedziałem zdenerwowany .
-Jak se tam chcesz - odpowiedziała , a ja chwyciłem ją za rękę dałem buzi w czoło i zaprowadziłem pod sale na wykład. A sam w drodze do mojej sali przypomniałem sobie ten dzień, który pokazał mi ,że jestem inny.:
To było w drugiej klasie gimnazjum. Miałem wtedy dziewczynę o imieniu Suzi.Nie wiem czemu ale nie czułem wielkiej miłości do niej,pomimo iż była śliczna oraz miała bardzo interesującą i cudowną osobowość.
Kiedy w końcu ze mną zerwała poczułem lekką ulgę .Mój kolega Ben myślał inaczej. Pewnego wieczoru przyszedł do mnie, usiadł na skrawku mojego łóżka tak ,że byliśmy koło siebie, w końcu po chwili milczenia nasze twarze zaczęły się zbliżać aż w końcu zaczęliśmy się całować.Po tym co się stało Ben wyszedł bez słowa i nie pojawiał się w szkole . Dopiero puźniej Pani Margaret oznajmiła , że musiał przenieść się do szkoły z internatem. Martwiłem się ,że wyjechał przeze mnie. Uspokoił mnie dopiero sms w , którym napisał ,że wszystko u niego jest dobrze , że mam nikomu nie mówić, a i o będzie trzymał język za zębami Wtedy już wiedziałem ,że jestem odmieńcem .
Z tym wspomnieniem wszedłem do sali zająłem swoje miejsce i zaczęły się zajęcia.
                                  

Oczami Harr'ego
Tym razem obudził mnie dobrze znany dziewczęcy głos :

-Gemma - krzyknąłem
-Hej braciszku - przywitała mnie siostra ,dałem jej buzi w policzek po czym powiedziałem
- Przecież miałaś być na święta, a zostały dwa tygodnie.
-Przyjechałam wcześniej bo mam coś ważnego do powiedzenia .!
-To nawijaj : powiedziałem uradowany.
-Ogłoszę to na obiedzie więc się ubieraj i na dół.
Przytaknąłem jej . Siostra wyszła z pokoju, a ja wziąłem prysznic, ubrałem się , umyłem zęby i zszedłem na dół , gdzie wszyscy na mnie czekali. Nie zdziwiło mnie to bo była już 14 ,a ja nieźle zaspałem. Usiadłem na wolnym miejscu przy stole i uważnie przyjrzałem się stojącej siostrze. Na jej wiecznie uśmiechniętą buzie zsuwały się kosmyki czarnych włosów , a jej zielono- szare oczy były jaśniejsze niż kiedykolwiek .
-A więc mam coś ważnego do powiedzenie - zaczęła Gemma - chwile się zawahała po czym dodała - Jestem w drugim miesiącu ciąży . Na początku wszyscy zaniemówiliśmy , a następnie rodzice zaczęli jej gratulować. Zrozumiałem teraz ,że ja nigdy nie będę taki jak moja siostra nigdy nie będę miał własnego dziecka. Zesmutniałem , a moja twarz dotychczas zarumieniona całkiem zbladła. Moja siostra zauważyła to ,przeprosiła rodziców i ze mną za rękę weszła do mojego pokoju. Zamknęła go na zamek i usiadła na ziemi tuż obok mnie.
-Powiedziałeś im ?- zapytała -Wiedziałem o co jej chodzi . Zawsze mówiła ,że zrozumieją tą "okoliczność" .
-Nie, nie powiedziałem im o tym : mruknąłem .
-Harry oni to zrozumieją musisz to w końcu powiedzieć.
-Kiedyś to powiem, ale nie teraz ...proszę cię o dyskrecje.
-Dobrze, ale w końcu sami się połapią ,a wtedy będą bardziej to przeżywać
-Pomyśl- dodała po czym poczochrała moje włosy i wyszła z pokoju.
Po jej wyjściu było około godziny 16 ,a ja położyłem się na łóżko i odliczałem godziny do spotkania z Louisem ...
            

   "1 h i 40 minut później "
Wybiła godzina 17 :40 jak najszybciej nałożyłem na siebie płaszcz i wybiegłem z domu. Po paru minutach byłem nad stawem, gdzie czekał na mnie Louis .
-Witaj Loczkowaty chłopcze : zagadnął
-Cześć odpowiedziałem radośnie
Usiedliśmy na ławce i zaczęliśmy gadać . Po paru minutach gadania bez sensu z nieba zaczęły spadać duże płatki śniegu. Ucieszył mnie ten widok, ponieważ kochałem zimę. Najbardziej lubiłem wychodzić wtedy nad staw. Woda była zamarznięta , na drzewach znajdowała się duża warstwa śniegu , a to wszystko dopełniało błękitno - białe niebo ozdobione kształtnymi chmurami.
- A więc Harry , muszę przyznać ,że jesteś bardzo interesującym chłopakiem : stwierdził Lou
-Ja interesujący !Hahahah ...- zaśmiałem się głośno
-A co nie jest tak ? -zapytał Lou
-Wiesz gdybym był interesujący ojczym nie patrzył by na mnie z nienawiścią ... zacząłem
-Ojczym ? :zapytał zaskoczony Louis
-Tak mój tata umarł na zawał, gdy byłem mały : odpowiedziałem .
-Współczuje ... wiesz jeżeli będziesz czegoś chciał to mów .- usłyszałem w odpowiedzi.
Dzięki ... - uśmiechnąłem się.
- Nie ma za co przyjaciele muszą sobie pomagać .Słowo przyjaciele Louis powiedział niepewnie
-Przyjaciele ?! zapytałem zaskoczony
- Jeżeli za szybko to mów ... możemy być na razie kolegami
-Nie ja chce być twoim przyjacielem..-wyszczerzyłem się
- To w takim razie ... zapraszam na spacer .- powiedział
-Chętnie. Wstałem z ławki i wraz z Louisam poszedłem w stronę parku. Rozmawialiśmy o studiach i o różnych innych rzeczach.
-Mam pomysł : powiedział
-Jaki ? zapytałem
-Przedstawię cię Jess . co ty na to ? zapytał
-A ja mam jeszcze leszy! Może za tydzień bo wtedy Naill wraca z Irlandii, gdzie pojechał na jakieś święto , spotkamy się wszyscy razem i pogadamy ...co ty na to? spytałem Louisa
- Genialny pomysł Haroldzie : stwierdził Louis Po czym zaczęliśmy się śmieć .
Przy louisie czuje się sobą . On jest fantastyczny , śmieszny i miły.
         

Kolejny tydzień w każdej wolnej chwili spędzałem z Louisem on pomagał mi szukać pracy i poprawiał mi chumor , gdy nadszedł dzień spotkania z Horanem i Jess , nie wiem czemu ,ale denerwowałem się .Martwiłem się co Naill pomyśli o Louisie i na odwrót. W końcu wybiła godzina 14 . Z Louisem , Naillem i Jess postanowiliśmy spotkać się w Milkshake City , ponieważ staw był miejscem tylko i wyłącznie moim i Louisa. Gdy już wszyscy tam byliśmy. Przedstawiliśmy się na wzajem, a ja nie mogłem się nadziwić temu ,że pomimo wypadku ta dziewczyna ciągle się uśmiechała.
-A więc Louisie... jak poznaliście się z Harrym ?-zapytał zaciekawiony blondas
-Harry był wówczas na spacerze , a ja również i tak jakoś wyszło...
 - Aha ... - powiedziała Jess próbując wdrążyć się do tematu.
-To może pójdę po napoje ? zasugerowałem
- Jak chcesz ... ja chcę czekoladowego- powiedział Horan
-Ja takiego samego -Powiedziała Jess .Na co on się uśmiechną
- Ja mam ochotę na waniliowego: stwierdził Lou
-To ja wezmę truskawkę .Powiedziałem sam do siebie i ruszyłem w stronę kasy. Po chwili wróciłem niosąc w ręku zamówienie . Louis pomógł mi je postawić, a jeden dał Jess prosto do rąk
-Ahhh a więc Naill jakie jest twoje hobby ? zapytał Louis blondasa , który popijał swój czekoladowy napój .
-Kocham grać na gitarze i czasem pośpiewać ... kocham jeść ponad życie
-A twoje?- dodał po chwili
-Lubię czytać , śpiewać , jeść marchewki i oglądać filmy
- To tak samo jak Harry on też kocha śpiewać ,oglądać filmy i czytać . : powiedział Horan
- Tak ja to kocham -przyznałem i nieco się zarumieniłem
-A twoje Jess -zapytałem
- Kocham słuchać muzyki i wyobrażać sobie jak wygląda świat...
Wszyscy zesmutnieliśmy a Louis lekko objął dziewczynę ramieniem i powiedział
-Jeszcze kiedyś przejrzysz na oczy nie martw się.
Żeby rozluźnić atmosferę zmieniliśmy temat na śmieszniejszy i poszliśmy do parku . Zagraliśmy w zadanie i pytanie. Najśmieszniej było kiedy Louis zmuszony został do zatańczenia na samym środku placu walca ,wyginał się przy tym , a my nie mogliśmy przestać się śmiać. Cieszyłem się ,że zgraliśmy taką paczkę i ,że oni się polubili , a ja zacząłem coraz bardziej i bardziej lubić Louisa.


            ___________________________________________________
 o to rozdział 3 . Szczerze mówiąc nie wiem jak wyszedł... xd
                      Proszę komentować . I jak zwykle przepraszam za błędy ;**
  xxx